Emi:
Charlie jest naprawdę kochany.Za mało go doceniam.Przecież tysiące ich fanek dało by sobie głowę uciąć żeby być z kimś takim jak on,a on właśnie wybrał mnie.Spośród siedmiu miliardów ludzi wybrał właśnie mnie.Pomaga mi i to bardzo.Zdecydowanie więcej niż Alex,ale ona zawsze potrzebowała tej szczególnej czułości,przytulenia czy chociaż całusa w policzek,a Leo właśnie to jej dawał.Byłam mu dozgodnie wdzięczna za to jak zmienił jej nastawienie do życia.Ja również jestem okropnie wdzięczna mojemu Charlsowi,który sprawił,że nie mogę przestać myśleć o tym jaki kochany może być.Doceniam to,że pozwolił mi się jak głupiej wypłakać w jego koszulkę,a teraz zabrał mnie na lody i pomaga oswoić się z tym,że życie to nie bajka.Kocham Go!
Moje ciche przemyślenia przerwał telefon Blondyna.Odsunęłam się delikatnie od niego by mógł wyjąć telefon z kieszeni. Na wyświetlaczu jak nigdy wielkimi literkami widziałam napis ALEX. Wzdrygnęłam się,bo do Charlsa dzwoniła tylko w nagłych potrzebach ,a do mnie....chwila...gdzie jest mój telefon? Musiałam przez to wszystko gdzieś go zapodziać.Ugh....Pięknie...Alex mogła coś ode mnie potrzebować,a ja jako kochana siostrzyczka rzuciłam telefon i miałam to w dupie.
Charls:
-Halo?-zapytałem niepewnie.Czasami słyszałem głos Leo zamiast Alex mimo tego,że miał swój telefon często dzwonił ze swojej dziewczyny.Uśmiechnąłem się niepewnie tak jak by mnie widział,ale nie było go przede mną.
-Charls! Szybko...Alex....
-Co Alex?!-wystraszyłem się.Brunet miał zdyszany głos i załamywał mu się co chwila.Był w totalnej rozsypce
-Ona jest w szpitalu... uu..padła-tłumaczył choć było słychać,ze jest mu ciężko
-Już tam jedziemy.-powiedziałem zdecydowanie-Leo uspokój się.-sam byłem załamany,ale to jedyne zdanie,które umiałem spokojnie wypowiedzieć w tej chwili
-Co się stało?-zapytała blondynka,a oczy jej się zaszkliły
Alex:
Wszędzie było ciemno.Widziałam mnóstwo kartek porozrzucanych w czarnej otchłani.Były to najzwyklejsze białe kartki,które za podniesieniem jednej zaczęły wirowac w powietrzu.Cofnęłam się kilka kroków wstecz tracąc równowagę i upadając na ziemię.Usiadłam i przyglądałam się niezwykłemu zjawisku.Wokół moich oczu latało milion wspomnień.Były niezwykłe.Jedno zwróciło szczególnie moją uwagę.Było to spotkanie....pierwsze spotkanie moje z Leo.Przeprowadzka...a potem pojawili się oni.Widziałam tysiące fanek,które krzyczały zacięcie "KOCHAM CIĘ",było to na jednym z ich koncertów.Gdy zaczęło się shinning star łzy zaczęły mi cieknąć.Leo rozglądał się na wszystkie strony śpiewając "Kocham Cię My Polish Queen" jednak na nikim nie zatrzymał dłużej wzroku.Odtworzyły mi się moje myśli,których dał mi Brunet kiedy opowiadał o złym traktowaniu w szkole.Widziałam jak cierpiał.....a potem wychodził na prostą.Dzięki Charliemu.To było niezwykłe dopóki nie zatrzymało się na moich wspomnieniach.Widziałam dziewczyny z mojej starej klasy,które stały nade mną i się śmiały.Wyzywały mnie.To bolało.Tak cholernie bolało.I nagle....wszystko zgasło.Nic już nie było oprócz okropnej ciszy i mroku,który zburzyło pikanie.Nie mam pojęcia co to było.
Leo:
-Doktorze! Doktorze!-krzyczała pielęgniarka.Siedziałem jak na szpilkach i powstrzymywałem się żeby nie zrobić z siebie wariata.Bardzo chciałem ją teraz zobaczyć,dotknąć,chronić.Nie mogłem....nie pozwolili mi tam wejść.Czekam tu jakieś 3 godziny.Zadzwoniłem pół godziny temu do Charlsa,ledwie wytrzymałem nie ponosząc się emocją.Zaraz mają tu być.
-Leo!-głos Emi odbił się echem po pustym korytarzu.Biegła do mnie ze łzami w oczach.-Cco jej ...jest?-wyszlochała
-Nie mam pojęcia...-powiedziałem skruszony,wstrzymywałem uparcie łzy,które piekły mnie w oczy i niszczyły mnie wewnętrznie.
Zaraz wyszedł lekarz z pokoju.Wyglądał tak niepewnie jak nigdy.
-Przepraszam kim jesteście dla pacjentki?-zapytał
-Przy...
-Rodziną!-wtrąciła Emi nie dając skończyć mojemu kumplowi
-Dobrze,a więc....
-Co z nią jest?!-nie wytrzymałem i krzyknąłem.Blondynka złapała mnie za rękę dając do zrozumienia,że jest tutaj ze mną i musze się uspokoić.
-Puls pacjentki zatrzymał się na chwilę,ale już jest stabilny i myślę,że możecie do niej zajrzeć.-uśmiechnął się sztucznie.Wyrwałem się jak najszybciej i wbiegłem do pokoju w stronę łóżka.Usiadłem obok niej i zacząłem gładzić jej dłoń.
-Alex...-powiedziałem cicho chociaż wiedziałem,że mnie nie słyszy
Alex:
Światło raziło mi oczy.Było mi okropnie niedobrze.Spojrzałam na dłoń,która była podpięta do kroplówki.Brawo Alex...oby tak dalej...
Zdałam sobie sprawę,że miałam odkryte rany po cięciu.Nie chciałam by ktoś widział.Wydało się.Wzrok Leo był skupiony na mnie.Przytulił mnie mocno.
-Alex...gdzie byłem gdy mnie potrzebowałaś?-zapytał ,głos mu się załamał.Świetnie...
-Leo ja...przepraszam.-łzy leciały mi spływały po policzkach
-Kocham Cię,nie rób tego.-pocałował mnie w usta.Ledwie złapałam oddech.Byłam słaba.Tak cholernie słaba.
------------------------------
Hej Misie!
Zapraszam do czytania oraz komentowania! <3 Dawajcie po sobie znak w postaci nowych wyśiwetleń i komentarzy.Kocham was.
Alex <3
Alex:
Dni mijały,wszystko układało się.Było zbyt dobrze.Kolejna sobota.Postanowiłam tym razem odprężyć się i poleżeć do 10.Tak dobrze mi się spało jak nigdy,dopóki ...nie zaczęły mnie budzić cieple pocałunki złożone na mojej szyi.Uniosłam delikatnie powieki ,a kąciki moich ust lekko uniosły się.
-Cześć Księżniczko.-brunet złączył nasze usta na chwilę i pozwolił mi wreszcie wybudzić się w swoim powolnym tempie.
-Miś,a ty nie powinieneś być na próbie?-spojrzałam na zegarek na ścianie jego pokoju (Alex nocowała u Leo).Była 8:34.Już od ponad pół godziny powinien być w studiu obok Charlsa i trenować.Mieli nagrać nowy cover dla Bambinos.
-Przełożyliśmy to z Charliem na jutro.-uśmiechnął się szeroko-Chcę spędzić ten dzień z tobą.-uniósł mnie delikatnie i usadził na swoich kolanach składając czuły pocałunek w moje czoło
-Ale Leo...próby są ważniejsze.-westchnęłam ciężko
-Charlie tez ten dzień chciał spędzić z Emi.-pogłaskał mnie po głowie
-No to trzeba było tak od razu.-uśmiechnęłam się szerzej i pocałowałam go w usta-Ale teraz pozwolisz,że się przebiorę.-powiedziałam śmiejąc się patrząc na moją torbę w rogu pokoju.
-A co jak nie pozwolę?-zapytał podnosząc jedną brew
-Chcesz się przekonać?-wyrwałam mu się z rąk i podbiegłam szybko do mojej torby szukając ubrań,które chciałam na dziś założyć.
-Owszem.-złapał mnie od tyłu i uszczelnił w mocnym uścisku
-Leoo nooo...-westchnęłam zmęczona
-No dobrze...odpuszczę ci...tym razem.-pocałował mnie w policzek i wyszedł z pokoju.Poszłam do toalety i szybko ogarnęłam się ubierając naszykowane ubrania.
Emily:
Wstałam dość późno jak na moją niecodzienną manię wczesnego wstawania w soboty.Przetarłam oczy i przeciągnęłam się leniwie.Coś czuję,że to będzie dzień pełen pozytywnej energii.Szybko przebrałam się i zbiegłam do kuchni,gdzie zastałam płaczącą mamę.
-Co się stało?-zapytałam zdziwiona jej stanem.Miała rozmazany tusz i ogromne sińce pod oczami.Wyglądała jak by całej nocy nie przespała i spodziewam się,że tak było.
-E-emily t...twój....t-a-t-a...on.....nas zzzdradził..-wychlipiała.To co usłyszałam było dla mnie szokiem patrzyłam z otwartą buzią na moją rodzicielkę,która trzęsła się cała z nadmiaru emocji.Mama Alex dzielnie przy niej siedziała i ja pocieszała.Łzy wezbrały mi w oczach i nawet nie wiem kiedy wypłynęły mi na policzki i kapały na płytki w kolorze brzoskwiniowym.Stałam jak słup soli i czekałam na dalszy rozwój zdarzeń,którego pewnie nie będzie.
-Córcia...wy-yprow-ad-zamy s-się..-kolejny potok łez jak i szoku nie dały mi upustu
-Jak to?! Gdzie?! -zaczęłam krzyczeć niedowierzając
-Do Paryża do ciotki.-powiedziała obgryzając nerwowo paznokieć
-Ale mamo?! Czemu?!-teraz już szlochałam jak nigdy,nie panowałam nad emocjami
-Dla świętego spokoju.-powiedziała poważniejąc choć łzy nadal jej spływały po policzkach
-Nie zdajesz sobie sprawy,że ja mam tu przyjaciół i chłopaka?!-zaczęłam krzyczeć jak nigdy
-Zdaję,ale Emi proszę cię...robię to dla twojego dobra!-wychlipiała
-Chyba dla swojego!-warknęłam i wybiegłam z domu chwytając deskorolkę ,którą zostawiłam w ogrodzie.Za kilka minut mam spotkać się z Charliem w parku.Boję się,że nie wytrzymam i wybuchnę przed nim z nadmiaru emocji.Wskoczyłam na mój "środek transportu" i ruszyłam w drogę.
Alex:
Zeszłam do kuchni gdzie pachniało naleśnikami.Nie myliłam się.Na stole była taca z naleśnikami z nutellą.Leo siedział i przeglądał telefon wyraxnie czekając na mnie.
-Ile można siedzieć w łazience?-zapytał podnosząc wzrok i unosząc kąciki ust
-No nie wiem...może mi powiesz?-spytałam ironicznie.Chłopak uniósł jedną brew i podszedł do mnie biorąc na ręce.-Ale wiesz,że ja umiem chodzić?-Leo przewrócił oczami,a ja się zaśmiałam
-Siadaj i jedz bo ci wystygnie.-zarządził sadzając mnie na krześle
-A co jak mi się nie chce?-wyjęłam język śmiejąc się jak głupia
-Naprawdę? Chcesz żebym cię karmił?-zapytał zdziwiony
-Nie...Mamo.-zasmiałam się
-Też Cię Kocham.-złączył nasze usta
Po około pół godziny wreszcie skończyłam jeść to śniadanie,które ciągle się nie kończyło,bo Leo męczył mnie żebym zjadła jeszcze "jednego naleśnika" co skończyło się na czterech.Brzuch mnie bolał z przejedzenia,ale....czego się nie robi dla swojego chłopaka?
-Alex?-Mój Miś spojrzał sie na mnie z szerokim uśmiechem
-Tak?-zapytałam patrząc raz na wyświetlacz telefonu raz na niego
-Pójdziemy na spacer?-zapytał,a jego chytry uśmieszek nie schodził z buzi
-Co ty tak się szczerzysz? Czegoś nie wiem?-zapytałam zdziwiona
-Nie.Skąd? Wszystko wiesz.-uśmiech nadal trwał,a oczy błyszczały jak nigdy
-Leo...boję się.-udałam przestrach
-Schrupię cię!-złapał mnie na ręce i zaczął biec do wyjścia z mieszkania całując w szyję
-Leoo...-zaczęłam śmiać się jak głupia
Charlie:
Przyjechałem na umówioną godzinę do parku.Emily siedziała już przy jednej z ławek wlepiając swój wzrok w telefon.Wyglądała prześlicznie.Jej włosy były ładnie zakręcone puszczone luzem na jej zgrabne ramiona.Jej oczy błyszczały choć nie wyrażały żadnego entuzjazmu.Jej nogi...ponętnie mnie zachęcały bym wziął ja na ręce i nie puścił.Była smutna.Coś było nie tak.
-Hej Kochanie.-powiedziałem,dziewczyna uniosła wzrok i lekko uśmiechnęła się.Był to uśmiech sztuczny,bo wyszedł jej z tego grymas.
-Hej Charls.-pocałowałem ją w usta.Miała zaszklone oczy,coś było na rzeczy.
-Co się stało?-patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem nie wiedząc co powiedzieć
-Nic...-westchnęła ciężko
-Przecież widzę.-powiedziałem stanowczo
-Przecież mówię,ze nic.-uparła się na swoim jednak po chwili wybuchła płaczem.Przytuliłem ją mocno i zacząłem gładzić po głowie próbując uspokoić.
-Ciii...będzie dobrze.-pocałowałem ją w policzek .Zmęczona wtuliła się we mnie i zaraz uspokoiła się.-Co się stało?-zapytałem znowu zachowując swoją stanowczość
-Mój ojciec zdradził moją Mamę i ....wyprowadzamy się.-patrzyła mi w oczy,w których był smutek,żal i brak wewnętrznego spokoju.Kolejne łzy wypłynęły na zewnątrz.Przytuliłem ją ponownie mocno.
-Ehh..a to świnia.-powiedziałem z przekąsem-No ale cóż....jakoś damy radę,gdzie się wyprowadzasz?-zapytałem ze smutkiem w głosie.Miałem ochotę płakać mimo tego,ze jestem chłopakiem bardzo mnie to zraniło.Nie chciałem jej mieć daleko od siebie.Chcę mieć ja ciągle przy sobie.Tak by mogła usłyszeć jak szalenie wali moje serce,gdy mam ją w swoich ramionach.
-Do Paryża....-trzęsła się.Widać,ze bardzo była poruszona tym wszystkim
-Damy radę,damy.-pogłaskałem ja po głowie i złożyłem na niej pocałunek
Leo:
Szliśmy w ciszy,ale to nie była typowa nieznośna chwila ponieważ obydwoje cieszyliśmy się swoim towarzystwem.Trzymaliśmy się za ręce i nie mieliśmy zamiaru się puścić.Mimo tego,ze byłem wyższy od niej o głowę...lubiłem patrzeć na nią z góry.Była taka niska i słodka.Nikt nie potrafił mnie teraz tak uszczęśliwić jak ona.Jedyne co mnie martwiło to to,że była przeraźliwie blada.
-Leo ja....
-Wszystko w porządku?-zapytałem przerywając jej nagle
-Nie czuję się najlepiej...-powiedziała bardzo cicho i zachwiała się na nogach.Chciałem jej wziąść na ręce,ale nie zdążyłem,bo zaczęła lecieć do przodu.Była już metr od upadku na ziemię,ale zaasekurowałem jej upadek.
-Alex?Słyszysz mnie?-zapytałem wystraszony.Zacząłem modlić się w duchu by wszystko było w porządku.Wyjąłem telefon i wybrałem numer "112".Czekałem na połączenie.
Wielkimi krokami zbliżała się 15.Bałam się.Tak cholernie się o niego bałam.Spojrzałam ponownie na wyświetlacz telefonu 14:15.Nie najgorzej.Siedziałam u Devries'ów w domu wtulona w Leo.Jedyne co mnie teraz uspokajało to bicie jego serca.Była jak jego rap.Bezcenne dla ucha.Zamknęłam oczy.Otworzyłam dopiero,gdy brunet głaskał mnie po głowie.Czyli już się obudził.
-Leo?-ziewnęłam zatykając buzię ręką
-Tak?-zapytał przytulając mnie mocniej
-Proszę...Nie rób tego.
-Czemu?-przerwał mi zdruzgotany
-Leo martwię się.-wyszeptałam
-Wiem,ale nie mogę mu pozwolić...po tym co zrobił tobie.Nie wybaczę mu tego i pozbędę się z tej szkoły.-zacisnął pięści.Wiedziałam,że teraz mówi o swoim czułym punkcie.Przypomniał sobie o przeszłości....ehh...
-Leo.Było minęło.Trzeba z tym iść na skargę do dyrektorki,a nie.-westchnęłam
-Alex,proszę cię.On przecież cię więził.Ja bym to najchetniej zgłosił na policję,ale wiesz,że to i tak żadnych skutków nie przyniesie.-podrapał się po karku
-Leo,jak pójdziesz to ja coś sobie zrobię....-spuściłam wzrok na moją rękę
-Jeśli coś sobie zrobisz to nie wybaczę tego sobie,rozumiesz?-odwrócił moją głowę tak bym patrzyła mu w oczy,z których ciekły łzy
-Leo...ja nie mam siły.-to jedyne co mi przyszło do głowy w tej niezręcznej chwili
-Proszę...nie zrób nic głupiego.-wstał i wyszedł.Pięknie.Nie wiem co zrobić,boję się.
Emily:
Gdy Leo dotarł na umówione miejsce za szkołą,gdzie była już spora grupka uczniów wzdrygnęłam się.Przyszłam tu żeby ich powstrzymac.Wiem jak to odbije się na Alex jeśli cokolwiek się stanie Leondre.
-Leo.-pociągnęłam go na stronę-Co ty odwalasz?Odwołaj tą dziecinną bójkę i lepiej zadzwoń na policję.-powiedziałam z pretensjami.Zaraz do mnie dołączył Charlie.
-Oszalałeś?! Przecież on jest od ciebie dwa razy większy!-zaczął wymachiwać rękoma w każdą stronę,złapałam go za rękę i trochę uspokoił narastające w nim emocje
-Robię to w słusznej sprawie.-odpowiedział -Jeśli nie macie ochoty mnie wspierać w tej chwili to dajcie mi spokój.-dodał zrezygnowany
-Leo..to nie tak.Po prostu martwimy się.-zaczęłam tłumaczyć
-Alex mówiła to samo.-słusznie zauważył
-No bo jest twoją dziewczyną do cholery jasnej!-nie wytrzymałam i podniosłam głos,wszyscy zebrani spojrzeli się w naszą stronę.Thomson'a nadal nie było.Mieliśmy jeszcze kilka minut na odwołanie tego wszystkiego.
-Emily ma rację! Odwołaj to!-wtrącił się blondyn
Po chwili doszła paczka naszego przyjaciela.Pistacja (nie mam pojęcia czemu ją tak przezywają) rzuciła się natychmiast na Devries'a.
-Leo czy ty postratałeś rozum?!-zaczęła wypytywac i krzyczeć na niego,zaraz dołączyła reszta jego ekipy.
-Emily?-spojrzał na mnie
-Słucham.-założyłam ręce na wysokości piersi
-Proszę możesz zostać z Alex? Martwię się o nią,bo powiedziała,że coś sobie zrobi.-spuścił wzrok.Tak,to był ten prawdziwy Leondre.Ten,który wreszcie miał choć trochę rozumu.
-Dobrze.-westchnęłam ciężko-Tylko proszę odwołaj to.-przytuliłam go i ruszyłam w stronę bramy szkolnej,zatrzymała mnie ciepła ręka Charlsa.Spojrzałam się na chłopaka.
-Proszę dopilnuj by mu nic nie było.-mruknęłam.Mimo uporu Leo...on był dla mnie jak taki wkurzający brat.Przypomniały mi się najlepsze wspomnienia związane z nim.W głowie został mi obraz jak rzucaliśmy się popcornem.Oczy zaszkliły mi się na samą myśl,że mój braciszek może być w niebezpieczeństwie i,że postratał racjonalne myślenie.-Proszę.-dodałam tylko i spojrzałam mu się w oczy
-Obiecuję,że nic mu nie będzie.-wysilił się na uśmiech i pocałował mnie w usta.Odwzajemniłam pocałunek.
Charlie:
Jedyne co mi przychodziło na myśl w tej chwili to było to by złapać dyrektorkę jeszcze przed wyjazdem ze szkoły.Dyrektorka najpóźniej wyjeżdżała z grupy nauczycielskiej.Miałem dużo szczęścia,bo właśnie wsiadała do samochodu i miałem okazję ja zatrzymać.Pobiegłem jak najszybciej w stronę auta.
-Proszę zaczekać!-krzyczałem najgłośniej jak się dało.Kobieta na szczęście usłyszała moje wrzaski i wysiadła z pojazdu.
-Coś się stało Charlie?-zapytała zdziwiona
-Matt z Leondre...-próbowałem złapać powietrza-chcą się bić za szkołą...
Dyrektorka zatkała tylko sobie usta ręką i szybko biegła na swoich czerwonych szpilkach za mną.Obydwaj już byli.Mierzyli się wzrokiem i widać było,że bijatyka zaraz się zacznie.Wszyscy widząc kobietę niemile się zdziwili.Leo patrzył na mnie zdesperowany.
-Co tu się wyprawia?!-zapytała zdenerwowana kobieta-Leo,Matt idziecie ze mną! A wy do domów!-zarządziła
Alex:
Siedziałam nadal u niego w domu.Nie wiedziałam co zrobić ze sobą.Byłam tak wystraszona tym,że mój Aniół Stróż może wrócić cały w siniakach albo,że mogę zastać go w szpitalu.Tak się o to boję.Jedyne co mi przyszło teraz na myśl to rysowanie żyletką po skórze,ale Leo się nie bawi żyletkami tak jak ja.Przejrzałam jego szafki.Moją uwagę zwrócił mały kuferek.Otworzyłam go ostrożnie.W środku była jakaś karteczka,a pod nią żyletka.Rozłożyłam papierek,na którym cienkim markerem było napisane "Przepraszam za wszystko".Przeraziło mnie to okropnie.Złożyłam z powrotem świstek papieru i wsadziłam do kieszeni od spodni.Chwyciłam ostrze i usiadłam na łóżku.Patrzyłam się ślepo w odbijającą światło żyletkę.
Przełknęłam ślinę.Dawno nie robiłam tego.Przyłożyłam ostrze do skóry i powoli jeździłam po niej robiąc mnóstwo kresek.Krew leciała jak nigdy dotąd.Łzy mi ciekły jak z wodospadu.Nie mam siły do siebie.Mogłam go powstrzymać.Przymknęłam oczy.Obraz zaczął mi się rozmywać.Wstałam na nogi i próbowałam złapać równowagę.Zaczęłam szukać bandażu w szufladach.Gdy znalazłam opatrzyłam rękę i zakryłam rękawem swetra.Złapałam się szafki kurczowo próbując utrzymać równowagę.Gdy wreszcie udało mi się to zrobić wrzuciłam żyletkę w krwi do kuferka i schowałam go na swoje miejsce.Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.No tak...Leo mnie prosił bym otworzyła drzwi jego Mamie,bo dzisiaj pojechała z koleżanką do pracy i nie brała kluczy od mieszkania.Zbiegłam po schodach prawie kończąc tę czynność upadkiem przy ostatnim stopniu.Obraz mi się ponownie zaczął rozmywać.Zaczęłam się chwiać na nogach,ale dałam radę.Podeszłam do drzwi i próbowałam wcelować klucze w dziurkę.Gdy udało mi się to przekręciłam go i ujrzałam po chwili przed soba twarz rodzicielki mojego Aniołka.
-O witaj Alex.Leo jeszcze nie przyszedł ze szkoły?-zapytała zdziwiona kobieta patrząc na zegarek na swojej ręce,który jasno wskazywał 15:45.
-Nie,jeszcze nie wrócił.Ma dodatkowe zajecia.-nazmyślałam zamykając drzwi za brunetką.Patrzyłam przez chwilę jak zdejmuje kurtkę i buty na małej koturence.Chwyciłam torebkę stojącą koło niej i weszłam do kuchni stawiając ją na swoim miejscu.Po chwili usłyszałam kolejny dzwonek.Kobieta była już gdzies na górze,więc musiałam znowu przywłóczyć się do drzwi.Otworzyłam je niechętnie i popatrzyłam na zmieszaną twarz przyjaciółki.
Leo:
Byłem zły jak nigdy na Charlsa.Ale z jednej strony może to dobrze,że zawołał dyrektorkę? Przecież to mogło nie najlepiej się skończyć.Siedzieliśmy w gabinecie dyrektorki czekając na przyjazd naszych rodziców.Kobieta wypytywała o wszystko.Musiałem jej opowiedzieć o tym co ten palant zrobił Alex.Po prostu musiałem.Thomson nie odzywał się.Nie odpowiadał na pytania.Po prostu miał to gdzieś.Alex z rodzicami również mieli przyjechać.To oczekiwanie nie trwało jakoś szczególnie długo.Do gabinetu pierwsza wparowała moja Mama.
-Leo synku wszystko w porządku?-obsypała mnie milionem pytań,na które w stanie byłem tylko pokiwać głową.Alex stała pod ścianą.Była bledsza niż zwykle.Co chwila chwiała się na nogach.Martwię się o nią.Zostaliśmy na chwile wyproszeni z gabinetu.Zostali w nim tylko rodzice Thomsona i sam on.
-Alex,dobrze się czujesz?-natychmiast do niej podeszłem.Blondynka pokiwała głową,jednak po chwili złapała mnie mocno za bluzę unikając upadku.Wziąłem ją na ręce i zacząłem głaskać jej włosy.Martwię się....A co jak wzięła jakieś tabletki nasenne ?Przeciez sama mówiła,że może sobie coś zrobić jak pójdę.-Alex nie kłam.-tylko to byłem w stanie powiedziec
-Tak,wszystko w porządku.Tylko trochę zakręciło mi się w głowie.-powiedziała tak cicho,ze tylko ja usłyszałem.Jej Tata (Mama okazała się być w pracy i nie mogła się zwolnić) siedział zniecierpliwiony przy drzwiach,które ponownie się otworzyły.
-Alex,możesz przyjść?-zapytała okularnica.Dziewczyna pokiwała delikatnie głową.Postawiłem ją.Zachwiała się ponownie i doszła z trudem do drzwi.
Alex:
~20:00~
Dzisiaj okropnie się czułam,gdy wróciliśmy z tego całego cyrku cieszyło mnie to,że nie doszło do żadnej bójki.Matt został wysłany do poprawczaka po dyskusji z policją na temat tego porwania.Leo nie oberwał na szczęście za to,że chciał się bić.Jedynie godzina dodatkowej matematyki.Siedziałam wtulona w niego u mnie w domu.Mama nadal nie wracała.Pewnie pojechała do cioci do Polski.Już przysypiałam.Nawet głośny telewizor teraz był w stanie mnie uśpić.
-Alex?-usłyszałam cichy głos bruneta
-Tak?-spytałam zachrypnięta
-Powiedz,że nic sobie nie zrobiłaś jak mnie nie było.-powiedział stanowczo
-Nie.Jedynie martwiłam się.-wyszeptałam
-To dobrze.-złączył nasze usta.Odwzajemniłam pocałunek,który stawał się namiętniejszy.Żyłam chwilą.Jego usta były delikatne i miękkie.A jego ręce na moich plecach dawały przyjemny dreszczyk.To poczucie bezpieczeństwa...ono wróciło.Ta chwila była cudowna.Dla takich chwil warto żyć.Oderwaliśmy się od siebie próbując złapać powietrze.Ponownie się do mnie przybliżył.Wyrwałam mu się i zaczęłam śmiać biegając po pokoju.
-Ejj!-krzyknął i zaczął się śmiać próbując mnie złapać.
Gdy w końcu udało mu to się ,zaczął całowac mnie w szyję.Znowu przeszył mnie przyjemny dreszcz.
-Leoooo nooo...-zaczęłam chichotać
-Kocham Cię,wiesz?-zapytał biorąc mnie na ręce
-Wiem,ale ja i tak Kocham Cię bardziej.-wyszeptałam.Usiedliśmy z powrotem na łóżku
Przytulił mnie mocno.Wtuliłam się w jego ciepłe objęcia.
-Robisz się coraz drobniejsza.Niedługo mi znikniesz i nie będę miał kogo przytulać.-posmutniał
-Zdaje ci się.-mruknęłam
-W takim razie...ile ważysz?-zapytał bawiąc sie moją grzywką
-40 kg.-odpowiedziałam zdecydowanie
-A ile masz wzrostu?
-1.65 m.-spojrzałam mu się w oczy.Wyglądał na smutnego.
-Alex...za mało ważysz.-westchnął.-Znikasz mi z dnia na dzień.Jesz w ogóle coś?
Przygryzłam wargę na to pytanie,szukałam szybkiej propozycji do zmyślenia.
-Nie...-westchnęłam spuszczając wzrok na podłogę
Uniósł mój podbródek tak bym patrzyła mu w oczy.
-To wszystko przeze mnie.-powiedział zrezygnowany-Naprawie to,dopilnuję byś jadła.-pocałował mnie w policzek
-Leo,ale....-przerwał mi pocałunkiem,który odwzajemniłam
----------------------------------------
Kolejny krótki rozdzialik.Jak myślicie:Alex będzie więcej jadła? ;)