środa, 30 grudnia 2015

#6."Kochany Aniołku gdzie masz skrzydełka? "

~Następnego poranka~
~Emily~
Wróciłam o 5 nad ranem.Wiem,że późno,ale i tak rodzice mieli nocną zmianę,więc nikt nie zauważył mojej nieobecności.Odchyliłam drzwi od pokoju.Alex siedziała na łóżku i czytała książkę.Uśmiechała się sama do siebie.Leo potrafi zdziałać cuda...Milion razy ją pocieszałam i jej pomagałam,jednak nigdy jej nie zobaczyłam jak sama się do siebie uśmiecha.Weszłam do środka.Przyjaciółka spojrzała się na mnie,miała duże cienie pod oczami.Wyglądała na bardzo zmęczoną,ale szczęśliwą...I to mi w pełni wystarczało,nie lubiłam codziennie patrzeć na jej smutek.Na jej cierpienie,które zawsze prowokowało do kłótni.Może tylko mnie to dziwi,ale Alex uśmiecha się dzięki Leo,nie gadałam z nim jeszcze osobno,ale pewnie musi być świetnym chłopakiem skoro Alex po spotkaniu go jest jak na skrzydłach.
-Hej,nie powinnaś już dawno spać?-zapytałam opadając bezwładnie na łóżko
-Nie mogłam usnąć.-wysiliła się na uśmiech
-Musisz to odespać,wyglądasz okropnie.-zauważyłam
-Dzięki.-przewróciła oczami
-Jestem z tobą szczera.Zabawa zabawą ,ale nie możesz się tak zaniedbywać.-Blondynka spuściła głowę
-Masz rację....zaraz położę się spać,ale najpierw chcę wiedzieć jak było z zakochanymi gołąbkami.-wyszczerzyła swoje białe ząbki
-Sama jeszcze nie wiem,musiała bym wydzwaniać do Lenehana i wypytywać się.-zachichotałam-Obiecuję,później z nim pogadam o tym.Opowiedz może jak się bawiłaś z Leo?-to brzmiało bardziej jak pytanie niż mój typowy rozkaz
~Alex~
Nie wiedziałam jak jej to wszystko opisać,to poczucie bezpieczeństwa.To,że się niczego nie bałam przy nim.To było cudowne uczucie....
-Zrobił mi jedną ze swoich niespodzianek.-puściłam porozumiewawcze oczko siostrzyczce,Emi zasmiała się
-Mhmmm.....-rozmarzyła się
-Zboczuch...-przerzuciłam oczami
-Przecież nie miałam tego na myśli.-roześmiała się-I kto tu jest zboczuszkiem skarbie?
-No chyba nie ja...-oburzyłam się
-No dobrze już spokój.-blondynka powstrzymała się od śmiechu i próbowała zachować spokój-Co to była za niespodzianka?
Opowiedziałam jej wszystko.Dziewczyna słuchała w ciszy,gdy skończyłam tylko mnie przytuliła.Było już późno,więc zdecydowałyśmy wreszcie się położyć spać.Od razu usnęłam i mogę się założyć,że spałam jak zabita.
~9 godzin później~
Obudziłam się o 14,mimo starań nadal wyglądałam jak jakiś potwór.

Jednak starałam się nie zwracać na to uwagi.Ogarnij się Alex i będzie wszystko dobrze! Założyłam buty i zbiegłam po schodach.Emily znowu nie było w domu.Pewnie siedzi u Charlsa i gadają o wczorajszym  dniu.Postanowiłam sie tym zbytnio nie przejmować,chwyciłam jabłko z kuchni i wyszłam na zewnątrz,spacer po świeżym powietrzu powinien dobrze mi zrobić.
