Następnego dnia byłam nawet nie wiem czemu bardzo zmęczona.No dobra Alex trzeba podnieść tyłek i się ogarnąć by wyglądać jak człowiek! Emily jeszcze spała....Spojrzałam na schowaną w kołdrze dziewczynę,której wystawał tylko kok z jej włosów. Podeszłam do walizki,która nadal czekała na rozpakowanie i chwyciłam z niej kilka ubrań,które poskładałam w odpowiednią stylizację na dzień dzisiejszy.
Gdy wyszłam z łazienki,Emily powoli "trzeźwiała" i wracała do życia.Usiadłam koło niej,a ona mnie mocno przytuliła.
-Poznałam Charliego i Leondre!-wydarła się,a ja tylko się zaśmiałam
-Dobrze już...Opanuj emocje skarbie! -uspokoiłam ją nieco,gdy moja mama jak zwykle wparowała nie w tym czasie co trzeba.-Mamo nooo...
-Oj przepraszam dziewczynki...-zmieszała się nieco-ale już jest śniadanie także zbierajcie się na dół.-zakomunikowała i wyszła
-Leszcz!-wyzwała mnie Emcia
-Wielkolud!-oddałam jej tym samym
-Kruszyna!-wybuchła śmiechem
-Nie martw się..też ciebie kocham..-wybuchłam śmiechem-ale niestety sis muszę coś zjeść,a wiesz że jedzenie ważniejsze.-dobiegłam do drzwi i już miałam wychodzić gdy...
-Osz ty!-blondynka rzuciła we mnie poduszką
-Ała...nie rób mi jeszcze siniaków!-krzyknęłam i wybiegłam z pokoju.Zbiegłam po schodach wpadając na rozkojarzoną Courtney.
-Hej Alex,nie widziałaś może gdzieś mojego iphona? -wyglądała na bardzo zdenerwowaną i zdezorientowaną
-Nie, nie zostawiłaś go w walizce?-zapytałam
-Nie.Wszędzie już szukałam,przetrzepałam całą walizkę i nic nie znalazłam oprócz opaski,którą wczoraj tak długo szukałam.-odpowiedziała
-Mówiłaś o tym mamie?-ciekawe czy znowu postanowiła zająć się wszystkim czy poszła wreszcie po pomoc mamy
-Nie,ale jak nie znajdę prędzej czy później będę musiała jej powiedzieć.Dobra idę szukać dalej.Pa Mała.-powiedziała a ja tylko chrząknęłam-...Pa Alex-wysiliła się na delikatny uśmiech
-I tak ma być.-zaśmiałam się i wpadłam do kuchni gdzie już siedział mój tata z gazetą i mama robiąca jajecznice.
-Cześć słonko.-przywitał mnie pogodny uśmiech brunetki
-Hej mamo,hej tato.-rodziciel oczywiście się nie odezwał tylko przepił to kawą.Usiadłam przy stole w oczekiwaniu na przygotowanie jajecznicy.Po chwili zeszła Emi.
I usiadła koło mnie.Włosy miała związane w koka.Gdy wreszcie mama nam podała posiłek do kuchni weszli rodzice Emi.Beata (mama Emi),znaczy chyba Pani Beata bo nie poznałam jej bez okularów i makijażu.Przywitali się z nami i zasiedli do posiłku.Mimo tego,że zawsze wszyscy na mnie czekali na zjedzenie śniadania to tym razem było inaczej i zjadłam pierwsza.Miałam już iść na górę ,gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.Podbiegłam do nich szybko i otworzyłam.W drzwiach ujrzałam znajomą twarz bruneta.Uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Hej Alex.Miała byś ochotę iść ze mną i Charlie do skate parku?-zapytał i po chwili ujrzałam btwarz blondyna
-Bosze...-otworzyłam szeroko usta,Charls tylko rozłożył ramiona,a ja się w niego wtuliłam.-Jestem Alex.-przedstawiłam się w końcu
-A ja Charlie
-Ale mów mi Charls...-przerwałam mu i zaczęliśmy się śmiać
-Skąd wiedziałaś?-zapytał Charls
-Przeczucia...-puściłam oczko Leo,na co się wyszczerzył ledwie powstrzymując od wybuchnięcia śmiechem
-Ej...!-zaśmiał się blondyn
-Co do propozycji.....
-Tak z przyjemnością.-wtrąciła się moja psiapsiółka
-No to czekamy na was na dworze.-oznajmił brunet i wyszli,a my poszłyśmy po deskorolki i szybko zbiegłyśmy na dół.
-Mamo my wychodzimy do skate parku!-krzyknęła Emi przy drzwiach
-Dobrze,tylko wróćcie na obiad!-odezwał się słodki głos rodzicielki mojej sis
-Oki.-odkrzyknęła blondynka i wyszłyśmy na zewnątrz,tam czekali już chłopcy wariując na drodze na swoim deskach
-To jedziemy?-weszłam na deskorolkę i już chciałam się odepchnąć,ale Leo podjęchał i mnie złapał za rękę pchnąc do przodu.Zaczęłam krzyczeć i się śmiać jednocześnie.Emi zaraz dołączyła do Leo i też zaczęła mnie pchać,a Charls zaraz złapał Emi i zaczął z nią biec jak głupek.
~Emily~
Nagle Leo momentalnie się zbliżył do Alex i ją popchnął.Ja oczywiście jak kompletna idiotka stanęłam i zaczęłam się śmiać.Jednak ocknęłam się i ich dogoniłam pchnąc moją wariatkę jeszcze dalej,na czym odpowiedziała krzykiem.Śmiałam się jak głupia,jednak moją głupawkę przerwał Charlie,który złapał mnie na ręce i zaczął biec.
-Charlie puść mnie!-darłam się i jednocześnie śmiałam
-Nie.-odrzekł i biegł dalej śmiejąc się,dobiegliśmy do rozpędzonej Alex,która darła się jak nigdy i zatrzymaliśmy ją (jakoś).Zaraz dołączył brunet,który aż się potknął i upadł na Alex.
-Musimy przestać tak na siebie wpadać.-Blondynka zaczęła się krztusić ze śmiechu,ale wyglądało to słodko.Leo idealnie do niej pasował.
-No tak...-wstał i pomógł wstać Małej
-Daleko jeszcze ten skate park? Alex już się czerwieni.-zaśmiałam się,a Alex zrobiła się cała czerwona
-Nie,już jesteśmy- Charls wskazał na skate park,który był tuż za mną
-Kto mi kupi okulary?-zaśmiałam się
-Ja się chętnie złożę.-zaśmiał się Leo,a do niego dołączyła reszta
~Alex~
Gdy Leo na mnie upadł zrobiło mi się momentalnie gorąco.To było tak cudowne móc zobaczyć jego usta tak blisko swoich i poczuć jego oddech na swoich policzkach.Na szczęście do niczego nie doszło.Zrobiłam się czerwona jak burak.
-Musimy przestać tak na siebie wpadać.-zakrztusiłam się ze śmiechu
-No tak..-odparł i pomógł mi wstać
Wyglądał na jakiegoś zamyślonego,jednak nie chciałam mu przeszkadzać w ruszaniu główką,może to chłopakom pomaga coś zrozumieć jak tak myslą?Ehhhh...moje hipotezy,zaczęłam się śmiać pod nosem a wszyscy się spojrzeli na mnie i też się zaśmiali.Siedzieliśmy godzinę w skate parku,świetnie się bawiliśmy mimo mojej niezdarności,jak zwykle musiałam upaść na kilka osób (niezdarna ja). Chłopcy jednak chcąc nas poznać bliżej postanowili się rozdzielić.Zostałam sama z Leo.....Alex rusz główką! Byle się tylko nie skompromitować....Mam nadzieję,że to tylko piękny sen,z którego zaraz sie obudzę.
-Alex?-spojrzałam się na niego i kiwnęłam głową na znak,że go słucham-O czym tak myślisz?-uśmiechnął się
-Przepraszam.Nie chcę o tym mówić.-w oczach pojawił mi się obraz rówieśników,którzy mnie kopali i wyśmiewali.Nie powinnam się bać tego mu powiedzieć,przecież to jest mój idol...no i w dodatku on miał bardzo bliskie problemy moich,ale....coś mi nie pozwalało tak jak w tej piosence "Stay Strong",gdy dziewczyna chce powiedzieć mamie,że coś ją gnębi,ale coś jej na to nie pozwala.
-Okej....nie martw się księżniczko.-uśmiechnął się do mnie słodko.Jej....nie wierzę,że ich poznałam,po prostu śnię.-Znowu śpisz?-zapytał,a ja się roześmiałam
-Chyba tak.-uśmiechnęłam się-wciąż nie wierzę,że cię poznałam...
-Chodź tu księżniczko.-rozłożył szeroko ręce,a ja się w niego wtuliłam.Jej...
-Kocham jak mówisz do mnie księżniczko.-uśmiechnęłam się
-Po to jestem.-powiedział cicho-Może mi opowiesz więcej o sobie?
-No cóż by tu opowiadać.....-szczerze nie chciałam mu opowiadać tego jak mnie nie lubiano w szkole,ale raczej musiałam trochę wtrącić tego,ale znając życie to mi głos się zatrzyma i tego nie powiem-Odkąd pamiętam kochałam muzykę,słucham was jakieś może z 3 lata.Nigdy nie myślałam,że będę miała swoich idoli tak blisko.... Heh...po Mamie mi zostało to,że byłam zawsze strasznie wrażliwa i o wszystko zazdrosna,nie wiem co ci jeszczę mogę opowiadać....zawsze byłam małą szarą myszką wśród rówieśników...nigdy nie potrafiłam walczyć,postawić się komuś...często by mi się przydała taka "waleczność"-posmutniałam nagle jednak starałam się zachować zimną krew i się wysiliłam na delikatny uśmiech.Chłopak mi się przyglądał,gdy bym mu powiedziała więcej to pewnie bym się rozpłakała jak jakaś idiotka
-Mało o sobie mówisz.-słusznie zauważył
-Przykro mi Dervies nie jestem tak wymowna jak ty-zaśmiałam się,a on się oburzył
-Ja też przecież nie jestem aż tak wymowny...
-Taaa...bo ci uwierzę-uśmiechnęłam się
-Obrażasz mnie.-zaśmiał się
-Brawo geniuszu.A teraz opowiedz mi coś o sobie?-bardziej to brzmiało jak pytanie niż "rozkaz"
-Okej,ale wracajmy już,bo miałaś wrócić na obiad.-słusznie zauważył
~Emily~
Chłopaki dali nam godzinę byśmy bliżej poznali ich.Mi los rzucił Charlsa.Bardzo mnie to ucieszyło,bo miło było móc poznać bardziej mojego idola,chociaż zawsze bardziej wielbiłam Leondre.Szczerze to trochę zazdroszczę Alex,ale Charlie przecież też jest przystojny...
-Ekhem....bardzo lubisz Bambinos?-co ja za w ogóle pytanie zadałam? Przecież on je pewnie kocha,a ja jestem taka tępa,że musze zadać jakieś nie logiczne i idiotyczne pytanie.
-Kocham je.Dla mnie są jak druga rodzina.Zawsze mnie wspierały,ale wcale nie lepiej od Leo.Leo zawsze był dla mnie wielkim wsparciem,jest dla mnie jak młodszy brat,którego nigdy nie miałe.-opowiadał
-Jakie to słodkie.-przerwałam mu
-Ale taka prawda,Leo zawsze był dla mnie prawdziwym przyjacielem,który pomagał w potrzebie...
-Wiem,jak to jest.-uśmiechnęłam się-Dla mnie taką przyjaciółką jest Alex..
-Od kiedy...
-się przyjaźnimy?-dokończyłam za niego
-Czytasz mi w myślach?-zaśmiał się
-Jeszcze nie.-zachichotałam
-Co do pytania to od pieluch.Alex miała zawsze ciężko....-teraz powinnam się ugryźć w język za to,że to powiedziałam,Alex przecież by mnie na miejscu zabiła.
-W jakim sensie?-zapytał
-Nie powinnam ci tego mówić,ale ....Alex od dzieciństwa była gnębiona przez rówieśników,strasznie zmalała się jej samoocena.-teraz Alex jak się dowie to mnie na sto procent zabije i jeszcze pewnie w ogródku będzie próbowała zakopać.-Tylko nie mów nikomu,że ci to mówiłam okej? A zwłaszcza Alex.
-Nie martw się,nie mam zamiaru nikomu tego mówić. Leo miał bardzo podobnie tylko zaczęło się od trzeciej klasy podstawówki.-właśnie byliśmy przy drzwiach naszego nowego domu-Widzę,że jesteśmy skazani na pożegnanie się.-uśmiechnął się
-Wyjdziemy gdzieś później?-zapytałam z nadzieją w głosie
-Może do kina?-zaproponował
-No to jesteśmy umówieni,tylko jeszcze trzeba namówić nasze "rodzeństwo"-zaśmiałam się
-To widzimy się o 16.-Charls przytulił mnie mocno i pojechał na deskorolce w swoją stronę
~Alex~
Świetnie spędziłam czas z Leo.Nim się spostrzegłam była 14.
-O bosz...miałam być o 13:30 w domu.-jak zwykle rozptrzepana ja
-Skleroza nie boli księżniczko.-uśmiechnął się brunet
-Tobie to się wydaje nie dolegać..-burknęłam,a on wybuchł śmiechem
-"You're my shining star"-zanucił
-To słodkie.-powiedziałam
-Każda Bambinos jest tego warta.-uśmiechnął się
-Jej...ale jesteś kochany-powiedziałam i oczywiście prawie wjechałam w słup,ale chłopak zdążył mnie złapać
-Miałaś na mnie wpadać,a nie na słup.-oburzył się,a ja się zaśmiałam
-Dobra Leoo,chodź już bo Mama mnie na serio opieprzy...-nie mogłam powstrzymać śmiechu,mina Leo była bezcenna
-To zrzuć winę na mnie.-powiedział
-Ale..
-Śmiesz mi zaprzeczyć?-wybuchnęłam śmiechem
-Ja? Skądże..-wyjechał przede mnie nieco,a ja oczywiście wpadłam w niego,a raczej w jego ramiona.Zrobiłam się znowu cała czerwona-Przepraszam...-wydusiłam
-Ładnie się rumienisz księżniczko-powiedział
-Ej nooo!-zaśmiałam się-Celowo mnie spowalniasz?
-Tylko troszkę.-powiedział i mnie przytulił
-Tylko troszkę.-przedrzeźniłam go
-Ejj!
-No co?-zatrzymaliśmy się przed moim domem,niechętnie się ze mną pożegnał i ruszył w stronę domu naprzeciwko.
Weszłam do mieszkania.Emi już w nim była bo było słuchać jej kłótnię z Courtney przy stole.Wbiegłam jak najszybciej to możliwe do kuchni i zasiadłam do stołu,gdzie był jeden pełny talerz z jedzeniem,które już prawdopodobnie wystygło.
-Gdzie mama?-zapytałam Panią Beatę
-Pojechała do biura w sprawie pracy.-odpowiedziała zajęta brunetka
-A gdzie tatusiowie?-zbędnie spytałam,bo słychać było jak oglądają powtórkę sobotniego meczu w salonie
-Chyba słyszysz.-uśmiechnęła się do mnie 35 latka
-Zapał młoda.-wtrąciła się Emi
-Misia jesteśmy w tym samym wieku.-zaśmiałam się
Zjadłam szybko obiad i pobiegłam na górę by się przebrać,moja sis już była w naszym pokoju i wywalała ubrania ze swojej walizki,a Cysia (Courtney) pewnie gdzieś wyszła. Usiadłam zrezygnowana na łóżku i nawet nie wiedziałam kiedy znużył mnie sen.Obudziłam się około 15.Blondynka biegała w tę i z powrotem po pokoju.
-O nareszcie wstałaś.Miałam cię obudzić,ale słodko spałaś.-rzuciła na wstępie
-Chyba chrapałam.-zachichotałam
-Idziesz ze mną,Charlie i Leo do kina?-zapytała związując włosy w wysokiego kucyka
-Nie,chyba posiedzę i poczytam książkę.-szepnęłam
-Alex! Są wakacje! Powinnaś się bawić zwłaszcza,że masz swoich idoli na wyciągnięcie ręki,a nie znowu się chować z własnymi problemami w kąt!-krzyknęła,spojrzałam się na nią niepewnie,gdy w nieoczekiwanym momencie do pokoju weszła moja mama
-Dziewczynki nie widziałyście może..
-Mamo weszłaś w nieodpowiednim momencie.-powiedziałam przewracając oczami
-Przepraszam kochanie,ale nie widziałyście może Courtney?-zapytała,wyglądała na zmartwioną
-Wydaje mi się,że gdzieś wyszła.-odpowiedziałam bez namysłu,a rodzicielka wyszła-Emi wiem,że chcesz żebym się bawiła,ale... ja nie mogę rozumiesz? Ciekawe jak byś się czuła gdy by ciebie gnębiono? Pewnie też bała byś się wyjść by stawić światu czoła,a poza tym jestem zmęczona...
-Jak tam chcesz..-burknęła i wyszła mocno trzaskając drzwiami
-I co idiotko narobiłaś?-powiedziałam sama do siebie
Jestem głupia,przecież wiem jak łatwo zdenerwować Emily.Jak zwykle nie pomyślałam,ale ona również nie jest święta.Ciekawe jak by się czuła w mojej skórze.To nie jest łatwe ciągle udawać,że wszystko okej.Mimo przeprowadzki nadal się boję,że ktoś mnie może skrzywdzić.Tak cholernie się tego boję...Nie raz już się pocięłam przez to wszystko.Obiecałam sobie,że nie będę się krzywdzić i próbuję dotrzymać słowa,ale chyba nie dam rady...
--------------------------------------------
I jak się podobał rozdział? Jeśli wam się podobało zostawcie komentarz ;*
Buziaki Alex <3


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz