Emi:
Charlie jest naprawdę kochany.Za mało go doceniam.Przecież tysiące ich fanek dało by sobie głowę uciąć żeby być z kimś takim jak on,a on właśnie wybrał mnie.Spośród siedmiu miliardów ludzi wybrał właśnie mnie.Pomaga mi i to bardzo.Zdecydowanie więcej niż Alex,ale ona zawsze potrzebowała tej szczególnej czułości,przytulenia czy chociaż całusa w policzek,a Leo właśnie to jej dawał.Byłam mu dozgodnie wdzięczna za to jak zmienił jej nastawienie do życia.Ja również jestem okropnie wdzięczna mojemu Charlsowi,który sprawił,że nie mogę przestać myśleć o tym jaki kochany może być.Doceniam to,że pozwolił mi się jak głupiej wypłakać w jego koszulkę,a teraz zabrał mnie na lody i pomaga oswoić się z tym,że życie to nie bajka.Kocham Go!
Moje ciche przemyślenia przerwał telefon Blondyna.Odsunęłam się delikatnie od niego by mógł wyjąć telefon z kieszeni. Na wyświetlaczu jak nigdy wielkimi literkami widziałam napis ALEX. Wzdrygnęłam się,bo do Charlsa dzwoniła tylko w nagłych potrzebach ,a do mnie....chwila...gdzie jest mój telefon? Musiałam przez to wszystko gdzieś go zapodziać.Ugh....Pięknie...Alex mogła coś ode mnie potrzebować,a ja jako kochana siostrzyczka rzuciłam telefon i miałam to w dupie.
Charls:
-Halo?-zapytałem niepewnie.Czasami słyszałem głos Leo zamiast Alex mimo tego,że miał swój telefon często dzwonił ze swojej dziewczyny.Uśmiechnąłem się niepewnie tak jak by mnie widział,ale nie było go przede mną.
-Charls! Szybko...Alex....
-Co Alex?!-wystraszyłem się.Brunet miał zdyszany głos i załamywał mu się co chwila.Był w totalnej rozsypce
-Ona jest w szpitalu... uu..padła-tłumaczył choć było słychać,ze jest mu ciężko
-Już tam jedziemy.-powiedziałem zdecydowanie-Leo uspokój się.-sam byłem załamany,ale to jedyne zdanie,które umiałem spokojnie wypowiedzieć w tej chwili
-Co się stało?-zapytała blondynka,a oczy jej się zaszkliły
Alex:
Wszędzie było ciemno.Widziałam mnóstwo kartek porozrzucanych w czarnej otchłani.Były to najzwyklejsze białe kartki,które za podniesieniem jednej zaczęły wirowac w powietrzu.Cofnęłam się kilka kroków wstecz tracąc równowagę i upadając na ziemię.Usiadłam i przyglądałam się niezwykłemu zjawisku.Wokół moich oczu latało milion wspomnień.Były niezwykłe.Jedno zwróciło szczególnie moją uwagę.Było to spotkanie....pierwsze spotkanie moje z Leo.Przeprowadzka...a potem pojawili się oni.Widziałam tysiące fanek,które krzyczały zacięcie "KOCHAM CIĘ",było to na jednym z ich koncertów.Gdy zaczęło się shinning star łzy zaczęły mi cieknąć.Leo rozglądał się na wszystkie strony śpiewając "Kocham Cię My Polish Queen" jednak na nikim nie zatrzymał dłużej wzroku.Odtworzyły mi się moje myśli,których dał mi Brunet kiedy opowiadał o złym traktowaniu w szkole.Widziałam jak cierpiał.....a potem wychodził na prostą.Dzięki Charliemu.To było niezwykłe dopóki nie zatrzymało się na moich wspomnieniach.Widziałam dziewczyny z mojej starej klasy,które stały nade mną i się śmiały.Wyzywały mnie.To bolało.Tak cholernie bolało.I nagle....wszystko zgasło.Nic już nie było oprócz okropnej ciszy i mroku,który zburzyło pikanie.Nie mam pojęcia co to było.
Leo:
-Doktorze! Doktorze!-krzyczała pielęgniarka.Siedziałem jak na szpilkach i powstrzymywałem się żeby nie zrobić z siebie wariata.Bardzo chciałem ją teraz zobaczyć,dotknąć,chronić.Nie mogłem....nie pozwolili mi tam wejść.Czekam tu jakieś 3 godziny.Zadzwoniłem pół godziny temu do Charlsa,ledwie wytrzymałem nie ponosząc się emocją.Zaraz mają tu być.
-Leo!-głos Emi odbił się echem po pustym korytarzu.Biegła do mnie ze łzami w oczach.-Cco jej ...jest?-wyszlochała
-Nie mam pojęcia...-powiedziałem skruszony,wstrzymywałem uparcie łzy,które piekły mnie w oczy i niszczyły mnie wewnętrznie.
Zaraz wyszedł lekarz z pokoju.Wyglądał tak niepewnie jak nigdy.
-Przepraszam kim jesteście dla pacjentki?-zapytał
-Przy...
-Rodziną!-wtrąciła Emi nie dając skończyć mojemu kumplowi
-Dobrze,a więc....
-Co z nią jest?!-nie wytrzymałem i krzyknąłem.Blondynka złapała mnie za rękę dając do zrozumienia,że jest tutaj ze mną i musze się uspokoić.
-Puls pacjentki zatrzymał się na chwilę,ale już jest stabilny i myślę,że możecie do niej zajrzeć.-uśmiechnął się sztucznie.Wyrwałem się jak najszybciej i wbiegłem do pokoju w stronę łóżka.Usiadłem obok niej i zacząłem gładzić jej dłoń.
-Alex...-powiedziałem cicho chociaż wiedziałem,że mnie nie słyszy
Alex:
Światło raziło mi oczy.Było mi okropnie niedobrze.Spojrzałam na dłoń,która była podpięta do kroplówki.Brawo Alex...oby tak dalej...
Zdałam sobie sprawę,że miałam odkryte rany po cięciu.Nie chciałam by ktoś widział.Wydało się.Wzrok Leo był skupiony na mnie.Przytulił mnie mocno.
-Alex...gdzie byłem gdy mnie potrzebowałaś?-zapytał ,głos mu się załamał.Świetnie...
-Leo ja...przepraszam.-łzy leciały mi spływały po policzkach
-Kocham Cię,nie rób tego.-pocałował mnie w usta.Ledwie złapałam oddech.Byłam słaba.Tak cholernie słaba.
------------------------------
Hej Misie!
Zapraszam do czytania oraz komentowania! <3 Dawajcie po sobie znak w postaci nowych wyśiwetleń i komentarzy.Kocham was.
Alex <3
Alex:
Dni mijały,wszystko układało się.Było zbyt dobrze.Kolejna sobota.Postanowiłam tym razem odprężyć się i poleżeć do 10.Tak dobrze mi się spało jak nigdy,dopóki ...nie zaczęły mnie budzić cieple pocałunki złożone na mojej szyi.Uniosłam delikatnie powieki ,a kąciki moich ust lekko uniosły się.
-Cześć Księżniczko.-brunet złączył nasze usta na chwilę i pozwolił mi wreszcie wybudzić się w swoim powolnym tempie.
-Miś,a ty nie powinieneś być na próbie?-spojrzałam na zegarek na ścianie jego pokoju (Alex nocowała u Leo).Była 8:34.Już od ponad pół godziny powinien być w studiu obok Charlsa i trenować.Mieli nagrać nowy cover dla Bambinos.
-Przełożyliśmy to z Charliem na jutro.-uśmiechnął się szeroko-Chcę spędzić ten dzień z tobą.-uniósł mnie delikatnie i usadził na swoich kolanach składając czuły pocałunek w moje czoło
-Ale Leo...próby są ważniejsze.-westchnęłam ciężko
-Charlie tez ten dzień chciał spędzić z Emi.-pogłaskał mnie po głowie
-No to trzeba było tak od razu.-uśmiechnęłam się szerzej i pocałowałam go w usta-Ale teraz pozwolisz,że się przebiorę.-powiedziałam śmiejąc się patrząc na moją torbę w rogu pokoju.
-A co jak nie pozwolę?-zapytał podnosząc jedną brew
-Chcesz się przekonać?-wyrwałam mu się z rąk i podbiegłam szybko do mojej torby szukając ubrań,które chciałam na dziś założyć.
-Owszem.-złapał mnie od tyłu i uszczelnił w mocnym uścisku
-Leoo nooo...-westchnęłam zmęczona
-No dobrze...odpuszczę ci...tym razem.-pocałował mnie w policzek i wyszedł z pokoju.Poszłam do toalety i szybko ogarnęłam się ubierając naszykowane ubrania.
Emily:
Wstałam dość późno jak na moją niecodzienną manię wczesnego wstawania w soboty.Przetarłam oczy i przeciągnęłam się leniwie.Coś czuję,że to będzie dzień pełen pozytywnej energii.Szybko przebrałam się i zbiegłam do kuchni,gdzie zastałam płaczącą mamę.
-Co się stało?-zapytałam zdziwiona jej stanem.Miała rozmazany tusz i ogromne sińce pod oczami.Wyglądała jak by całej nocy nie przespała i spodziewam się,że tak było.
-E-emily t...twój....t-a-t-a...on.....nas zzzdradził..-wychlipiała.To co usłyszałam było dla mnie szokiem patrzyłam z otwartą buzią na moją rodzicielkę,która trzęsła się cała z nadmiaru emocji.Mama Alex dzielnie przy niej siedziała i ja pocieszała.Łzy wezbrały mi w oczach i nawet nie wiem kiedy wypłynęły mi na policzki i kapały na płytki w kolorze brzoskwiniowym.Stałam jak słup soli i czekałam na dalszy rozwój zdarzeń,którego pewnie nie będzie.
-Córcia...wy-yprow-ad-zamy s-się..-kolejny potok łez jak i szoku nie dały mi upustu
-Jak to?! Gdzie?! -zaczęłam krzyczeć niedowierzając
-Do Paryża do ciotki.-powiedziała obgryzając nerwowo paznokieć
-Ale mamo?! Czemu?!-teraz już szlochałam jak nigdy,nie panowałam nad emocjami
-Dla świętego spokoju.-powiedziała poważniejąc choć łzy nadal jej spływały po policzkach
-Nie zdajesz sobie sprawy,że ja mam tu przyjaciół i chłopaka?!-zaczęłam krzyczeć jak nigdy
-Zdaję,ale Emi proszę cię...robię to dla twojego dobra!-wychlipiała
-Chyba dla swojego!-warknęłam i wybiegłam z domu chwytając deskorolkę ,którą zostawiłam w ogrodzie.Za kilka minut mam spotkać się z Charliem w parku.Boję się,że nie wytrzymam i wybuchnę przed nim z nadmiaru emocji.Wskoczyłam na mój "środek transportu" i ruszyłam w drogę.
Alex:
Zeszłam do kuchni gdzie pachniało naleśnikami.Nie myliłam się.Na stole była taca z naleśnikami z nutellą.Leo siedział i przeglądał telefon wyraxnie czekając na mnie.
-Ile można siedzieć w łazience?-zapytał podnosząc wzrok i unosząc kąciki ust
-No nie wiem...może mi powiesz?-spytałam ironicznie.Chłopak uniósł jedną brew i podszedł do mnie biorąc na ręce.-Ale wiesz,że ja umiem chodzić?-Leo przewrócił oczami,a ja się zaśmiałam
-Siadaj i jedz bo ci wystygnie.-zarządził sadzając mnie na krześle
-A co jak mi się nie chce?-wyjęłam język śmiejąc się jak głupia
-Naprawdę? Chcesz żebym cię karmił?-zapytał zdziwiony
-Nie...Mamo.-zasmiałam się
-Też Cię Kocham.-złączył nasze usta
Po około pół godziny wreszcie skończyłam jeść to śniadanie,które ciągle się nie kończyło,bo Leo męczył mnie żebym zjadła jeszcze "jednego naleśnika" co skończyło się na czterech.Brzuch mnie bolał z przejedzenia,ale....czego się nie robi dla swojego chłopaka?
-Alex?-Mój Miś spojrzał sie na mnie z szerokim uśmiechem
-Tak?-zapytałam patrząc raz na wyświetlacz telefonu raz na niego
-Pójdziemy na spacer?-zapytał,a jego chytry uśmieszek nie schodził z buzi
-Co ty tak się szczerzysz? Czegoś nie wiem?-zapytałam zdziwiona
-Nie.Skąd? Wszystko wiesz.-uśmiech nadal trwał,a oczy błyszczały jak nigdy
-Leo...boję się.-udałam przestrach
-Schrupię cię!-złapał mnie na ręce i zaczął biec do wyjścia z mieszkania całując w szyję
-Leoo...-zaczęłam śmiać się jak głupia
Charlie:
Przyjechałem na umówioną godzinę do parku.Emily siedziała już przy jednej z ławek wlepiając swój wzrok w telefon.Wyglądała prześlicznie.Jej włosy były ładnie zakręcone puszczone luzem na jej zgrabne ramiona.Jej oczy błyszczały choć nie wyrażały żadnego entuzjazmu.Jej nogi...ponętnie mnie zachęcały bym wziął ja na ręce i nie puścił.Była smutna.Coś było nie tak.
-Hej Kochanie.-powiedziałem,dziewczyna uniosła wzrok i lekko uśmiechnęła się.Był to uśmiech sztuczny,bo wyszedł jej z tego grymas.
-Hej Charls.-pocałowałem ją w usta.Miała zaszklone oczy,coś było na rzeczy.
-Co się stało?-patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem nie wiedząc co powiedzieć
-Nic...-westchnęła ciężko
-Przecież widzę.-powiedziałem stanowczo
-Przecież mówię,ze nic.-uparła się na swoim jednak po chwili wybuchła płaczem.Przytuliłem ją mocno i zacząłem gładzić po głowie próbując uspokoić.
-Ciii...będzie dobrze.-pocałowałem ją w policzek .Zmęczona wtuliła się we mnie i zaraz uspokoiła się.-Co się stało?-zapytałem znowu zachowując swoją stanowczość
-Mój ojciec zdradził moją Mamę i ....wyprowadzamy się.-patrzyła mi w oczy,w których był smutek,żal i brak wewnętrznego spokoju.Kolejne łzy wypłynęły na zewnątrz.Przytuliłem ją ponownie mocno.
-Ehh..a to świnia.-powiedziałem z przekąsem-No ale cóż....jakoś damy radę,gdzie się wyprowadzasz?-zapytałem ze smutkiem w głosie.Miałem ochotę płakać mimo tego,ze jestem chłopakiem bardzo mnie to zraniło.Nie chciałem jej mieć daleko od siebie.Chcę mieć ja ciągle przy sobie.Tak by mogła usłyszeć jak szalenie wali moje serce,gdy mam ją w swoich ramionach.
-Do Paryża....-trzęsła się.Widać,ze bardzo była poruszona tym wszystkim
-Damy radę,damy.-pogłaskałem ja po głowie i złożyłem na niej pocałunek
Leo:
Szliśmy w ciszy,ale to nie była typowa nieznośna chwila ponieważ obydwoje cieszyliśmy się swoim towarzystwem.Trzymaliśmy się za ręce i nie mieliśmy zamiaru się puścić.Mimo tego,ze byłem wyższy od niej o głowę...lubiłem patrzeć na nią z góry.Była taka niska i słodka.Nikt nie potrafił mnie teraz tak uszczęśliwić jak ona.Jedyne co mnie martwiło to to,że była przeraźliwie blada.
-Leo ja....
-Wszystko w porządku?-zapytałem przerywając jej nagle
-Nie czuję się najlepiej...-powiedziała bardzo cicho i zachwiała się na nogach.Chciałem jej wziąść na ręce,ale nie zdążyłem,bo zaczęła lecieć do przodu.Była już metr od upadku na ziemię,ale zaasekurowałem jej upadek.
-Alex?Słyszysz mnie?-zapytałem wystraszony.Zacząłem modlić się w duchu by wszystko było w porządku.Wyjąłem telefon i wybrałem numer "112".Czekałem na połączenie.
Wielkimi krokami zbliżała się 15.Bałam się.Tak cholernie się o niego bałam.Spojrzałam ponownie na wyświetlacz telefonu 14:15.Nie najgorzej.Siedziałam u Devries'ów w domu wtulona w Leo.Jedyne co mnie teraz uspokajało to bicie jego serca.Była jak jego rap.Bezcenne dla ucha.Zamknęłam oczy.Otworzyłam dopiero,gdy brunet głaskał mnie po głowie.Czyli już się obudził.
-Leo?-ziewnęłam zatykając buzię ręką
-Tak?-zapytał przytulając mnie mocniej
-Proszę...Nie rób tego.
-Czemu?-przerwał mi zdruzgotany
-Leo martwię się.-wyszeptałam
-Wiem,ale nie mogę mu pozwolić...po tym co zrobił tobie.Nie wybaczę mu tego i pozbędę się z tej szkoły.-zacisnął pięści.Wiedziałam,że teraz mówi o swoim czułym punkcie.Przypomniał sobie o przeszłości....ehh...
-Leo.Było minęło.Trzeba z tym iść na skargę do dyrektorki,a nie.-westchnęłam
-Alex,proszę cię.On przecież cię więził.Ja bym to najchetniej zgłosił na policję,ale wiesz,że to i tak żadnych skutków nie przyniesie.-podrapał się po karku
-Leo,jak pójdziesz to ja coś sobie zrobię....-spuściłam wzrok na moją rękę
-Jeśli coś sobie zrobisz to nie wybaczę tego sobie,rozumiesz?-odwrócił moją głowę tak bym patrzyła mu w oczy,z których ciekły łzy
-Leo...ja nie mam siły.-to jedyne co mi przyszło do głowy w tej niezręcznej chwili
-Proszę...nie zrób nic głupiego.-wstał i wyszedł.Pięknie.Nie wiem co zrobić,boję się.
Emily:
Gdy Leo dotarł na umówione miejsce za szkołą,gdzie była już spora grupka uczniów wzdrygnęłam się.Przyszłam tu żeby ich powstrzymac.Wiem jak to odbije się na Alex jeśli cokolwiek się stanie Leondre.
-Leo.-pociągnęłam go na stronę-Co ty odwalasz?Odwołaj tą dziecinną bójkę i lepiej zadzwoń na policję.-powiedziałam z pretensjami.Zaraz do mnie dołączył Charlie.
-Oszalałeś?! Przecież on jest od ciebie dwa razy większy!-zaczął wymachiwać rękoma w każdą stronę,złapałam go za rękę i trochę uspokoił narastające w nim emocje
-Robię to w słusznej sprawie.-odpowiedział -Jeśli nie macie ochoty mnie wspierać w tej chwili to dajcie mi spokój.-dodał zrezygnowany
-Leo..to nie tak.Po prostu martwimy się.-zaczęłam tłumaczyć
-Alex mówiła to samo.-słusznie zauważył
-No bo jest twoją dziewczyną do cholery jasnej!-nie wytrzymałam i podniosłam głos,wszyscy zebrani spojrzeli się w naszą stronę.Thomson'a nadal nie było.Mieliśmy jeszcze kilka minut na odwołanie tego wszystkiego.
-Emily ma rację! Odwołaj to!-wtrącił się blondyn
Po chwili doszła paczka naszego przyjaciela.Pistacja (nie mam pojęcia czemu ją tak przezywają) rzuciła się natychmiast na Devries'a.
-Leo czy ty postratałeś rozum?!-zaczęła wypytywac i krzyczeć na niego,zaraz dołączyła reszta jego ekipy.
-Emily?-spojrzał na mnie
-Słucham.-założyłam ręce na wysokości piersi
-Proszę możesz zostać z Alex? Martwię się o nią,bo powiedziała,że coś sobie zrobi.-spuścił wzrok.Tak,to był ten prawdziwy Leondre.Ten,który wreszcie miał choć trochę rozumu.
-Dobrze.-westchnęłam ciężko-Tylko proszę odwołaj to.-przytuliłam go i ruszyłam w stronę bramy szkolnej,zatrzymała mnie ciepła ręka Charlsa.Spojrzałam się na chłopaka.
-Proszę dopilnuj by mu nic nie było.-mruknęłam.Mimo uporu Leo...on był dla mnie jak taki wkurzający brat.Przypomniały mi się najlepsze wspomnienia związane z nim.W głowie został mi obraz jak rzucaliśmy się popcornem.Oczy zaszkliły mi się na samą myśl,że mój braciszek może być w niebezpieczeństwie i,że postratał racjonalne myślenie.-Proszę.-dodałam tylko i spojrzałam mu się w oczy
-Obiecuję,że nic mu nie będzie.-wysilił się na uśmiech i pocałował mnie w usta.Odwzajemniłam pocałunek.
Charlie:
Jedyne co mi przychodziło na myśl w tej chwili to było to by złapać dyrektorkę jeszcze przed wyjazdem ze szkoły.Dyrektorka najpóźniej wyjeżdżała z grupy nauczycielskiej.Miałem dużo szczęścia,bo właśnie wsiadała do samochodu i miałem okazję ja zatrzymać.Pobiegłem jak najszybciej w stronę auta.
-Proszę zaczekać!-krzyczałem najgłośniej jak się dało.Kobieta na szczęście usłyszała moje wrzaski i wysiadła z pojazdu.
-Coś się stało Charlie?-zapytała zdziwiona
-Matt z Leondre...-próbowałem złapać powietrza-chcą się bić za szkołą...
Dyrektorka zatkała tylko sobie usta ręką i szybko biegła na swoich czerwonych szpilkach za mną.Obydwaj już byli.Mierzyli się wzrokiem i widać było,że bijatyka zaraz się zacznie.Wszyscy widząc kobietę niemile się zdziwili.Leo patrzył na mnie zdesperowany.
-Co tu się wyprawia?!-zapytała zdenerwowana kobieta-Leo,Matt idziecie ze mną! A wy do domów!-zarządziła
Alex:
Siedziałam nadal u niego w domu.Nie wiedziałam co zrobić ze sobą.Byłam tak wystraszona tym,że mój Aniół Stróż może wrócić cały w siniakach albo,że mogę zastać go w szpitalu.Tak się o to boję.Jedyne co mi przyszło teraz na myśl to rysowanie żyletką po skórze,ale Leo się nie bawi żyletkami tak jak ja.Przejrzałam jego szafki.Moją uwagę zwrócił mały kuferek.Otworzyłam go ostrożnie.W środku była jakaś karteczka,a pod nią żyletka.Rozłożyłam papierek,na którym cienkim markerem było napisane "Przepraszam za wszystko".Przeraziło mnie to okropnie.Złożyłam z powrotem świstek papieru i wsadziłam do kieszeni od spodni.Chwyciłam ostrze i usiadłam na łóżku.Patrzyłam się ślepo w odbijającą światło żyletkę.
Przełknęłam ślinę.Dawno nie robiłam tego.Przyłożyłam ostrze do skóry i powoli jeździłam po niej robiąc mnóstwo kresek.Krew leciała jak nigdy dotąd.Łzy mi ciekły jak z wodospadu.Nie mam siły do siebie.Mogłam go powstrzymać.Przymknęłam oczy.Obraz zaczął mi się rozmywać.Wstałam na nogi i próbowałam złapać równowagę.Zaczęłam szukać bandażu w szufladach.Gdy znalazłam opatrzyłam rękę i zakryłam rękawem swetra.Złapałam się szafki kurczowo próbując utrzymać równowagę.Gdy wreszcie udało mi się to zrobić wrzuciłam żyletkę w krwi do kuferka i schowałam go na swoje miejsce.Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.No tak...Leo mnie prosił bym otworzyła drzwi jego Mamie,bo dzisiaj pojechała z koleżanką do pracy i nie brała kluczy od mieszkania.Zbiegłam po schodach prawie kończąc tę czynność upadkiem przy ostatnim stopniu.Obraz mi się ponownie zaczął rozmywać.Zaczęłam się chwiać na nogach,ale dałam radę.Podeszłam do drzwi i próbowałam wcelować klucze w dziurkę.Gdy udało mi się to przekręciłam go i ujrzałam po chwili przed soba twarz rodzicielki mojego Aniołka.
-O witaj Alex.Leo jeszcze nie przyszedł ze szkoły?-zapytała zdziwiona kobieta patrząc na zegarek na swojej ręce,który jasno wskazywał 15:45.
-Nie,jeszcze nie wrócił.Ma dodatkowe zajecia.-nazmyślałam zamykając drzwi za brunetką.Patrzyłam przez chwilę jak zdejmuje kurtkę i buty na małej koturence.Chwyciłam torebkę stojącą koło niej i weszłam do kuchni stawiając ją na swoim miejscu.Po chwili usłyszałam kolejny dzwonek.Kobieta była już gdzies na górze,więc musiałam znowu przywłóczyć się do drzwi.Otworzyłam je niechętnie i popatrzyłam na zmieszaną twarz przyjaciółki.
Leo:
Byłem zły jak nigdy na Charlsa.Ale z jednej strony może to dobrze,że zawołał dyrektorkę? Przecież to mogło nie najlepiej się skończyć.Siedzieliśmy w gabinecie dyrektorki czekając na przyjazd naszych rodziców.Kobieta wypytywała o wszystko.Musiałem jej opowiedzieć o tym co ten palant zrobił Alex.Po prostu musiałem.Thomson nie odzywał się.Nie odpowiadał na pytania.Po prostu miał to gdzieś.Alex z rodzicami również mieli przyjechać.To oczekiwanie nie trwało jakoś szczególnie długo.Do gabinetu pierwsza wparowała moja Mama.
-Leo synku wszystko w porządku?-obsypała mnie milionem pytań,na które w stanie byłem tylko pokiwać głową.Alex stała pod ścianą.Była bledsza niż zwykle.Co chwila chwiała się na nogach.Martwię się o nią.Zostaliśmy na chwile wyproszeni z gabinetu.Zostali w nim tylko rodzice Thomsona i sam on.
-Alex,dobrze się czujesz?-natychmiast do niej podeszłem.Blondynka pokiwała głową,jednak po chwili złapała mnie mocno za bluzę unikając upadku.Wziąłem ją na ręce i zacząłem głaskać jej włosy.Martwię się....A co jak wzięła jakieś tabletki nasenne ?Przeciez sama mówiła,że może sobie coś zrobić jak pójdę.-Alex nie kłam.-tylko to byłem w stanie powiedziec
-Tak,wszystko w porządku.Tylko trochę zakręciło mi się w głowie.-powiedziała tak cicho,ze tylko ja usłyszałem.Jej Tata (Mama okazała się być w pracy i nie mogła się zwolnić) siedział zniecierpliwiony przy drzwiach,które ponownie się otworzyły.
-Alex,możesz przyjść?-zapytała okularnica.Dziewczyna pokiwała delikatnie głową.Postawiłem ją.Zachwiała się ponownie i doszła z trudem do drzwi.
Alex:
~20:00~
Dzisiaj okropnie się czułam,gdy wróciliśmy z tego całego cyrku cieszyło mnie to,że nie doszło do żadnej bójki.Matt został wysłany do poprawczaka po dyskusji z policją na temat tego porwania.Leo nie oberwał na szczęście za to,że chciał się bić.Jedynie godzina dodatkowej matematyki.Siedziałam wtulona w niego u mnie w domu.Mama nadal nie wracała.Pewnie pojechała do cioci do Polski.Już przysypiałam.Nawet głośny telewizor teraz był w stanie mnie uśpić.
-Alex?-usłyszałam cichy głos bruneta
-Tak?-spytałam zachrypnięta
-Powiedz,że nic sobie nie zrobiłaś jak mnie nie było.-powiedział stanowczo
-Nie.Jedynie martwiłam się.-wyszeptałam
-To dobrze.-złączył nasze usta.Odwzajemniłam pocałunek,który stawał się namiętniejszy.Żyłam chwilą.Jego usta były delikatne i miękkie.A jego ręce na moich plecach dawały przyjemny dreszczyk.To poczucie bezpieczeństwa...ono wróciło.Ta chwila była cudowna.Dla takich chwil warto żyć.Oderwaliśmy się od siebie próbując złapać powietrze.Ponownie się do mnie przybliżył.Wyrwałam mu się i zaczęłam śmiać biegając po pokoju.
-Ejj!-krzyknął i zaczął się śmiać próbując mnie złapać.
Gdy w końcu udało mu to się ,zaczął całowac mnie w szyję.Znowu przeszył mnie przyjemny dreszcz.
-Leoooo nooo...-zaczęłam chichotać
-Kocham Cię,wiesz?-zapytał biorąc mnie na ręce
-Wiem,ale ja i tak Kocham Cię bardziej.-wyszeptałam.Usiedliśmy z powrotem na łóżku
Przytulił mnie mocno.Wtuliłam się w jego ciepłe objęcia.
-Robisz się coraz drobniejsza.Niedługo mi znikniesz i nie będę miał kogo przytulać.-posmutniał
-Zdaje ci się.-mruknęłam
-W takim razie...ile ważysz?-zapytał bawiąc sie moją grzywką
-40 kg.-odpowiedziałam zdecydowanie
-A ile masz wzrostu?
-1.65 m.-spojrzałam mu się w oczy.Wyglądał na smutnego.
-Alex...za mało ważysz.-westchnął.-Znikasz mi z dnia na dzień.Jesz w ogóle coś?
Przygryzłam wargę na to pytanie,szukałam szybkiej propozycji do zmyślenia.
-Nie...-westchnęłam spuszczając wzrok na podłogę
Uniósł mój podbródek tak bym patrzyła mu w oczy.
-To wszystko przeze mnie.-powiedział zrezygnowany-Naprawie to,dopilnuję byś jadła.-pocałował mnie w policzek
-Leo,ale....-przerwał mi pocałunkiem,który odwzajemniłam
----------------------------------------
Kolejny krótki rozdzialik.Jak myślicie:Alex będzie więcej jadła? ;)
Leo:
Obudziłem się w gabinecie higienistki.Rozejrzałem się po pomieszczeniu.Nikogo nie było oprócz mnie.Było pusto.Usiadłem i mierzyłem wzrokiem drzwi czekając aż ktoś je otworzy.Nie myliłem się,zaraz do pomieszczenia wparowała szkolna "pielęgniarka" z jakąś uczennicą,która miała silny krwotok z nosa.Rozpoznałem ją.To była ta nowa koleżanka Emily.Usiadła we wskazanym miejscu przez P.Beth (czyt. Bef) i patrzyła się ślepo w ziemię.Położyłem się ponownie i przymknąłem oczy.Ten strach,który we mnie tkwi znowu narasta.Nie mam siły.
Alex:
Trzy....dwa....jeden.....Nareszcie...ufff.Dzwonek podczas ostatniej lekcji.Leo był w "śpiączce" już z dwa dni.Znaczy budził się,ale nie rozmawiał tylko ciągle mrużył oczy i znowu usypiał i tak w kółko.Co przerwę siedziałam w gabinecie lekarki i czekałam na to aż otworzy oczy.Wybiegłam z sali jak jakaś głupia i skierowałam się w stronę higienistki.Stanęłam przy drzwiach i zapukałam trzy razy.Zaraz pojawiła się czerwono-włosa (odcień ciemnego rudego) kobieta.Uśmiechnęła się do mnie łagodnie i zachęciła ręką do wejścia.Odwzajemniłam uśmiech i weszłam do sali.Leo chyba nadal się nie obudził,bo leżał w bezruchu z zamkniętymi oczami marszcząc czoło.Ja tak mam kiedy śni mi się coś strasznego.Usiadłam koło niego i dotknęłam jego ciepłego policzka.Jeszcze nigdy nie był taki ciepły.Nagle jego oczy zaczynały się powoli otwierać.
-Leo...-szepnęłam cicho.Zostałam z nim sama,bo pielęgniarka gdzieś poszła.Panowała okropna cisza,ale wreszcie...otworzył oczy.To dobry znak.Jego wzrok nie wyrażał żadnych uczuć.
-Już jestem przy tobie Księżniczko.-odpowiedział niepewnym głosem.Był strasznie ospały,wystraszony.Już nie mam pomysłu jak mu pomóc.Boję się,że coś może mu się stać.
-Leo c-co się stało.-głos mi się na chwilę załamał.Spuściłam wzrok na podłogę.Chłopak usiadł i podrapał się po karku.Nie wiedział co odpowiedzieć-Leo...proszę powiedz mi....czy to przez Matt'a?-zapytałam niepewnie.Chłopak pokiwał głową.-Leo...on nie może ci nic zrobić,rozumiesz? To tylko niewyżyte dziecko,a ty masz wszystko.On nic.-uśmiechnęłam się.Brunet przytulił mnie mocno i pocałował w policzek.
-Zawsze potrafisz mi poprawić humor.-powiedział,a jego kącik ust delikatnie uniósł się.
-Czym ci tak poprawiam humor?-zapytałam kpiąco
-Tym,że jesteś.-powiedział już dużo pewniej,ale zaraz jego mina spoważniała.Skierował swój wzrok na kostkę.
-Czy z twoją kostką wszystko w porządku?-posmutniałam trochę
-Tak,źle stanąłem.Jutro nie powinna mnie już boleć,a to wszystko...to ze strachu.-usmiechnął się do siebie
-Leo,nie możesz się bać,rozumiesz?-przewróciłam teatralnie oczami
-Wiem,przepraszam.-powoli wstał i wyprostował się.Podszedł kulejąc do stolika,na którym stała szklanka z wodą.Sięgnął po nią.
-Czemu nie powiedziałeś? Przyniosła bym ci tą szklankę.-złożyłam rękę na rękę
-Próbuję rozchodzić tą nogę,ciągłe wyręczanie mnie w niczym nie pomoże.
Emily:
Ostatnia lekcja,nareszcie.Grałyśmy w siatkówkę.Nigdy nie zachęcał mnie ten sport jakoś specjalnie do siebie,ale szczerze polubiłam go.Z moją klasą fajnie się grało.Tylko jedynie Matt i jego głupi koledzy wybijali piłkę w nauczycielkę.Idioci.Niestety Zoey dostała od niego mocno w nos i przez to leciała jej krew,a mi nie pozwolono opuścić zajęć by pomóc jej dojść do higienistki.Gdy była zmiana postanowiłam zejść.Chciałam już się przebrać i móc zobaczyć co z moją przyjaciółką.Usiadłam na chwilę na ławce wiążąc sznurówki od moich butów,które ciągle się rozwiązywały.Po chwili dosiadł się do mnie Thomson.Uniosłam wzrok ku niemu.Uniósł jeden kącik ust.
-Odsuń się ode mnie.-przesunęłam się w prawą stronę ławki z dala od niego
-Co takiego zrobiłem?-zapytał zdziwiony.
-Co takiego zrobiłeś Leo? To jest powód.-mruknęłam i podniosłam się kierując w stronę szatni,złapał mnie za nadgarstek nie pozwalając dalej iść.-Czego ty ode mnie do cholery chcesz?-krzyknęłam z pretensjami
-Albo przestaniesz się kolegować z Devries'em i tą jego bandą albo ta twoja buźka nie będzie już taka ładna.-pogładził mój policzek,przyłożyłam mu natychmiast w tą rękę
-Wal się.Ja nie mam zamiaru przestawać się z nim przyjaźnić.Lecz się człowieku! Jak mnie wkurzysz to pójdę do dyrektorki i wszystko jej powiem!-uniosłam głos
-Cii..bo nas ktoś usłyszy.-zatkał mi usta swoją ręką,próbowałam mu przyłożyć z liścia,ale był silniejszy.Obrócił mnie tak mocno,że aż ugięłam się w pół z bólu-Nadal masz ochotę pójść do dyrektorki?-zapytał pewny siebie odsłaniając mi usta.Spojrzałam się na niego i uciekłam do łazienki zamykając sie w jednej z kabin.Myśl Emi....myśl...
Charlie:
~Kilka godzin później~
Siedziałem u Leondre.Nadal był jakiś dziwny.Nie chciał gadać o tym co się stało.To dziwne.Zawsze mówiliśmy sobie co i jak.Ale dzisiaj....ehhh sam już nie wiem.
-Leo?-spojrzałem na niego,chłopak spuścił wzrok
-Jeśli masz zamiar spytać mnie o to co się dokładnie działo to lepiej nie pytaj.-odparł-Idziemy do skate parku?-szybko dodał
-Ehhh....jak tam chcesz,możemy pójść.-powiedziałem zrezygnowany-bierzemy ze sobą dziewczyny?-zaproponowałem po chwili
-Oki,to ty idź po nie,a ja zadzwonię do mamy na chwilę.-wyjął telefon,a ja posłusznie wyszedłem na zewnątrz kierując się w stronę domu naprzeciwko rodziny Devries'ów.Zapukałem ostrożnie czekając na znajome twarze.Jednak usłyszałem zza domu piski Alex.Szybko pobiegłem w tamtą stronę i oberwałem.....wodą z węża ogrodowego.Emi biegała jak głupia z wężem i lała wodą blondynkę.No tak,czego mogłem się spodziewać po dwóch wariatkach.
-Ej,co wy wyprawiacie?-krzyknąłem mokry ledwie dusząc się ze śmiechu
-Alex mi nie chciała oddać mojej książki,jakaś kara musiała być.-zachichotała Emi
-Idziecie z nami do skate parku?-zapytałem wyłączając źródło wody
-Ej,zepsułeś mi zabawę.-mruknęła blondynka
-Tak idziemy.-odpowiedziała szybko Mała
Emi:
Pierwsze piętnaście minut w parku biegaliśmy jak kompletni idioci.Charls ciągle brał mnie na ręce i nie chciał puścić.Aww....to takie słodkie uczucie jak ktoś cię nosi na rękach i nie marudzi,że jesteś za ciężka.Miałam w podstawówce kolegę,co lubił mnie nosić na rękach,ale chodził i później marudził,że go ręce bolały i,że powinnam schudnąć.Nie lubiłam go.Był takim dziwnym cwaniaczkiem co miał ściągę na każdy test ,a nie chciał się podzielić.Leondre wreszcie się wyluzował.No i dobrze.Alex już nie miała pomysłu jak go odciągnąć myślami od tego złego.Postanowiłam,że pójdę do pobliskiej toalety.
-Alex ja idę do toal...
-Ja też.-powiedziała nie dając mi dokończyć-Chłopaki idziemy na chwilę do sklepu.-skłamała śmiejąc się.Okej...popatrzyli się na nas jak na idiotki,ale tak to wszystko pod kontrolą.Zaczęłam się uśmiać pod noseem.Zbliżałyśmy się do galerii handlowej.To już wiem o co chodziło Alex.Dobrze myśli jak na ten wiek.Zaraz zatrzymała się jak wryta.Spojrzałam na nią zdziwiona,ale zaraz rozumiałam o co chodzi.W naszą stronę szła banda Thomson'a.No to pięknie.Blondynka szukała wzrokiem dobrej kryjówki,ale za późno.Chłopak nas zauważył i automatycznie podbiegł.
-Hmmm.....a gdzie Devries i Lenehan? Nie są już z wami?-zakpił
-Kpisz sobie,nadal się przyjaźnimy.-powiedziałam chamsko,Alex była zbyt wystraszona by cokolwiek powiedzieć.
-Alex widzę,że wie,że nie powinna się odzywać.Dobrze mnie zrozumiałaś.-zaśmiał się pod nosem.Moja przyjaciółka nadal stała w bezruchu,ale zaraz się odwróciła i uciekła.Cudownie....
~Następnego dnia w szkole~
Alex:
Szłam z Rose rozmawiając o wszystkim i o niczym.
Wczoraj musiałam dużo naściemniać Leo o tym,że te łzy co miałam w oczach to nic nadzwyczajnego.Mam tego dosyć...udawania,że wszystko w porządku.Matt był okropnym człowiekiem.Nie dziwię się dlaczego Leo jest gotowy poświęcić wszystko by ten dał mu spokój.
-Wiesz Alex nie pogniewasz się,ale...mam teraz zajęcia karate i muszę nadrobić ostatnią nieobecność.-powiedziała skrępowana brunetka
-Spoko,nie przejmuj się mną.Pójdę do Abby i Julie.-uśmiechnęłam się łagodnie
-Dzięki.-odparła i mnie mocno przytuliła.Odwzajemniłam uścisk.
-No,a teraz leć,bo pewnie Sebastian na ciebie czeka.-ponagliłam ją
-Dobrze mamo.-zachichotała odchodząc.Odwróciłam się w stronę sali gimnastycznej,gdy ktoś mi zakrył oczy.
-Leo?-zapytałam śmiejąc się
-Nie.-odparł lodowaty głos zakrywając mi usta.Próbowałam krzyczeć,ale napastnik był silniejszy.Nic nie widziałam.Wiem tylko,że dostałam porzadnie w głowę.Gdy się obudziłam,raziło mnie bardzo jasne światło.Byłam przywiązana do krzesła.Miałam na ustach jakąś szmatę.Było pusto i cicho.Stawiam na piwnicę szkolną.Zaczęłam szarpać się próbując odluzować nieco sznur,który wżynał mi się w skórę.Jednak to nie przyniosło oczekiwanych skutków.Postanowiłam zostać w bezruchu nie mając siły dalej się szarpać z tymi zabezpieczeniami.Po chwili ktoś wszedł.Był to nie kto inny jak....Matt.
-Obudziłaś się.-zaśmiał się szyderczo,a ja próbowałam krzyczeć chociaż wiedziałam,że to nic nie da
Leo:
Matematyka dłużyła się w nieskończoność.Rose była na zajęciach karate,a Alex nie było.Martwiłem się,bo zazwyczaj nie opuszczała zajęć,a nawet jak miała to nauczycielka przy wyczytaniu listy zawsze mówiła kto był zwolniony z jakiejś godziny.Pistacja siedziała z Willem przede mną.Kopnąłem delikatnie jej krzesło.Odwróciła się szybko.
-Gdzie Alex?-zapytałem szeptem
-Nie mam pojęcia,Rose też pewnie nie.-powiedziała zdziwiona moim pytaniem.Odwróciłem się do Sebastiana i Julie.
-Widzieliście gdzieś Alex przed lekcją?-wznowiłem pytanie
-Ja nie.-odparł Seba drapiąc się po karku
-Nic mi o jej nieobecności nie wiadomo.-odparła blondynka
Świetnie...jeszcze bardziej się boję.Podniosłem rękę.
-Tak Leo?-zapytała nauczycielka poprawiając okulary
-Jakoś źle się czuję,mogę iść do higienistki?-spytałem udając zamulonego
-Pewnie Leo,proszę idź.-wskazała mi drzwi,no kurcze jak bym nigdy drzwi nie widział do wyjścia...te nasze nauczycielki to kompletne bezmózgi...Dokuśtykałem do drzwi i wyszedłem za nie.Na korytarzu było bardzo cicho.Postanowiłem zajrzeć do klasy Emi.
-O witaj Leo,coś chciałeś?-zapytał Pan Cramp (nauczyciel geografii)
-Pani Lee (nauczycielka matematyki) kazała mi sprawdzić czy jej syn nie ma lekcji w tej sali.-zacząłem szybko zmyślać.Rozejrzałem się po sali.Jedno miejsce było puste.Dokładnie koło Luck'a.Nie było tylko jego na lekcji.... nijakiego Matt'a Thomson'a.-Ale widzę,że to nie ta klasa.-wysiliłem się na uśmiech-Przepraszam,do widzenia.-zamknąłem drzwi i postanowiłem przejść przez całą szkołę.Zostało mi jeszcze 20 minut do końca matematyki.Czyli niewiele.Tworzyłęm w głowie już najgorsze scenariusze.Zajrzałem do sali komputerowej.Nikt w niej nie miał lekcji.Tak samo w chemicznej,jedynie w fizycznej miały jakieś młodsze klasy.Przemknąłem się do magazynku na sali gimnastycznej-też pusto.Tak samo w kantorku woźnych.Nie mam do tego głowy,ale nie sprawdziłem jeszcze jednego miejsca.....piwnicy szkolnej.Ale czy to możliwe by tam się chować? Jednak to nie daje mi spokoju żeby tam nie zajrzećOtworzyłem drzwi.Było zapalone światło.Czyli ktoś tam był.Nie ważne ,że mogę mieć przez to problemy.Zszedłem po stromych schodach.Na środku siedziała moja Księżniczka przykuta do krzesła.Siedziała w bezruchu z zamkniętymi oczami.
-Alex!-podbiegłem do niej próbując wybudzić z "drzemki".Gdy blondynka otworzyła oczy ulżyło mi.Miała je czerwone od płaczu.Co ten idiota jej zrobił? Zacząłem ją odwiązywać,jednak dziewczyna miotała się i próbowała coś powiedzieć,zdjąłem chustę z jej ust.
-Leo uważaj za tobą!-krzyczała ochrypniętym głosem.Automatycznie odwróciłem się.Stał za mną trzymając jakiś kij.
-Ty jesteś jakiś nienormalny?!-krzyknąłem na niego.Po raz pierwszy podniosłem na niego głos.
-Widzę,że chcesz oberwać Devries.-zakpił mierząc się do uderzenia.Wyrwałem mu ten cholerny kij i złamałem na pół.
-A ja widzę,ze to właśnie ty chcesz oberwać.-mruknąłem
-Albo porzucisz swoją nędzną karierę albo buźka tej młodej nie będzie już taka ładna.-ten śmiech zabierał moją pewność siebie,ale nie mogę dać mu wygrać
-Leo zostaw mnie.Fani i to wszystko ...wiem ile oni dla ciebie znaczą.-Alex ledwie powiedziała cokolwiek
-Chyba kpisz myśląc ,że rzucę to wszystko? -uniosłem jedną brew-Dzisiaj za szkołą o 15 tchórzu.-warknąłem.Nie mam zamiaru więcej chodzić i przez niego lękać się czego kolwiek.
-Oooo Devries widzę,że zrobiłeś się jeszcze większym idiotą niż rok temu.-nadal drwił-Zmiażdżę cię rozumiesz.-wytykał mi palcami,a potem wyszedł.Odwiązałem blondynkę z uwięzi.Rzuciła mi się w ramiona z płaczem.
-Leo nie rób tego.-wychlipiała
-Robię to dla twojego dobra.Nie chcę byś przeze mnie cierpiała.-powiedziałem stanowczo.Dziewczyna zaniosła się jeszcze większym płaczem.
~Leo~
~Kilka godzin temu~
Wszyscy dobrze się bawili.Jedynie Alex....nie wyglądała na zadowoloną z wolnego wieczoru.Wiem,że teraz.Tak,właśnie w tej chwili nie okazuję jej żadnej czułości.Wtuliła się w moje ramię i usnęła.Przeglądałem co chwila telefon.Polskie Bambinos były wspaniałe.Stworzyły kolejną akcję.Tym razem przeciw przemocy w szkołach.Zastanawiam się czy udzielić się ku temu wydarzeniu,ale mój Polski był naprawdę kiepski.Hmmm....mam kolejne postanowienie.Tak.Nauczę się więcej Polskiego.Znam tylko kilka pojedynczych słów.Przydałoby nauczyć się więcej.Alex i Emi są Polkami,może mi pomogą?Zapytam je jutro o to.Moje niesłyszalne przemyślenia przerwało drżenie telefonu.Włączyłem wiadomości: Nieznany: Witaj Leoś ;) Jak minęły ci wakacje? Lepiej ciesz się każdą spokojną chwilą,bo w szkole jej nie zaznasz.Dopilnuję cię do tego byś rzucił swoją nędzną karierę i byś znowu wracał z siniakami do domu.Do zobaczenia wkrótce :) Matt
Nie wierzę w to co przeczytałem.Matt wrócił...był w zawieszeniu przez jakiś rok,w tym czasie rozwinąłem swój talent muzyczny i jest tak jak jest.Czyli jednym słowem mam wspaniałe życie.Kochającą dziewczynę,najlepszych fanów,przyjaciół,którzy mnie nie zostawią (chyba),kochających rodziców.Jest cudownie...ale przed tym był Matt...i banda jego umięśnionych i twardych jak skała kolegów.Codziennie bili mnie,wyzywali i zabierali pieniądze.Bolało...A myśl o tym,że powróci do mojego życia i znowu go zniszczy strasznie przygnębiała.Boję się,że będzie gnębił też moich przyjaciół.Nie chcę by przeze mnie ich życie tak się zrujnowało przez jednego człowieka tak jak moje. ~Alex~
Kiedy się obudziłam znowu go nie było przy mnie.Właściwie tylko ja spałam.Ziewnęłam cicho i przeciągnęłam się leniwie.Wstałam na nogi.Świetnie...usnęłam na podłodze.Nigdy mi się to nie zdarzyło,ale to co wczoraj mi opowiedział Leo całkowicie pogrążyło mnie w okropnym zmęczeniu.Martwię się o niego...znowu nie mógł usnąć.Ten tydzień muszę go odciągnąć myślami od tego wszystkiego.Niech spędzi te wakacje najlepiej jak się da,w końcu znając go będzie wracał do złych wspomnień,gdy tylko wrócimy do szkoły.Okryłam się jego bluzą,czy on mi czyta w myślach?Przewidział,że jak wstanę to nadal będzie mi zimno.Kochany...Tylko,gdy by nie smutał ciągle ach....
~Emily~
Cały dzień spędziłam świetnie w towarzystwie mojego chłopaka.Tak.Lubiłam mówić "Mój Chłopak".Właściwie kochałam to robić.Charlie był jak książe z bajki.Tylko najgorsze w tym wszystkim jest to,że będę musiała porozmawiać o tym z Chloe.Zdążyła już pewnie obrazić się na mnie....Coż...nie zawsze wszystko idzie po własnej myśli.Pogrążona w myślach robiłam tosty dla wszystkich.Charls wyszedł z Leondre na zewnątrz,bo chcieli o czymś porozmawiać,a Alex jeszcze spała.A ja? A ja robię te głupie tosty i ziewam nad nimi.Co prawda przespałam 8 godzin może i więcej,ale nadal odczuwałam silną potrzebę snu.Nagle ktoś mnie złapał od tyłu.Podskoczyłam w miejscu i szybko odwróciłam się.Chłopak natychmiast złączył nasze wargi.
~Półtora tygodnia później~
~Alex~
Dzisiaj pierwszy dzień w szkole...no nie licząc wczorajszej akademi,na której Leo był już bardzo spięty,ale na szczęście nie spotkał oprawców.Martwię się o niego.Jedynie podczas sobotniego spaceru w parku.Wtedy wydawał się być spokojny.Był tym Leo co robił to co kochał-rapował.Nie robił tego już dla ucieczki od problemów tylko dla przyjemności i chciała bym żeby tak zostało.Jego teksty podobały mi się coraz bardziej.W każdym był jakiś przekaz.Nie wiedziałam,że w moim życiu spotkam kiedyś kogoś tak wrażliwego i to płci przeciwnej.Osoby tak otwartej i związanej w więzi.Ubrałam się najszybciej jak potrafiłam,nie chciałam się spóźnić już w pierwszy dzień szkoły.Uczesałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż.Emi była już dawno ogarnięta.Zazdroszczę jej takiego wczesnego wstawania.Trzeba mieć do tego głowę.Zeszłam do kuchni i zasiadłam do stołu,wszyscy już zajadali ciepłą zupę mleczną.Dołączyłam do nich.Miałam równe pięć minut.bo dokończyć spożywanie posiłku.Pani Karen (mama Charlsa) już pewnie czekała na nas przed domem w aucie.
~Emi~
Założyłam moje nowe buty,które specjalnie kupiłam sobie w środę na zakupach z moją mamą.Bardzo mi się spodobały,co mnie zdziwiło,bo miałam dość kapryśne nastawienie do sportowych butów.Ale tym razem było inaczej.Założyłam kurtkę i plecak.Zaraz z kuchni wybiegła Miśka i zrobiła dokładnie to samo co ja tylko,że nałożyła torbę na ramię.Wyszłyśmy zgodnie z mieszkania.Pani Karen już czekała na nas z chłopakami.Wsiadłyśmy do srebrnego auta i przywitałyśmy się ze swoimi Księciami.Brooke i Tilly (siostra Charlsa i s iostra Leo) miały za dobrze.Zaczynały lekcje dopiero za godzinę.Farciary.Nie znałam Tilly,jedynie z opowiadań Leondre.To było smutne,że przez rozwód rodziców rodzeństwo było rozdzielone i mogło jedynie porozmawiać przez kamerkę.Zaś Brooke znałam bardzo dobrze,za każdym razem,gdy przychodziłam do blondyna witała mnie wesołymi okrzykami.Była strasznie słodka.Zresztą jak jej brat.
~Alex~
Na całe szczęście nie spóźniłam się do szkoły.Mieliśmy z Leo jeszcze 20 minut do pierwszej lekcji.Usiedliśmy na ławce.Brunet założył kaptur,nałożył słuchawki na uszy i złapał mnie za rękę.Spinał się...i to bardzo.Co chwila kątek oka zerkał na wyświetlacz telefonu.Nie podobało mi się to.Tak cholernie martwię się o niego .Nim się spostrzegłam podbiegła do nas grupka dziewczyn,które wychwalały Leo za napisanie z Charlsem "143" i "Shining Star".Chłopak rozchmurzył się nieco i zdjął kaptur.Przywitał się z każdą z dziewczyn.Gdy skończyły go chwalić spojrzały się na mnie.Zaczęły mierzyć mnie wzrokiem od stóp do głów.
-A to...kto to jest?-zapytała niska piegowata brunetka,włosy miała związane w luźnego koka.
Miała na sobie strój na w-f.Widać,że była jedną ze sportsmenek.
-To jest Alex.Moja dziewczyna.-Leo uśmiechnął się sam do siebie.Złapał mnie mocniej za rękę.Jeśli to pomaga mu zachować pewność siebie to niech ściska mi tą dłoń do końca świata i niech jej nie puszcza.
-Jej jakie masz śliczne włosy.-zaczęły komentować.Nie ukrywam...Poczułam się niezręcznie w tej sytuacji...
~Emily~
Pierwsza lekcja okazała się być matematyką.Pięknie...Nie na widziłam tego przedmiotu.Moja nowa klasa wydawała się być w porządku,ale bez Charlsa trudno było mi się zakolegować z kim kolwiek.Chloe mierzyła mnie wzrokiem z ostatniej ławki.To było okropne uczucie czuć sie obserwowaną.Moja klasa była dziwnie zresztą tak jak zawsze pogrupowana na plastiki,dziwaki,sportsmenów,muzyko znawców i imprezowiczów.Szczerze?Nie zapowiadało się ciekawie.Wcale mi się to nie podobało.Usiadłam do ławki z jednym z plastików.Mogłam tego się spodziewać...przeszywała mnie wzrokiem sprawiając,że nie mogłam się skupić na lekcji.Gdy usłyszałam dzwonek odetchnęłam z ulgą.To był jakiś koszmar....Wychodząc z klasy ktoś mnie zaczepił.Odwróciłam się .Była to mojego wzrostu dziewczyna o kasztanowatych włosach i zielonych oczach.Uśmiechnęła się niepewnie.
-Hej.Jestem Zoey.A ty jesteś?-zachwiała sie nieco na nogach.Nie dziwię się,bo była strasznie chuda jak anorektyczka,a na buzi była jak słodka,mała dziewczynka.Wlosy miała spięte w krótki koński ogon.
-Emily-szybko wyciągnęłam rękę w jej stronę.-ale dla przyjaciół Emi.-uśmiechnęłam się łagodnie
-Możemy się zaprzy...
-No pewnie.-przerwałam jej szybko i pociągnęłam w stronę stołówki.Byłam bardzo głodna i...stęskniłam się za Charlsem.Niby godzina,ale i tak się stęskniłam.
~Alex~
Pierwszą mieliśmy biologię.Nudziłam się jak nigdy,ale mimo tych 45 minut lekcja upłynęła bardzo szybko.Szłam w stronę stołówki,Leo rozglądał się się w każdą stronę,obok nas szła jego paczka,z którą mnie zdążył już zapoznać.Była w niej nijaka Rose-brunetka nosząca dwa wysoki sięgające jej do bioder.Miała zielone oczy i okulary w czerwonych oprawkach,była wzrostu Leo.
Julie-miała włosy w kolorze mysiego blondu,były krótkie,proste i rozpuszczone.Bardzo mi się spodobały jej błękitne oczy-były jak u aniołka.Była dość wysoka i szczupła.
Abby-czyli krótko mówiąc szalona optymistka o długich,kręconych,blond włosach.Była średniego wzrostu.Wszyscy mówili na nią Pistacja.Na początku nie wiedziałam o co chodzi,ale jak zobaczyłam ile je pistacji to już wiedziałam.To było coś takiego jak moja miłość do truskawek.Kochałam je jeść i tyle.
Will-brunet o zielonych oczach.Wysoki i elegancko wystrojony.Miał prostą opadającą na czoło grzywkę.Był bardzo miły i widać było,że był chłopakiem traktującym każdego z szacunkiem.
Sebastian-średniego wzrostu blondyn o brązowych oczach z grzywką postawioną na żel.Miał identyczny styl jak Leondre,ale jedno go odróżniało.Było to jego podejście do życia.Był osobą,która paliła i był kimś w rodzaju Bad Boy'a.Miał kolczyk w brwi i w wardze.Nie liczył się z żadnym zdaniem,nie należał do osób wrażliwych.Prędzej do pewnych siebie.
Bardzo ich polubiłam,ale najbardziej przekonały mnie do siebie Rose i Abby.Były szczere i mówiły otwarcie to co myślą.Spodobało mi się to.Gdy weszliśmy do stołówki była masa wygłodniałych uczniów,każdy wyglądał zupełnie inaczej.Przy jednym ze stolików zobaczyłam Emi i jakąś bardzo chudą szatynkę.Pomachałam jej,blondynka natychmiast odmachała.Usiedliśmy przy ostatnim stoliku.Zaczęliśmy rozmaiwać o meczu piłki nożnej dzisiejszego dnia,w którym mieli brać udział Leondre i Sebastian.Will niestety miał w tym czasie kółko teatralne z Julie.Pasowali do siebie.Ona taka skromna kochająca sztukę,a on taki elegancki popierający jej pasję.Czułam na sobie czyiś wzrok.Zignorowałam to nieprzyjemne uczucie i wysiliłam się na uśmiech.
-Ja chyba pójdę do łazienki,zaraz wracam.-zawiadomiłam ekipę.Rose przyglądała mi się zdziwiona.
-Trafisz? Bo jak coś to..-zaczął brunet
-Tak,nie martw się o to.-odpowiedziałam dając mu buziaka w policzek
Skierowałam się do wyjścia,gdy ktoś mnie złapał za nadgarstek.Automatycznie odwróciłam się spodziewając się,że to był mój chłopak.Jednak myliłam się,bo był to nieco wyższy od niego brunet o zielonych oczach.
-Znamy się ?-zapytałam wystraszona nieco sytuacją
-Nie,Ale możemy się poznać.-uśmiechnął się szarmancko-Jestem Matt.-wyciągnął do mnie rękę.To imię....to było imię jednego z oprawców Leo.Bałam się tego imienia jak ognia.
-A ja...
-Alex.Tak wiem.-przerwał mi,cofnęłam się wystraszona do tyłu
-Miło było,ale...musze już iść.-głos mi się załamał,odwróciłam się na pięcie i szłam spięta tak jak nigdy.
~Emily~
-To może opowiesz mi coś o sobie?-zapytała z nadzieją w głosie
-Jasne.-próbowałam wzmocnić jej pewność siebie uśmiechem,bo kasztano-włosa nie wyglądała na zbyt pewną siebie.-No to tak...przeprowadziłam się z Polski do Walii i to już będzie moje stałe miejsce zamieszkania.Mieszkam z moimi rodzicami oraz Alex i jej rodzicami.Alex to moja najlepsza przyjaciółka,znamy się z nią od pieluch.-uśmiechnęłam się do siebie-Podczas tych wakacji poznałam też Leondre i...-nagle blondynka przerwała mi
-Devries'a?-zapytała zdziwiona na co pokiwałam głową
-Jej dziewczyno...musisz być cudowną osobą!Leo nikomu nie ufa.Jest wrażliwy....i taaki słodki.-zaczęła skomleć tak jak częśto robiły to polskie Bambinos
-Nie myślałam o nim w ten sposób.-uśmiechnęłam się delikatnie.-poznałam też Charlsa.-zarumieniłam się momentalnie
-O bosze?! Chodzisz z nim?!-jeszcze nigdy nie widziałam tak ekscytującej się odoby
-Czytasz mi w myślach?-zachichotałam
-Raczej nie.-odparła
-Poznałam też Chloe i Becky,no i w sumie na razie tyle.-spuściłam wzrok
-Słabo trafiłaś.-dziewczyna spoważniała-Becky jest w miarę jak jest sama z tobą,ale Chloe....-zacięła się i sprawnie próbowała dobrać słowa-jest mściwą osobą,należy do tych laleczek,które mają na buzi kilo tapety.Uwiodła chyba każdego chłopaka z liceum.-zerknęła kątem oka na szatynkę,która siedziała nieco dalej z jakimś chłopakiem i Becky.
-Jej...szybka jest.-odchrząknęłam niepewnie
-Wile osób nabrało się na jej szczerość i prawdziwość.-kontynuuowała-Ale dobra ,nie obgadujmy innych i chodźmy już na w-f,a po lekcjach pójdziemy na mecz-pociągnęła mnie w stronę wyjścia
~Kilka godzin później~
Wyszłyśmy na boisko szkolne i usiadłyśmy na trybunach.Obok mnie zaraz pojawił się Charls i pocałował mnie czule w usta.Dwa rzędy przed nami siedziała Alex z jakąś brunetką ,blondynką i Mattem z mojej grupy....ale jak to możliwe,że ona już go poznała? Jest w zupełnie innej grupie.To źle wróży....Matt ciągle skłócał wszystkich i straszył młodszych uczniów.Chłopak uporczywie coś jej mówił.Wyglądała na przestraszoną.Jeśli ją straszy tak jak każdego ucznia...to mnie popamięta.
Starałam się nie zwracać na to uwagi,bo chłopak w końcu odpuścił i wrócił do swoich kolegów.Mecz się zaczął.Chłopaki z naszej szkoły świetnie grali w przeciwieństwie do szkoły z Brighing House (nazwa zmyślona).Leo kilka razy dał się wykiwać.Widać było,że nie mógł się skupić na grze
-To nie podobne do niego.-odezwał się blondyn
-Do Leo? Też mi się wydaje,że coś jest nie tak.-powiedziałam z przekonaniem przyglądając się grze
-Boi się.-wyszeptał.Spojrzałam na chłopaka mrużąc oczy.
-Nie rozumiem.-powiedziałam przygryzając wargę
-Niedawno przed końcem wakacji do Leo napisał jeden z oprawców,którym okazał sie być Matt Thomson..-przerwałam mu
-Matt?-zapytałam by się upewnić-Nie nawidzę go.Straszy wszystkich i gnębi.-dodałam szybko
-Wiem o tym,kiedyś ja nie umiałem mu się sprzeciwić,ale teraz jest dobrze.-uśmiechnął się niepewnie
-Dobrze,wracając do Leo...
-Napisał,ze zniszczy mu ponownie życie i Leo od tamtej wiadomości nie może się skupić na niczym.-westchnął ciężko.Nagle dało się usłyszeć burzliwe krzyki Thomsona.
-Co za chała! Devries nauczył byś się grać!-krzyczał
Wszyscy zwrócili na niego swój wzrok.Sędziowie również.
-I co się patrzycie?! Nie powiecie chyba,że nie mam racji?-warknął groźnie
Leondre słysząc obelgi na swój temat biegnąc z piłką przewrócił się kiwając się z jakimś chłopakiem.Złapał się mocno za nogę i długo nie wstawał.Gra została wstrzymana.Jeden z sędzi podbiegł do niego,a potem zebrał się niezły okrąg.Biedny...pewnie strach dał za wygraną.
~Leo~
Żyję chwilą.Tak cholernie boję się zrobić jakiegokolwiek błędu.Kilka razy prawie wywaliłem się grając,ale starałem się nie dać się strachu.Odwaga musi mi pomóc.Chociaż ten jeden cholerny raz! Sebastian podał mi piłkę,biegłem równo widząc przed sobą ją.Podbiegł do mnie jakiś chłopak i zacząłem go kiwac próbując pozbyć się go z drogi do bramki.Nagle usłyszałem ten przeszywający moją głowę głos Matta.Co prawda był słabo słyszalny,ale na tyle głośny bym usłyszał.Spanikowałem wewnętrznie i poniosłem się strachu.Nie panowałem nad emocjami i krzywo stanąłem wybijając piłkę tam gdzie nie trzeba.Przewróciłem się sycząc z bólu.Kotka bolała jak nigdy.Sędzia podbiegł,a potem....pamiętam tylko to,że widziałem Alex nad sobą,która panikowała jak nigdy. -------------------------------------------- Hej Kochani! ;* Podobał wam się rozdział? Co prawda jest to takie wprowadzenie do życia szkolnego bohaterów,ale może wam się spodobać ta akcja i rutyna związana z szkolnymi problemami Leo i zbliżającymi się też innych bohaterów.Piszcie komentarze,one dużo dla mnie znaczą.Naprawdę :) Komentarz=motywacja Buśka Alex ;*
~Alex~
Minął tydzień odkąd wróciliśmy z trasy chłopaków.Emily nadal źle to wszystko odbierała.Czemu ona jest tak uparta? Zawsze miała ciężki charakter,ale bez przesady.Charls biegnie na każde jej zawołanie,a ona to zwyczajnie olewa.Jest godzina 14:45.Jak na tą godzinę to zawsze z Leo siedziałam w parku,ale tym razem siedzieliśmy u niego.Chłopak brzdąkał coś na gitarze,a ja przeglądałam telefon.Zastanawiałam się czy nie zadzwonić do Dominika.Tak...uważam,że to wszystko przez niego.Emi źle to odebrała i dlatego nie odsunęła blondyna kiedy ją pocałował.Czy tylko ja mam taką zrytą psychikę? Zaśmiałam się do siebie.Brunet podniósł na mnie wzrok i przestał grać.
-Co cię tak śmieszy?-zapytał unosząc jedną brew.
-Ty głuptasku.-zaśmiałam się ponownie,a chłopak przewrócił oczami.Zamyśliłam się przez chwilę.-Niedługo szkoła....-westchnęłam.tak dokładnie.Rozpoczęcie było za półtora tygodnia.
-Będziemy w tej samej klasie.-powiedział entuzjastycznie-Nic ci nie grozi.-dodał
-No tak,ale z tego co czytałam o waszej szkole to będziemy różnie pogrupowani.-mruknęłam
-Naprawdę? Boisz się o to?Będziemy cały czas razem,tylko możliwie nie na w-f lub Biologii.-tłumaczył-Nam się fartnęło,bo będziemy w pierwszej grupie,a Emily z Chloe i Becky w trzeciej grupie,a Charls w innej klasie.
-Hmmm...nie zrozum mnie źle Leo,ale bez Emily czuję się bezbronna.-wyjąkałam
-W mojej paczce są trzy dziewczyny,na pewno je polubisz.-uśmiechnął się delikatnie
-Hmmm...skoro tak mówisz to musi tak być.-odwzajemniłam uśmiech i włączyłam blokadę od mojego telefonu,wybrałam numer Emci i kliknęłam zieloną słuchawkę.
-Hallo?-usłyszałam ledwie słyszalny głos,który musiał należeć do mojej Miśki
-Emily nie możesz tak siedzieć w domu przez całe wakacje! Idziemy z tobą i Charlsem na polanę,czy tego chcesz czy nie.-powiedziałam pełna pozytywnej energi.Leoś znowu zaczął coś brzdąkać,a ja go uderzyłam w nogę.
-Ejjj!!-krzyknął,a ja sie zaśmiałam
-Widzę,że Leo już ma jakieś wąty,że rozmawiasz z kimś poza nim.-głos w słuchawce rozchmurzył się
-Nieee,przeszkadza mi w rozmowie.-zadrwiłam-Zaraz wyjdziemy do was.-powiedziałam i się rozłączyłam.Charls był powiadomiony wcześniej i zapewne już jeździł po drodze na deskorolce.Pociągnęłam Leo za rękę,a on prawie się wywalił.Moja kochana niezdara.Heh...
~Emily~
Wcale nie podobał mi się pomysł,długo unikałam Charlsa i nie chciałam go spotkać.Nie wybaczyłam sobie,że zniszczyłam ich związek.To wszystko moja wina.Byłam i nadal jestem głupia.Przeczesałam reką włosy i wyszłam z budynku.Usiadłam na chodniku.Blondyn jeździł sobie na deskorolce.Postanowiłam mu nie przerywać rozrywki i wgapiałam się w niego jak w obrazek.Wiem to trochę nie na miejscu,ale...nie mogłam oderwać od niego wzroku.Po chwili z mieszkania na przeciwko wybiegł Leo,a za nim Alex,która była cała potargana.Chłopak śmiał się,a dziewczyna tylko go ganiała.Tak...żyje w świecie wariatów.Zaśmiałam sie pod nosem..Alex ucieszyła się na mój widok.
Kto by się nie ucieszył? Nie wychodziłam w końcu z domu przez kilka dni.W końcu przestała gonić Devriesa i chciała podejść do mnie,ale chłopak przucił ją przez ramię i sam doszedł do mnie.
-Nie za bardzo dzisiaj wariujecie?-zapytałam uśmiechając się do chłopaka
-Emmm..raczej nie.-brunet wybuchł śmiechem
-Leooo puść mnie głupku!!-blondynka próbowała się wyrwać Leo z rąk,ale widać było,że nie miała w porównaniu do niego zadnych szans.
-Czekaj zastanowię się...nie.-powiedział nadal się śmiejąc
Wyglądali tak słodko,byli razem tak szczęśliwi.Chciała bym żeby ze mną i Charlsem tak było,ale to ja mu wszystko popsułam.O wilku mowa...właśnie podjęchał do nas na desce.Złapał ją i uśmiechnął się na powitanie.Świetnie? Nie...nie wyraziła bym tego w ten sposób.
-Heja wszystkim.-powiedział nie spuszczając wzroku ze mnie.
Wszyscy odpowiedzieli mu łącznie ze mną.Nie lubię jak ktoś mnie mierzy wzrokiem,ale czułam,że on właśnie to robi....Jechałam powoli na deskorolce.Leo prowadził,obok mnie jechała ledwie utrzymująca równowagę Alex,a obok bruneta ON.
~Alex~
Hmmmm....nie podobają mi się relacje między Charlsem i Emi,ale z Leosiem wykombinowaliśmy genialny plan.Nareszcie ruszył główką. Mój Misiaczek....awww...nie wierzę,że to wszystko tak się potoczyło.Ale my z Leo zajmiemy się tym,zostawimy ich specjalnie samych.Dokładnie to nie wiem gdzie jest ta spokojna polana,o której mówił Charls,ale zaraz się przekonamy.Szliśmy po nierównej piaskowej drodze,bo raczej ciężko by było poruszać się po niej na deskorolkach.
-Już jesteśmy.-powiedzieli chórem chłopcy,stanęliśmy na niewielkim pagórku.Wokół nas rozlegał się piękny krajobraz.W oddali były rysy jakiegoś miasteczka,którego nigdy nie widziałam na oczy.Uśmiechnęłam się i już miałam coś powiedzieć,gdy Leo i Charlie zepchnęli mnie i Emi z pagórka.Sturlałyśmy się z niego krzycząc jak głupie.Emi tak się zdenerwowała,że próbowała wejść z powrotem na pagórek i pokazać im jak się spycha,jednak nie udało jej się i wywaliła się na tyłek.Wszyscy wybuchli śmiechem.Świetnie się bawiliśmy w owej dolinie,było tam spokojnie.Żadnych fanek,ludzi,a przede wszystkim wścibskich dziennikarzy.Usiedliśmy pod jednym z drzew i gadaliśmy o wielu sprawach.
-Hmmm...Alex..musze ci coś koniecznie pokazać.-brunet mrugnął do mnie porozumiewawczo okiem i pociągnął za rękę.Czyli wprowadzamy nasz plan.Poszliśmy w nie wiadomo,którą stronę,ale później okazało się że poszliśmy do niewielkiego lasku w ich pobliżu.Spacerowaliśmy w niezręcznej ciszy.Próbowałam ją przerwac,ale Leo zatkał mi buzię.Oburzyłam się,co on znowu wymyśla?!
-Ciii,słyszysz?-zapytał mnie uśmiechając się słodko
Rzeczywiście...w oddali było słychać śmiech naszych blondasów.Aż sama się zaśmiałam na widok ganiającej się pary.
-Gorsi niż małe dzieci.-westchnęłam
-I kto to mówi?-zapytał chłopak uśmiechając się głupawo
-Też cię kocham.-powiedziałam i stanęłam na palcach by go pocałować,gdy chciałam się odsunąć chłopak uniósł mnie w talii i złączył nasze wargi.
~Emily~
Świetnie! Po prostu genialnie! Zostawili nas i to w dodatku samych.....ehh....nie mam siły.Co ja mam do niego powiedzieć? Co ja mam zrobić? Brzuch mnie ściskał od tego myślenia.Pięknie....
-Czemu się nie odzywasz?-blondyn uniósł jedną brew,wyglądało to przekomicznie
Przypomniała mi się scena z "Hopeful".Zaśmiałam się sama do siebie.
-I jeszcze się ze mnie śmiejesz...-mruknął
-Nie,Charls... to nie tak....-powiedziałam przygryzając wargę
-Emi,chciałem z tobą o czymś porozmawiać...-zaczął.Dobrze...teraz mnie przeraża.
-A więc...?-spojrzałam na niego pytająco
-Zerwałem z Chloe.-zaczął
-Co zrobiłeś?-nie dowierzałam w to co słyszę,to było jakieś chore....Przecież niedawno obydwoje chcieli do siebie wrócić,a teraz?
-Wiem,że postąpiłem w tym wypadku nie najlepiej,ale....uwierz zrobiłem to dla nas.-uśmiechnął się
-Chwila,chwila....jakich nas?-zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona
-Emi...-wstał i pomógł mi również wykonać tą samą czynność.Gdy również podniosłam się na nogi złapał mnie za ręce i patrzył się głęboko w oczy.-Ja....zakochałem się w tobie....na początku nie dostrzegałem tego,ale teraz jestem tego pewien.-pogładził mój policzek
-Charls....-jedna...dwie...trzy...nie wiem ile ale spłynęło ich bardzo dużo.To były łzy szczęścia.Jestem tego prawie,że pewna.-Ja też coś do ciebie czuję,ale ....boję się,że mnie zranisz...tak jak inni.-spuściłam wzrok.Otworzyłam się przed nim,straciłam szansę na normalną przyjaźń.Znowu wszystko pieprze....
Podniósł mój podbródek i przybliżył się znacznie.Już miał przybliżyć swoje wargi do moich.Zamknęłam oczy,ale po chwili je otworzyłam.Chłopak patrzył się na mnie wyczekująco,tak jak by czekał na pozwolenie.
-Możemy spróbować od nowa.-wyszeptałam i wreszcie mnie pocałował.Gdy oderwaliśmy się od siebie nadal gładził mój policzek.
-Dziękuję.-powiedział-Kocham Cię.
Te słowa były piękne....jeszcze nigdy nie myślałam,że moje serce wyskoczy,ale chyba do tego zmierzało,bo tętno nie zmniejszało się ani trochę.Czułam to....to rozrywające uczucie.
Usiedliśmy ponownie na pagórku i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.Charlie nie zamierzał puścić mojej ręki.Był taki słodki...ach....Nagle wpadłam na genialny pomysł,zepchnęłam chłopaka z pagórka i zaczęłam się śmiać jak głupia skacząc jak pajacyk z pudełka.
-Osz ty!-krzyknął i zaczął mnie ganiać,musiało to śmiesznie wyglądać bo w dodatku jeszcze wywaliłam się kilka razy.#NIEZDARNOŚĆ.
~Alex~
Brunet złapał mnie za rękę,chodziliśmy przy jedynym zbiorniku wodnym w tym lasku i gadaliśmy.Spojrzałam na godzinę.Była 18.No to nieźle....trzeba się zbierać,bo już wieczór.Ruszyłam w odwrotną stronę,chłopak chyba zrozumiał o co mi chodzi,bo zrobił dokładnie to samo.Rozglądaliśmy sie za naszymi Blondasami,ale nigdzie nie mogłam ich wypatrzeć.
-Gdzie oni są?-zapytałam zmieszana trochę
-Buu!-głos Blondyna sprawił,że podskoczyłam jak nigdy.Wrzasnęłam i wywaliłam się...ehhh...ta moja niezdarność już mnie wkurza.Chłopaki z Emi oczywiście śmiali się jak nigdy.Jak zwykle to ja jestem pośmiewiskiem.To nie fair.
-Dobra,dobra koniec tych śmiechów,bo mama mnie zabije!-krzyknęłam próbując się podnieść
-Za śmianie się?-zadrwił Leo
-Nie,za spóźnianie się.-mruknęłam-O mój bosz....ale mnie nogi bolą.-wyjąkałam ledwie podnosząc się z trawy.Nogi ledwie stały,tak jak by zapomniały jak utrzymać równowagę.
-Wskakuj.-mój Miś nachylił się do mnie tyłem
-Ale jestem ciężka...-zaczęłam marudzić jak zwykle.Kurczę zawsze byłam taką głupawą marudą i niezdarą,a Emi w porównaniu do mnie zawsze była idealna....
-Wcale nie,przesadzasz...znowu-dodał po chwili
-Ejjj!-krzyknęłam,tym razem nic mnie nie uratowało,bo chłopak oderwał mnie z ziemi i niósł na ręcach.Pięknie....czuję się jak księżniczka.Ale taka marudząca księżniczka.
Całą drogę śpiewaliśmy piosenki chłopaków.Tak najbardziej to chyba "143" i "What Do You Mean" lubiłam te piosenki.Tak najbardziej to chyba "My Shining Star",bo przypominało mi się to,gdy pierwszy raz Leoś zarapował kawałek "Kocham Cię my polish queen" i patrzył się na mnie...było cudownie i ...nadal jest.Jest za spokojnie.Boję sie,że coś może sie między nami popsuć.Tak cholernie się tego boję.
Emi trzymali się z Charlsem całą drogę za rękę,czyli nasz plan wypalił? Tak! Jestem tego prawie ,że pewna.
Wyglądali ze sobą tak słodko...awww....Wróciliśmy o 18:50 na naszą dzielnicę.Zastanawiałam się co powiedzieć,bo nastała wreszcie ta niezręczna sytuacja,w której milczałam i nie wiedziałam co powiedzieć do mojego Księcia z Bajki.
-Robimy maraton filmowy?-wtrąciła się moja Blondynka
-Jestem za.-powiedzieli chłopcy równocześnie,zmarszczyłam czoło i się zaśmiałam
-Chyba nie mam innego wyboru?-zapytałam sarkastycznie
-Nie!-cała trójka krzyknęła chórem,znowu się wywaliłam
Roześmiałam się na dobre.
-Okej,ale pójdziemy się przebrać.-zadecydowałam patrzac na Emi,która pokiwała odpowiadająco głową,że zgadza się ze mną
-To czekamy na was u Leo.-powiedział Charls i przytulił mnie a potem Emi.Brunet podszedł do mnie i pocałował delikatnie w czoło.Wtuliłam się mocno w niego.Dzisiaj większość dnia był jakiś nieobecny.Porozmawiam z nim o tym później.
~Pół godziny później~
Nareszcie się ogarnęłam.Znaczy...10 minut temu.Emi nadal siedzi w łazience.Bosze...ile można siedzieć w łazience?Biedni chłopcy...pewnie się niecierpliwią już.Uśmiechnęłam się sama do siebie gdy utworzyła mi się w głowie scenka jak Leo siedzi na kanapie,a Charls sprawdza co chwilę telefon czy nie ma żadnych powiadomień od Emci.Moją niecodzienną głupawkę przerwało skrzypienie drzwi.Wreszcie..
.blondynka rzuciła niepotrzebne ubrania na łóżko i chwyciła torebkę.
-Idziemy?-zapytała śmiejąc się
Spojrzałam na nią spode łba.
-Dłużej w tej łazience siedzieć nie mogłaś?-zapytałam po chwili
-No nie.-przewróciła teatralnie oczami i pociągnęła mnie na dół.Zbiegłyśmy po schodach prawie wywalając się przy ostatnim stopniu.Znowu mnie dopadała znana głupawka.
-Mamo idziemy do Leo.-zawiadomiłam głośno
-Dobrze,nocujecie u nich?-zapytała troskliwie
-Planujemy.-uśmiechnęłam się,Emi właśnie uniosła jedną brew...zboczuch już myśli o planach tej nocy...ehhh...
-Dobrze,to miłej zabawy.-powiedziała moja rodzicielka
-Dobranoc.-powiedziałam i wyszłyśmy nie czekając na odpowiedź mojej Mamy.Po 5 minutach bicia się o to kto będzie pierwszy stanęłyśmy pod drzwiami i czekałyśmy na chłopaków.
~15 minut później~
Co mogliśmy oglądać jak nie horror? No co?! Kurczę trochę mnie to irytowało,bo chłopaki robią nam to jak zwykle na złość.Emi i Charls byli wtuleni w siebie.Leo ciągle grzebał w telefonie....hmmm....to mnie też irytuje....nie podoba mi się to.Ciągle szpera w telefonie i nie ma czasu spojrzeć na mnie.Odłożył wreszcie swojego IPhone'a.No nareszcie...jednak nic mu się nie stanie jak zobaczy jak ja się czułam.Założyłam słuchawki na uszy i puściłam jedną z ich piosenek.Wsłuchiwałam się w każde słowo,jak zawsze zresztą słuchając muzyki.
Nawet nie wiem kiedy.Usnęłam.Gdy się obudziłam było już ciemno.Leosia nie było koło mnie.Blondynki spały wtulone w siebie.Gdzie on mógł być?Rozejrzałam się po pokoju.Siedział przy oknie i ślepo wpatrywał się w niebo za szybą.
-Leo?-zapytałam niepewnie.Chłopak spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Już nie śpisz?-zapytał
-Nie.A ty...czemu nie śpisz?-dziwię się,ale głos mi się załamał...
-Nie mogę usnąć.Przepraszam.-wyszeptał
-Za co?-uniosłam brew
-Za to,że wcześniej siedziałem w telefonie,ale napisała do mnie pewna osoba....która jest związana z moja przeszłością.-oczy mu się zaszkliły,to musiał być jeden z oprawców.Jestem tego w stu procentach pewna.Biedny Leo.Nie lubię go widywać smutnego...Usiadłam koło niego i wtuliłam się.Był ciepły.
~Emily~
~Kilka godzin wcześniej~
Cały wieczór układał się pomyślnie,no poza tym horrorem.Myślałam,że się tam zesram ze strachu,ale Charls mnie mocno przytulał jak zatykałam sobie oczy rękoma.To było miłe...poczuć się w jego objęciach.Obróciłam się na chwilę.Alex usypiała,a Leondre siedział zamyślony wpatrując się jak głupek w podłogę.Dziwne...może się pokłócili? Zastanawia mnie to.Cóż...pogadam o tym z Miśką rano.Film wkrótce się skończył Charlie położył się na łóżku i przesunął klepiąc w miejsce obok siebie.Uśmiechnęłam się sama do siebie i położyłam się obok niego.Blondyn oplótł mnie swoim ramieniem i przybliżył bardzo do siebie.Czułam każdy jego oddech.Złączył nasze wargi....to sen....nie wierzę w szczęśliwe związki....
----------------------------------------------- Hej Misie ;* Kolejny rozdzialik.Pamiętajcie aby dać po sobie znać w postaci komentarzy. Komentarz=motywacja Dziękuję wam Kochani! Na blogu wybiło równe 1000 wyświetleń! <3 Pozdrawiam Alex ;*
~Alex~
Czy dzisiejszy dzień nie może być piękniejszy? Nie rozumiem siebie...Czemu tworzę czarne scenariusze? Nigdy chyba nie dojdę do odpowiedzi w tej zagadce.Leo jest moim prawdziwym Aniołkiem,sprawił,że moje serce mocniej zabiło...Dzięki niemu czuję się bezpieczna.Już mnie nie męczy obawa,że to WSZYSTKO wróci.Ten strach...on odszedł.Miejmy nadzieję,że na zawsze.Nie chcę już więcej cierpieć.
Gdy maluję świat na szaro zabierasz mi kredki i malujesz ten świat na kolorowo
Szłam z Leosiem trzymając się za rękę.Po raz pierwszy...nie było mi zimno.Przypadek? Nie sądzę...Albo moje dziwne przeczucia.Nagle Leo mnie zatrzymał w ramionach i pociągnął za drzewo.
-Leo co ty odwalasz?-oburzyłam się
-Cii...bo nas usłyszą.-uciszył mnie momentalnie.O kogo mu chodzi?
-Kto nas usłyszy?-wyszeptałam z niekrytym zdziwieniem
-Emi i Charls....-powiedział i kiwnął głową w stronę pary,która siedziała przy fontannie życzeń.Chłopak pocałował dziewczynę.Hmmm....całowali się dość długo jak na pierwszy raz,ale....Leoś ma rację.To przecież Emi i Charls?!Przecież Chloe się załamie.Bosze....ciekawe jak będą się z tego tłumaczyć.
~Emily~
Patrzył mi w oczy,spuściłam wzrok.Nie powinnnam...
-Przepraszam.-wyszeptał i również spuścił wzrok
-Charlie....co to było?-zapytałam siebie,jednak było to także skierowane w stronę blondyna.Chłopak wahał się co powiedzieć.Było mu trudno się z tego wytłumaczyć.No tak....Logika myślenia.Zapominam czasem,że chłopcy nie nadążają za wszystkim i poddają się emocją.
-To był impuls...wybacz,nie chciałem zepsuć tej przyjaźni...-wreszcie odezwał się jego głos,który zamroził moje serce na równe pięć sekund.Westchnęłam,nie chciałam słuchać tych jego tłumaczeń.Chcę poznać prawdę.
-Charlie?-zapytałam unosząc jedną brew
-Czemu to zrobiłeś?-łzy skapywały mi na ziemię
-Emily,nie chciałem cię skrzywdzić.Ostatnio coraz mniej się rozumiem z Chloe.To był impuls...naprawdę nie chciałem.-te jego tłumaczenie...nie wiem czy sie otworzyć przed nim czy...
-W porządku,załóżmy że tego nie było.-wysiliłam się na sztuczny uśmiech.Tak to chyba najrozsądniejsze rozwiązanie.Znowu założyłam tą maskę.Jestem dobrą aktorką.Zawsze tak robiłam od urodzenia.Ukrywałam swoje ja.Tylko Alex wiedziała jaka naprawdę jestem.To chore,że nawet moi rodzice tego nie zauważali.
-Okej.Przepraszam.-patrzył mi się głęboko w oczy,próbował na mnie wysilić wybaczenie czy co? Pfff....Nie jestem taka łatwa,ale niech mu będzie.
-Nie przepraszaj,jest okej!-powiedziałam nieco zdesperowana tą sytuacją
-To może....chodźmy już.Powiemy Leo i Alex,że jesteśmy za bardzo zmęczeni na więcej atrakcji...-westchnął i wyjął telefon
-Tak,w sumie to dobry pomysł.-moja maska nadal została na twarzy.Lubię udawać kogoś kim nie jestem.Przynajmniej nie będę musiała okazywać jak bardzo mnie zranił.Wyjęłam z kieszeni mój czarny jak nie wiadomo co telefon i włączyłam boczny przycisk.Blokada...hmmmm...zakryłam dłonią tak by chłopak nie widział jej,chociaż pewnie to nie dało żadnego skutku bo był wyższy ode mnie.Weszłam w KONTAKTY i wybrałam nazwę ALEX.Nie musiałam długo czekać,dziewczyna odebrała po dwóch sygnałach,choć wyraźnie gdzieś słyszałam jej telefon,może była gdzieś w pobliżu.
~Alex~
-Wyłącz go wyłącz!-własnie rzucaliśmy moim telefonem w tę i we w tę.Gdy brunet go złapał szybko odebrał.Zaśmiałam się,ale cóż.Ma jak na razie do tego prawo.
-Halo?-zapytał do słuchawki
-Leo? Gdzie jesteście? Czekamy na was jakieś pół godziny i już nieźle zmarzliśmy.-chłopak przestawił na głośno mówiący.Ehhh...Leo ty głupku...
-Już blisko,my też jesteśmy zmęczeni.Znaczy ja nie,ale Alex...
-Ej!-wcięłam mu się w słowo-Nie jestem zmęczona! To tobie oczka się kleją...-oburzyłam się
-Niech będzie,w każdym razie.Idziemy do hotelu,zaraz do was dojdziemy i wracamy.-te jego przywódctwo...ehhh....padam...
-To my już idziemy w strone hotelu,widzimy się za chwile.Bay.-blondynka rozłączyła się,spojrzałam na chłopaka,a on wybuchł śmiechem.
-Leooo....powinnam ci teraz porządnie przyłożyć.-zakpiłam
-Za co? Jak chcesz to mogę ci dać mój telefon na jeden dzień,a ty mi swój.Taka wymianka.-wyszczerzył swoje białe ząbki
-Ehhh...pogadamy o tym jak wrócimy,a teraz chodź...-pociągnęłam go za rękę w stronę pary
Doszliśmy do nich,wyglądali na zmieszanych.Hmmm....nie podoba wcale mi się ta sytuacja z tym pocałunkiem.Musze o tym pogadać z Emi,ale to zrobię później.
-To idziemy?-zapytał entuzjastycznie Charls
-Taaa...-powiedział brunet i wziął mnie na ręce
-Leooo głupku...-krzyczałam,ale zaraz mnie postawił.Całą drogę staraliśmy się z Leo zagadywać parę.Nie chcieliśmy by czuli się niezręcznie po czymś takim.Mam nadzieję,że niczego nie podejrzewają.Jednak sis przyglądała mi się dziwnie.Bosze...tylko żeby się nie domyśliła,że my z Leosiem widzieliśmy to co się niedawno wydarzyło.
~Emily~
Nim się spostrzegłam byliśmy już w hotelu.Alex i Leo cały czas nas zagadywali.Coś się stało?Nawet nie mam pojęcia,ale się nie pokłócili,więc musi być okej.Stanęłam przy windzie,odwróciłam się przez ramię w stronę Alex.Patrzyła na mechanizm z przerażeniem.Tsa....wygląda na to,że znowu wybierzemy opcję schody.Niech będzie.W sumie nie powinnam się temu dziwić,co gdy bym to ja utknęła w windzie? Ehh....zaśmiałam się pod nosem.Chłopaki włóczyli się za nami,a my szłyśmy na przodzie,jeszcze dwa stopnie....jest! Wreszcie dotarliśmy.Pożegnałyśmy się z chłopcami.Ja oczywiście musiałam unikać wzroku Lenehana.Boję się spojrzeć w jego błękitną falę w oczach.Gdy weszłyśmy do pokoju dziewczyny już spały.Chwyciłam piżamę i ruszyłam do toalety.
Długo w niej nie siedziałam,zajęłam się najważniejszymi czynnościami i wyszłam.Alex siedziała na łóżku,oczy już jej się kleiły.Uderzyłam ją w ramię.
-Ej Miśka,najpierw sie przebierz potem idź spać.-zachichotałam
-Przepraszam...jestem bardzo zmęczona.-ziewnęła i weszła do toalety.Ułożyłam się wygodnie na łóżku,nawet nie wiem kiedy usnęłam.
~SEN~
-Alex?-głos mi drżał tak jak nigdy,dziewczyna odwróciła się w moją stronę.Potok łez mimowolnie sprawił,że moje oczy szczypały jak nigdy.
Patrzyła się na mnie niemym wzrokiem ,próbowała mi coś nim przekazać,ale nic nie umiałam zrozumieć.
-Wiem wszystko.-wyszeptała.Jej głos sprawił,że moje tętno podskoczyło tak jak nigdy.Sceneria się zmieniła.Znowu las....biegłam przed siebie,czując na swoim karku ten oddech.Przybliżał się bardziej.Wycie psów stało się hipnotyzujące w tym czasie.Odwróciłam się.ON stał za mną.Wpatrywał się we mnie tym samym wzrokiem co Alex we wcześniejszej zajawce.
-Oni wiedzą.-Podskoczyłam w miejscu,łzy sprawiły,że wybuchłam donosnym płaczem.
-Aaaaa!!-krzyczałam jak nigdy.Mój głos odbił się echem po strasznym lesie.
~Świat realny~
Obudziłam się nieświadoma tego co się dzieje,siedziałam na łóżku.Rozejrzałam sie po pokoju,było ciemno.Godzina na wyświetlaczu mojego pokoju pokazywała późną godzinę.Wszyscy spali.Pot i łzy spływały mi po ciele.Teraz na bank nie usnę.Wyszłam na balkon z laptopem.Weszłam na wideo czat.Dominik był aktywny.Kolejny potok łez.Na szczęście nie tylko on był aktywny.Była też Allice...Moja przyjaciółka,która została w Polsce.Kliknęłam natychmiast słuchawkę.
-Emily?-jej głos był tak samo słodki jak zawsze,pełen miodu i tego co najsłodsze
~Leo~
~Następnego dnia~
Tym razem usnąłem i nie obudziłem się ani razu w ciągu nocy.To było niewątpliwie dziwne.Cóż...ale Alex przynajmniej nie będzie się martwić.Uśmiechnąłem się sam do siebie.Charlie i nasze mamy oraz dziewczyn były już na nogach.Niewątpliwie ja tez musiałem wstać,bo zaraz będziemy jechać na lotnisko.Przebrałem się szybko i wyszedłem z pokoju.Na korytarzu siedziała Emily i zastanawiała się czy wejść do windy.Trzymała dwie walizki.Wziąłem od niej jedną.
-Winda nie gryzie.-uśmiechnąłem się lekko
-Wiem,ale zastanawiam się czy jednak nie potrafi gryźć.-roześmiała się,miała zapłakane oczy.
-Wszystko w porządku?-zapytałem wchodząc do windy,blondynka zaraz dołączyła do mnie
-Tak,a czemu pytasz?-stała w bezruchu,tak jak bym spytał o nie wiadomo co.Ja tylko spytałem czy się trzyma,a to wygląda tak jak bym ją spytał czy całowała się z Charlsem.
-Hmm...upewniam się czy wszystko okej Księzniczko.-odpowiedziałem bez namysłu-Masz podpuchnięte oczy.-ugryzłem się po tym w język.Devries ty idioto!
-Zapewniam cię ,że nie mam żadnych problemów.-odpowiedziała w miarę spokojnie.-Dziękuję Miś.-przytuliła mnie mocno,odwzajemniłem uścisk.
~Chloe~
~Kilka godzin później~
Charls i Emi unikają siebie.Coś się stało....tylko nie wiem co....Właściwie wydaje mi się ,że wszyscy kryją to co się stało za moimi plecami.Byliśmy już od godziny w samolocie.Nałożyłam słuchawki na uszy.Musiałam się wyciszyć i zastanowić co tak naprawdę Charls czuje do mojej przyjaciółki.Nie zachowują się jak przyjaciele,tylko tak jak by byli kimś ważniejszym dla siebie.Hmmm...a może tylko mi się tak wydaje,a prawda jest inna? Ehhh...przez to wszystko głowa mnie boli.
Mimo moich złych przypuszczeń lot trwał przyjemnie.Tylko,że....Charls cały czas odwracał się do Emi.....Zazdrość? Tak,najbardziej...byłam bardzo zazdrosna o niego.Nie chcę go stracić.Już raz straciłam i nie chcę powtórki.
~Emily~
Odkąd widzę dzisiaj Chloe i Charlsa to ani razu nie przyłapałam ich na trzymaniu się za rękę czy całowaniu.Dziwne? Tak.Coś sie dzieje.Najchętniej pogadała bym teraz z Charlsem i omówiła to,ale ten cholerny strach...mi nie daje spokoju...
Podczas lotu blondyn niezliczenie wiele sie do mnie odwracał.Ciągle starał się utrzymywać kontakt wzrokowy i mówić .Heh...przypomniało mi się to jego zacięte komentowanie w kinie.Zaśmiałam się do siebie.Holly postanowiła wymienić się z nim miejscami.Znowu musiałam założyć maskę.Lubię to robić,tylko tak nikt nie dowie się o wewnętrznym ja.Co do Holly...polubiłam ją nawet.Nie jest aż taka zła jak myślałam,na poczatku była trochę wścibska i przyczepiała się,al.e teraz jak spojrzeć na to z innej strony to nie może być aż taka zła.
-Emi czemu udajesz kogoś innego?-jego pytanie spiorunowało mnie,osłupiałam zastanawiając się nad doborem słów.
-Przecież....nikogo nie udaję.-zacięłam się w połowie zdania,jednak szybko dokończyłam.
-Właśnie widzę.-zamyślił się nieco-Czemu ciągle mnie okłamujesz?-wznowił pytanie
-Nie okłamuję cię !-prawie krzyknęłam.Alex i Leo spojrzeli się na nas zdziwieni.Odwróciłam się w stronę okna i nałożyłam kaptur na głowę.Postanowiłam,że pójdę spać
.Nie chcę teraz z nim się o to kłócić.Po jakiejś godzinie wybudził mnie.Byłam zła,że odkrył moje zamiary.Otrząsnęłam się jednak i postanowiłam udawać normalną.Bez słowa wyszłam z samolotu zresztą zabierając nasze bagaże.Znaczy ja wzięłam swój,a reszta zajęła się swoimi.Rozdzieliliśmy się z chłopakami i Holly.My z Chloe i naszymi mamami pojechałyśmy do kolejnego hotelu,który musze widzieć w tym tygodniu.Tym razem budynek zachęcał mnie do wejścia,a nie jak tamte,które wyróżniały się tym,że były zbyt luksusowe nie lubiłam takich.Denerwowały mnie....Ale ten...był idealny.Przytulny i nie za bardzo naćkany tak jak na większości budynków,wszędzie miliony okien jakieś pierdoły itp.A ten był innny...Byliśmy w Krakowie,to był chyba ostatni przystanek na tej trasie koncertowej,a reszta raczej jest na miejscu w Angli i Walii.Gdy byłyśmy już rozdzieleni w pokojach postanowiłam się przebrać.To mi dobrze zrobi.Chwyciłam z walizki nie wiadomo którą część ubrań i wbiegłam do łazienki.Nie siedziałam w niej długo.Po prostu nie potrzebowałam dzisiaj aż tyle czasu co zawsze.
Pomimo zapłakanych oczu wyglądałam nierealnie dobrze.Trzeba na tym skorzystać.Wysiliłam się na uśmiech do mojego odbicia.Widziałam tą maskę.Za nią był smutek i rozpacz.Dziewczyna,która sama nie wiedziała co chce,ale wiedziała jedno.Chciała być kochana,a nie sama przy tym cierpieć oddając swoje uczucia.Wyszłam z toalety.Wszyscy spali oprócz Chloe.
-Emily?-odwróciła się momentalnie w moją stronę
-Hmmm?-spojrzałam na nią pytająco
-Co się dzieje pomiędzy tobą,a Charlsem?-była skrępowana zadając mi to pytanie,wysiliłam sie na ten znany sztuczny uśmiech
-Nic,my się tylko przyjaźnimy.-ledwie przeszło mi to przez gardło,dziewczyna zauważyła to
-Przecież widzę,że mnie okłamujesz.-do jej oczu napłynęły łzy,nie wiedziałam co zrobić,jak zareagować
-Chloe ja....nie chcę sie mieszać w wasze sprawy.Naprawdę.Nie chcę wam niczego psuć.-tłumaczyłam sie bezsensownie
-Co się stało?-powtórzyła pytanie
-Charls....no bo on....mnie ...pocałował.-łzy spływały jej jak nigdy,mi tym bardziej..Nie mogę tak żyć! Nie chcę nic nikomu schrzaniać,ale prędzej czy później i tak sprawa by się wyjaśniła.Położyłam się zapłakana na łóżku,Chloe gdzieś wyszła.
~Alex~
Obudziłam się o 13.No to sobie pospałam.Chloe i Holly dawno nie było w pokoju.Koncert miał być już za godzinę.Emi leżała bezwładnie na kanapie.Podeszłam do niej i próbowałam obudzić.
-Emi wstawaj! Za godzinę koncert.-męczyłam ją dopóki nie otworzyła oczu
-Nigdzie nie idę....-wyszeptała i odwróciła się w drugą stronę
-Emily nie wydurniaj się i wstawaj!-podniosłam ton głosu.Dziewczyna nic sobie z tego nie robiła.Była bez życia.Kompletnie tak jak bym mówiła do słupa
-Nie chcę....-wyszeptała.Miała czerwone oczy.Znowu płakała.
-Emi...-zatkałam sobie usta-Co się stało?-zapytałam kucając przy niej
-Nic! Chcę świętego spokoju!-oburzyła się i zakryła kołdrą.Wyszłam z pokoju.Cóż.Nie będę jej do niczego zmuszać.Tylko przykro mi,że jestem jej przyjaciółką i praktycznie nic nie mogę od niej wyciągnąć.Weszłam do windy,zdaję sobię sprawę,że zaraz będę w niej panikować,ale okej.Trzeba przezwyciężyć swój strach.Jednak zanim mechaniczne drzwi się zamknęły wbiegł brunet.Złapał mnie w tallii i uniósł do góry.
-Witaj Księżniczko.-pocałował mnie delikatnie w usta
-Hej Leoś.-powiedziałam wtulając się w chłopaka
-A gdzie Emi?-zapytał zdziwiony
-Chyba źle się czuje i nie ma siły się ruszyć.-westchnęłam spuszczając wzrok,złapał mój podbródek i znowu "kazał" patrzeć sobie w oczy.Zbliżył się do mnie.
-Nie przejmuj się.-i pocałował delikatnie
~Charls~
Leo leciał jak na skrzydłach do tej windy.Zaśmiałem się pod nosem i poszedłem do pokoju dziewczyn.Zastałem tam tylko Emi,która leżała w bezruchu na kanapie.Wpatrywała się w podłogę.Była bez życia.Pokłóciłem się pół godziny temu z Chloe.Hmmm...może to o to chodziło.Usiadłem obok niej.Blondynka nie podniosła wzroku.Tak jak by była zahipnotyzowana w tej podłodze.
-Emi...-nim cokolwiek powiedziałem przerwała mi
-Proszę....nie chcę tego słuchać.Wiem,że schrzaniłam wasz związek,więc wyjdź i nie wypominaj mi tego!-mruknęła.Nadal nie odważyła się podnieść wzroku.Łzy skapywały na podłogę.Co ja zrobiłem....Byłem głupi....gdy by nie doszło do tego cholernego pocałunku to to nie odbiło by się tak na niej.
-Przepraszam,że cię w to wszystko wmieszałem.-szepnąłem i pocałowałem ją w policzek.Zacisnęła rękę i zamknęła oczy.Walczyła ze sobą.Widzę to,nie będę ukrywać.-Proszę zdejmij maskę z twarzy,chcę widzieć prawdziwą Ciebie.
Otworzyła oczy,były czerwone od płaczu.Podniosła wzrok.Patrzyła mi się w oczy,nadal bez życia. -Proszę.-powtórzyłem.-tym razem to mi się zaszkliły oczy.
-A ja cię proszę żebyś już szedł,bo się spóźnisz na m&g.-mruknęła i odwróciła się w drugą stronę
Zacisnąłem pięść i wyszedłem z pokoju.Byłem zły na siebie.To wszystko przeze mnie.
~Chloe~
Okropnie się z tym wszystkim czułam,pokłóciłam się na dobre z Charlsem.Odechciewało mi się żyć.Na koncercie cały czas trzymałam za rękę Holly.
Charls nawet nie odważył się spojrzeć na mnie ani razu.Bolało...Leo za to był w jak najlepszym stanie.Bambinos obserwowały ich jak jakiś obrazek.Ciekawe jakie to uczucie.Nagle Charls złapał mikrofon i spojrzał się gdzieś w dal.Ten koncert był transmitowany do telewizji.Co on wyprawia?
-Chciał bym przeprosić pewną Bambinos.Wiem,że ją zraniłem.Nie ma jej tutaj z nami,ale wiem,ze na pewno bardzo cierpi.Przepraszam.-powiedział smutno
Nie patrzył się na mnie....nie chodziło mu o mnie,a więc? O Emi....
~Emily~
Włączyłam telewizję.Akurat było na przestawione na ten kanał na którym był relacjonowany koncert na żywo.
-Chciał bym przeprosić pewną Bambinos.Wiem,że ją zraniłem.Nie ma jej
tutaj z nami,ale wiem,ze na pewno bardzo cierpi.Przepraszam.-łzy stanęły mi w oczach.zatkałam usta i ponownie zamknęłam oczy.Potrzebuję ciszy i spokoju....
-------------------------------------------------- Hej Lale ;* Tak wiem,rozdział nie jest z jakąś specjalną akcją,ale staram się by zawierał też morał,że nie warto ukrywać prawdziwą siebie,bo to tylko pogorsza sprawę.Dziękuje wam wszystkim za te ok.700 wyświetleń <3 Jesteście wspaniali.Chciała bym tylko byście komentowali :) każdy komentarz jest motywacją dla mnie.Dzięki nim,wiem,że ktoś będzie czytał moje "wypociny".Dziękuję <3 Jeśli ktoś chce się ze mną skontaktować to proszę pisać na alexx365@wp.pl .Na pewno odpiszę. Buźka Alex ;*