~Charlie~
Po wczorajszym dniu wszystko wreszcie układało się pomyślnie.Chloe bardzo za mną tęskniła,chociaż nie wiedziała nawet ,że mieszkam trzy kilometry od niej w tym samym mieście.Nie chciałem widzieć jej smutku dlatego jej przerwałem w tym przepraszaniu.Nie chciałem tego słuchać,tylko pokazać jej ,ze ja bardziej tęskniłem.Powinienem za to podziękować Emily i Alex,w końcu to ich zasługa.Tylko martwi mnie fakt tego,że Leo ostatnio coraz mniej śpi.Spodziewam się,że to z Alex tak długo pisał lub rozmawiał przez kamerkę.Ostatnio miał mi za złe,że wparowałem w złym momencie podczas jego rozmowy z nią.Czasem mnie śmieszy jego zaangażowanie w pomoc Bambinos,potrafił siedzieć do 3 nad ranem i odpisywać fanką na tweeterze.Ja nie miałem w sobie takiego zaparcia odkąd nie spotkałem Chloe.Zastanawiałem się chyba z pół godziny nad tym jak mogę wynagrodzić dziewczynom za to,ze mi pomogli,że nam pomogli.Postanowiłem zrobić maraton filmowy,zresztą Leo też chcę wynagrodzić ciągłą pracą nad rapem i tekstem,musi mieć chwilę wytchnienia.Bez namysłu chwyciłem telefon.
Charls:
Hej Emi,miały byście może chęć obejrzeć ze mną i Leo jakiś film na wieczór?
Emi:
 Z przyjemnością,będziemy u ciebie o 19.
Charls:
No to jesteśmy  umówieni :)
Spojrzałem na stos kartek na moim biurku.Złapałem gitarę i postanowiłem dokończyć pisanie nut.Piosenka już była prawie gotowa tylko musiałem dokończyć te nuty i nadać tytuł.Leo ma talent,muszę przyznać,napisał znowu całą piosenkę kompletnie sam.Ja dawałem tylko małe wskazówki ,z których chętnie korzystał.Achhh.....prawie bym zapomniał...dopiero część roboty za nami.Trzeba było jeszcze zrobić teledysk...Musiałem porozmawiać z menagerem i przedstawić mój pomysł na zrealizowanie dokończenia piosenki włączając do niej teledysk.Może mój pomysł wypali.
~Alex~
Po piętnastu minutach spaceru przyszedł sms od mojej sis.Bez wahania otworzyłam skrzynkę pocztową.
Emily:
Hej ja wrócę przed 18 do domu,wpadnę jeszcze do Becky i Chloe po drodze,przekaż moim rodzicą bo znowu będą niepotrzebnie się martwić.
Alex:
Okej.Tylko uważaj na siebie.
Emily:
Dobrze ;) co do wieczoru to chłopaki nas zaprosili na maraton filmowy o 19 u Charlsa.
Alex:
To miło z ich strony,mam nadzieję,że trafię do Charlsa.
Emily:
W razie problemów  w trasie śmiało do mnie dzwoń to cię nakieruję.
Alex:
Oki ;* To ja lecę,bo muszę się przebiec i przemyśleć parę spraw.
Emily:
Widzimy się później Kruszynko <3 papa
Odłożyłam telefon do kieszeni i zaczęłam biec  przez park nie patrząc pod nogi,o mały włos i znowu bym wylądowała na ziemi.Dziwię się,że to robię.Nigdy nie lubiłam tego sportu,bo łatwo mnie męczył.Jednak dzisiaj było inaczej,mogłam swobodnie się skupić na tym o czym,a raczej o kim chcę myśleć,był to nie kto inny jak Leondre.Bardzo się zbliżyliśmy do siebie.Chciałabym go przytulić,móc poczuć bicie jego serca,ale wiedziałam,że dla niego jestem tylko przyjaciółką nic więcej.Dziwiło mnie to silne uczucie jakim go darzyłam,nigdy nic nie czułam do żadnego chłopaka,bo głównie skupiałam się na własnych problemach.Usiadłam na pobliskiej ławce i próbowałam złapać choć trochę powietrza.Chciała bym by Leo był tu teraz przy mnie,móc zobaczyć tą iskierkę w jego oczach było cudownym doświadczeniem,a jego głos sprawiał,że drżałam w środku.Serce biło jak oszalałe,oblewał mnie silny rumieniec,a motylki w brzuchu nie dawały spokoju.Nie chciałam straszyć Emi,ale ostatnio nie przesypiałam nocy,bo pisałam właśnie z NIM i tak schodziło do niewiadomo,której godziny.Na tej ławce w swoich przemyśleniach spędziłam jakieś trzy godziny,idealne na powrót do domu.Powrót nie trwał długo,wystarczająco by zdązyć na 18.Bez adnych zawahań itp weszłam do domu i wbiegłam na górę przebrać się. 
Szybko złapałam za telefon i włączyłam wyświetlacz na którym widniała godzina 18:20.Szybko zleciało.Nie spodziewałam się,że toaleta zajmie mi aż 20 minut.No cóż...mogłam się tego spodziewać w końcu jestem dziewczyną...Mój zapłon jest po prostu nie do przebicia.
-Wiem...-powiedziałam sama do siebie i wyjęłam spod szafy moją deskorolkę-Tak będzie szybciej-uśmiechnęłam się do siebie za szybkość mojego logicznego myślenia.Wybiegłam na dwór i achhh...znowu ten pośpiech....Rzuciłam się na deskorolkę (nie wnikam w to jak to zdanie musiało brzmieć XD) i ruszyłam na zachód od mojego domu.Błądziłam po dzielnicy gdzie miał mieszkać Charls i szukałam nr.45. Pięknie...spóźnię się...A może nie? Rozglądałam się jak głupia,a dom blondyna miałam naprzeciw mojego czubka nosa.Zaśmiałam sie do siebie i podeszłam do drzwi.Włączyłam dzwonek i w milczeniu oczekiwałam jego twarzy,która miała się pojawić  naprzeciwko mnie.Czekałam jakieś 15 minut i nic,włączyłam dzwonek ponownie i nareszcie ukazała się jego znajoma twarz.
-Co tak długo?-zapytałam z wyrzutem
-To nie moja wina,tylko Emi i Leo,bo nie pozwolili mi podejść do drzwi.-zaśmiał się
-Dobra wymówka,ale nie wnikam.-zaśmiałam się i weszłam do mieszkania.Wystrój był bardzo nowoczesny,a na widok salonu oniemiałam.Kominek i odpowiednio dobrane meble dały znać o sobie.Na mój widok Emi podbiegła i mnie przytuliła,a Leondre pogodnie się uśmiechnął.Usiadłam obok nich na kanapie i oczekiwaliśmy powrotu Lenehana z kuchni z miską popcornu.
~Emily~
Gdy Charls wrócił z kuchni automatycznie zaczęłam rzucać w wszystkich popcornem,zaczęła się bitwa pt RZUCANIE JEDZENIEM W SIEBIE,którą nieoczekiwanie przerwał kolejny dzwonek.Blondyn szybko zbiegł do ganku,a ja spojrzałam z wyrzutem na bruneta.
-No wypadało by posprzatać.-założyłam rękę na rękę i patrzyłam się na Devriesa.Alex nie wytrzymała i się zaśmiała.
-Że niby ja?-zapytał niedowierzając
-Widzisz tu kogoś innego?-zapytałam dusząc się ze śmiechu
-Alex.-zaczął łaskotac blondynkę,na co wybuchła płaczem
-No już zakochańce uspokoili byście się!-wybuchłam niekontrolowaną głupawką
-My się tylko przyjaźnimy a poza tym...i kto to mówi?-zauważyła słusznie Alex
Do pomieszczenia weszli Charls i Chloe,na jego rekach.Szatynka wyglądała na bardzo szczęśliwą.Usiedliśmy wreszcie w spokoju i włączyliśmy jakiś film.Było wszystko dobrze,jednak nie mogłam odwrócić wzroku od szczęśliwej pary.Powinnam się skarcić za to,ale czułam niemały płomyk zazdrości w sobie.Po dwóch godzinach nie wtrzymałam i postanowiłam skłamać,że źle się czuję i muszę wyjść się przewietrzyć.Alex świetnie sie bawiła z Leo i pewnie będzie nocować u Lenehana,ja wolałam pójść do skate parku i pojeździć,byle nie patrzeć na to co sprawia,że aż mi sie pięści zaciskają.
-Wyjść z tobą?-zapytał troskliwie blondyn
-Nie,poradzę sobie.-odparłam chamsko.Wiem,że nie zachowałam się jak należy,ale potrzebuję chwili na uspokojenie się.
 
~Pół godziny później~
Jeździłam jak jakiś wariat drogowy po skate parku.Chciałam puścić trochę powietrza do płuc.Było to coś w rodzaju odświeżenia się.Jeździłam tak od 21,a była już 23 albo i dalej.Nie mogłam się uspokoić.Ja bardzo chciałam bym to ja była na miejsu Chloe.Co ja właściwie ze sobą robię? Przecież sama ich pogodziłam,a teraz ...to okropne uczucie zazdrości,które nie daje mi spokoju..Przyśpieszyłam za bardzo i nie mogłam się zatrzymać.Moje ciało przeszył nagły strach....Zaczęłam drżeć ze strachu i krzyczeć w niebo głosy.Nikt jednak nie usłyszał mnie,bo było naprawdę późno.Upadłam bardzo mocno na asfalt.Obraz mi się zaczął rozmazywać,a jedyne co ujrzałam przed całkowitą ciemnością.Były to moje nogi...całe w krwi....
~Alex~
Wpatrywałam się w gwiazdy.Martwiłam się o Emi.Wyszłam do ogrodu i siedziałam tam już może z dobrą godzinę na huśtawce.Nigdzie nie nadjeżdżała,chyba pojechała do domu ,bo już długo jej nie ma.Jest 1 nad ranem.Wszyscy już śpią,a ja siedzę i nadal czekam...Mam złe przeczucia....
-Alex?-zapytał brunet wychodząc z mieszkania-Jest już późno.-słusznie zauważył
-Wiem....ale boję się o nią.-wyszeptałam.Chłopak podszedł i usiadł obok mnie.
-Nie martw się,pewnie jest już w domu i śpi.-uspokajał mnie i mocno przytulił,jednak go odepchnęłam.Co ja wyprawiam? Moje zmęczenie zaczyna mnie nieźle wykańczać.
-Przepraszam...-westchnęłam
-Za co?-spytał ,chociaż dobrze wiedział o co chodzi
-Za to,że cię w tej chwili odtraciłam...-spojrzałam na ziemię szukając w niej odpowiedzi
-Nie szkodzi.....-wyglądał na zmartwionego...no tak...przecież on jest wrażliwy....Może Emily miała rację w tym,że krzywdzę? Wiele razy mi to mówiła,jak byłyśmy w Polsce.
-Szkodzi...Widzę,że jesteś osobą,która czasem kogoś potrzebuję...też powinnam to zrozumieć,a nie myśleć tylko o swoich problemach.-westchnęłam-Po prostu mam bardzo złe przeczucia co do jej "Przewietrzenia się".
-Wszystko będzie dobrze.-tym razem to ja jego przytuliłam -Dziękuję.-wyszeptałam
-Za co?-zapytał zdziwiony przytulając mnie mocniej
-Za to,że jesteś.-było mi bardzo ciepło w jego ramionach ledwie powstrzymywałam marznięcie
-Drżysz.-zauważył-Chodźmy już do domu,bo zamarzniesz.-pociągnął mnie za rękę w stronę mieszkania.Nie opierałam się,byłam za bardzo zmęczona.
"Kochany Aniołku,gdzie masz skrzydełka?" 
Tak właśnie....On był dla mnie jak brat...jak anioł,który pilnował by nic mi się nie stało.Dla mnie dawał od siebie zbyt dużo,a ja dla niego od siebie praktycznie nic...Emily miała rację,że nie potrafię nic docenić i że ranię ludzi...
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz