niedziela, 31 stycznia 2016

#17."Help me"

(piosenka DS2,siostry Leo i jej przyjaciółki)




Leo:
Obudziłem się w gabinecie higienistki.Rozejrzałem się po pomieszczeniu.Nikogo nie było oprócz mnie.Było pusto.Usiadłem i mierzyłem wzrokiem drzwi czekając aż ktoś je otworzy.Nie myliłem się,zaraz do pomieszczenia wparowała szkolna "pielęgniarka" z jakąś uczennicą,która miała silny krwotok z nosa.Rozpoznałem ją.To była ta nowa koleżanka Emily.Usiadła we wskazanym miejscu przez P.Beth (czyt. Bef) i patrzyła się ślepo w ziemię.Położyłem się ponownie i przymknąłem oczy.Ten strach,który we mnie tkwi znowu narasta.Nie mam siły.
Alex:
Trzy....dwa....jeden.....Nareszcie...ufff.Dzwonek podczas ostatniej lekcji.Leo był w "śpiączce" już z dwa dni.Znaczy budził się,ale nie rozmawiał tylko ciągle mrużył oczy i znowu usypiał i tak w kółko.Co przerwę siedziałam w gabinecie lekarki i czekałam na to aż otworzy oczy.Wybiegłam z sali jak jakaś głupia i skierowałam się w stronę higienistki.Stanęłam przy drzwiach i zapukałam trzy razy.Zaraz pojawiła się czerwono-włosa (odcień ciemnego rudego) kobieta.Uśmiechnęła się do mnie łagodnie i zachęciła ręką do wejścia.Odwzajemniłam uśmiech i weszłam do sali.Leo chyba nadal się nie obudził,bo leżał w bezruchu z zamkniętymi oczami marszcząc czoło.Ja tak mam kiedy śni mi się coś strasznego.Usiadłam koło niego i dotknęłam jego ciepłego policzka.Jeszcze nigdy nie był taki ciepły.Nagle jego oczy zaczynały się powoli otwierać.
-Leo...-szepnęłam cicho.Zostałam z nim sama,bo pielęgniarka gdzieś poszła.Panowała okropna cisza,ale wreszcie...otworzył oczy.To dobry znak.Jego wzrok nie wyrażał żadnych uczuć.
-Już jestem przy tobie Księżniczko.-odpowiedział niepewnym głosem.Był strasznie ospały,wystraszony.Już nie mam pomysłu jak mu pomóc.Boję się,że coś może mu się stać.
-Leo c-co się stało.-głos mi się na chwilę załamał.Spuściłam wzrok na podłogę.Chłopak usiadł i podrapał się po karku.Nie wiedział co odpowiedzieć-Leo...proszę powiedz mi....czy to przez Matt'a?-zapytałam niepewnie.Chłopak pokiwał głową.-Leo...on nie może ci nic zrobić,rozumiesz? To tylko niewyżyte dziecko,a ty masz wszystko.On nic.-uśmiechnęłam się.Brunet przytulił mnie mocno i pocałował w policzek.
-Zawsze potrafisz mi poprawić humor.-powiedział,a jego kącik ust delikatnie uniósł się.
-Czym ci tak poprawiam humor?-zapytałam kpiąco
-Tym,że jesteś.-powiedział już dużo pewniej,ale zaraz jego mina spoważniała.Skierował swój wzrok na kostkę.
-Czy z twoją kostką wszystko w porządku?-posmutniałam trochę
-Tak,źle stanąłem.Jutro nie powinna mnie już boleć,a to wszystko...to ze strachu.-usmiechnął się do siebie
-Leo,nie możesz się bać,rozumiesz?-przewróciłam teatralnie oczami
-Wiem,przepraszam.-powoli wstał i wyprostował się.Podszedł kulejąc do stolika,na którym stała szklanka z wodą.Sięgnął po nią.
-Czemu nie powiedziałeś? Przyniosła bym ci tą szklankę.-złożyłam rękę na rękę
-Próbuję rozchodzić tą nogę,ciągłe wyręczanie mnie w niczym nie pomoże.
Emily:
Ostatnia lekcja,nareszcie.Grałyśmy w siatkówkę.Nigdy nie zachęcał mnie ten sport jakoś specjalnie do siebie,ale szczerze polubiłam go.Z moją klasą fajnie się grało.Tylko jedynie Matt i jego głupi koledzy wybijali piłkę w nauczycielkę.Idioci.Niestety Zoey dostała od niego mocno w nos i przez to leciała jej krew,a mi nie pozwolono opuścić zajęć by pomóc jej dojść do higienistki.Gdy była zmiana postanowiłam zejść.Chciałam już się przebrać i móc zobaczyć co z moją przyjaciółką.Usiadłam na chwilę na ławce wiążąc sznurówki od moich butów,które ciągle się rozwiązywały.Po chwili dosiadł się do mnie Thomson.Uniosłam wzrok ku niemu.Uniósł jeden kącik ust.
-Odsuń się ode mnie.-przesunęłam się w prawą stronę ławki z dala od niego
-Co takiego zrobiłem?-zapytał zdziwiony.
-Co takiego zrobiłeś Leo? To jest powód.-mruknęłam i podniosłam się kierując w stronę szatni,złapał mnie za nadgarstek nie pozwalając dalej iść.-Czego ty ode mnie do cholery chcesz?-krzyknęłam z pretensjami
-Albo przestaniesz się kolegować z Devries'em i tą jego bandą albo ta twoja buźka nie będzie już taka ładna.-pogładził mój policzek,przyłożyłam mu natychmiast w tą rękę
-Wal się.Ja nie mam zamiaru przestawać się z nim przyjaźnić.Lecz się człowieku! Jak mnie wkurzysz to pójdę do dyrektorki i wszystko jej powiem!-uniosłam głos
-Cii..bo nas ktoś usłyszy.-zatkał mi usta swoją ręką,próbowałam mu przyłożyć z liścia,ale był silniejszy.Obrócił mnie tak mocno,że aż ugięłam się w pół z bólu-Nadal masz ochotę pójść do dyrektorki?-zapytał pewny siebie odsłaniając mi usta.Spojrzałam się na niego i uciekłam do łazienki zamykając sie w jednej z kabin.Myśl Emi....myśl...
Charlie:
~Kilka godzin później~
Siedziałem u Leondre.Nadal był jakiś dziwny.Nie chciał gadać o tym co się stało.To dziwne.Zawsze mówiliśmy sobie co i jak.Ale dzisiaj....ehhh sam już nie wiem.
-Leo?-spojrzałem na niego,chłopak spuścił wzrok
-Jeśli masz zamiar spytać mnie o to co się dokładnie działo to lepiej nie pytaj.-odparł-Idziemy do skate parku?-szybko dodał
-Ehhh....jak tam chcesz,możemy pójść.-powiedziałem zrezygnowany-bierzemy ze sobą dziewczyny?-zaproponowałem po chwili
-Oki,to ty idź po nie,a ja zadzwonię do mamy na chwilę.-wyjął telefon,a ja posłusznie wyszedłem na zewnątrz kierując się w stronę domu naprzeciwko rodziny Devries'ów.Zapukałem ostrożnie czekając na znajome twarze.Jednak usłyszałem zza domu piski Alex.Szybko pobiegłem w tamtą stronę i oberwałem.....wodą z węża ogrodowego.Emi biegała jak głupia z wężem i lała wodą blondynkę.No tak,czego mogłem się spodziewać po dwóch wariatkach.

-Ej,co wy wyprawiacie?-krzyknąłem mokry ledwie dusząc się ze śmiechu
-Alex mi nie chciała oddać mojej książki,jakaś kara musiała być.-zachichotała Emi
-Idziecie z nami do skate parku?-zapytałem wyłączając źródło wody
-Ej,zepsułeś mi zabawę.-mruknęła blondynka
-Tak idziemy.-odpowiedziała szybko Mała
Emi:
Pierwsze piętnaście minut w parku biegaliśmy jak kompletni idioci.Charls ciągle brał mnie na ręce i nie chciał puścić.Aww....to takie słodkie uczucie jak ktoś cię nosi na rękach i nie marudzi,że jesteś za ciężka.Miałam w podstawówce kolegę,co lubił mnie nosić na rękach,ale chodził i później marudził,że go ręce bolały i,że powinnam schudnąć.Nie lubiłam go.Był takim dziwnym cwaniaczkiem co miał ściągę na każdy test ,a nie chciał się podzielić.Leondre wreszcie się wyluzował.No i dobrze.Alex już nie miała pomysłu jak go odciągnąć myślami od tego złego.Postanowiłam,że pójdę do pobliskiej toalety.
-Alex ja idę do toal...
-Ja też.-powiedziała nie dając mi dokończyć-Chłopaki idziemy na chwilę do sklepu.-skłamała śmiejąc się.Okej...popatrzyli się na nas jak na idiotki,ale tak to wszystko pod kontrolą.Zaczęłam się uśmiać pod noseem.Zbliżałyśmy się do galerii handlowej.To już wiem o co chodziło Alex.Dobrze myśli jak na ten wiek.Zaraz zatrzymała się jak wryta.Spojrzałam na nią zdziwiona,ale zaraz rozumiałam o co chodzi.W naszą stronę szła banda Thomson'a.No to pięknie.Blondynka szukała wzrokiem dobrej kryjówki,ale za późno.Chłopak nas zauważył i automatycznie podbiegł.
-Hmmm.....a gdzie Devries i Lenehan? Nie są już z wami?-zakpił
-Kpisz sobie,nadal się przyjaźnimy.-powiedziałam chamsko,Alex była zbyt wystraszona by cokolwiek powiedzieć.
-Alex widzę,że wie,że nie powinna się odzywać.Dobrze mnie zrozumiałaś.-zaśmiał się pod nosem.Moja przyjaciółka nadal stała w bezruchu,ale zaraz się  odwróciła i uciekła.Cudownie....
~Następnego dnia w szkole~
Alex:

Szłam z Rose rozmawiając o wszystkim i o niczym.

Wczoraj musiałam dużo naściemniać Leo o tym,że te łzy co miałam w oczach to nic nadzwyczajnego.Mam tego dosyć...udawania,że wszystko w porządku.Matt był okropnym człowiekiem.Nie dziwię się dlaczego Leo jest gotowy poświęcić wszystko by ten dał mu spokój.
-Wiesz Alex nie pogniewasz się,ale...mam teraz zajęcia karate i muszę nadrobić ostatnią nieobecność.-powiedziała skrępowana brunetka
-Spoko,nie przejmuj się mną.Pójdę do Abby i Julie.-uśmiechnęłam się łagodnie
-Dzięki.-odparła i mnie mocno przytuliła.Odwzajemniłam uścisk.
-No,a teraz leć,bo pewnie Sebastian na ciebie czeka.-ponagliłam ją
-Dobrze mamo.-zachichotała odchodząc.Odwróciłam się w stronę sali gimnastycznej,gdy ktoś mi zakrył oczy.
-Leo?-zapytałam śmiejąc się
-Nie.-odparł lodowaty głos zakrywając mi usta.Próbowałam krzyczeć,ale napastnik był silniejszy.Nic nie widziałam.Wiem tylko,że dostałam porzadnie w głowę.Gdy się obudziłam,raziło mnie bardzo jasne światło.Byłam przywiązana do krzesła.Miałam na ustach jakąś szmatę.Było pusto i cicho.Stawiam na piwnicę szkolną.Zaczęłam szarpać się próbując odluzować nieco sznur,który wżynał mi się w skórę.Jednak to nie przyniosło oczekiwanych skutków.Postanowiłam zostać w bezruchu nie mając siły dalej się szarpać z tymi zabezpieczeniami.Po chwili ktoś wszedł.Był to nie kto inny jak....Matt.
-Obudziłaś się.-zaśmiał się szyderczo,a ja próbowałam krzyczeć chociaż wiedziałam,że to nic nie da
Leo:
Matematyka dłużyła się w nieskończoność.Rose była na zajęciach karate,a Alex nie było.Martwiłem się,bo zazwyczaj nie opuszczała zajęć,a nawet jak miała to nauczycielka przy wyczytaniu listy zawsze mówiła kto był zwolniony z jakiejś godziny.Pistacja siedziała z Willem przede mną.Kopnąłem delikatnie jej krzesło.Odwróciła się szybko.
-Gdzie Alex?-zapytałem szeptem
-Nie mam pojęcia,Rose też pewnie nie.-powiedziała zdziwiona moim pytaniem.Odwróciłem się do Sebastiana i Julie.
-Widzieliście gdzieś Alex przed lekcją?-wznowiłem pytanie
-Ja nie.-odparł Seba drapiąc się po karku
-Nic mi o jej nieobecności nie wiadomo.-odparła blondynka
Świetnie...jeszcze bardziej się boję.Podniosłem rękę.
-Tak Leo?-zapytała nauczycielka poprawiając okulary
-Jakoś źle się czuję,mogę iść do higienistki?-spytałem udając zamulonego
-Pewnie Leo,proszę idź.-wskazała mi drzwi,no kurcze jak bym nigdy drzwi nie widział do wyjścia...te nasze nauczycielki to kompletne bezmózgi...Dokuśtykałem do drzwi i wyszedłem za nie.Na korytarzu było bardzo cicho.Postanowiłem zajrzeć do klasy Emi.
-O witaj Leo,coś chciałeś?-zapytał Pan Cramp (nauczyciel geografii)
-Pani Lee (nauczycielka matematyki) kazała mi sprawdzić czy jej syn nie ma lekcji w tej sali.-zacząłem szybko zmyślać.Rozejrzałem się po sali.Jedno miejsce było puste.Dokładnie koło Luck'a.Nie było tylko jego na lekcji.... nijakiego Matt'a Thomson'a.-Ale widzę,że to nie ta klasa.-wysiliłem się na uśmiech-Przepraszam,do widzenia.-zamknąłem drzwi i postanowiłem przejść przez całą szkołę.Zostało mi jeszcze 20 minut do końca matematyki.Czyli niewiele.Tworzyłęm w głowie już najgorsze scenariusze.Zajrzałem do sali komputerowej.Nikt w niej nie miał lekcji.Tak samo w chemicznej,jedynie w fizycznej miały jakieś młodsze klasy.Przemknąłem się do magazynku na sali gimnastycznej-też pusto.Tak samo w kantorku woźnych.Nie mam do tego głowy,ale nie sprawdziłem jeszcze jednego miejsca.....piwnicy szkolnej.Ale czy to możliwe by tam się chować? Jednak to nie daje mi spokoju żeby tam nie zajrzećOtworzyłem drzwi.Było zapalone światło.Czyli ktoś tam był.Nie ważne ,że mogę mieć przez to problemy.Zszedłem po stromych schodach.Na środku siedziała moja Księżniczka przykuta do krzesła.Siedziała w bezruchu z zamkniętymi oczami.
-Alex!-podbiegłem do niej próbując wybudzić z "drzemki".Gdy blondynka otworzyła oczy ulżyło mi.Miała je czerwone od płaczu.Co ten idiota jej zrobił? Zacząłem ją odwiązywać,jednak dziewczyna miotała się i próbowała coś powiedzieć,zdjąłem chustę z jej ust.
-Leo uważaj za tobą!-krzyczała ochrypniętym głosem.Automatycznie odwróciłem się.Stał za mną trzymając jakiś kij.
-Ty jesteś jakiś nienormalny?!-krzyknąłem na niego.Po raz pierwszy podniosłem na niego głos.
-Widzę,że chcesz oberwać Devries.-zakpił mierząc się do uderzenia.Wyrwałem mu ten cholerny kij i złamałem na pół.
-A ja widzę,ze to właśnie ty chcesz oberwać.-mruknąłem
-Albo porzucisz swoją nędzną karierę albo buźka tej młodej nie będzie już taka ładna.-ten śmiech zabierał moją pewność siebie,ale nie mogę dać mu wygrać
-Leo zostaw mnie.Fani i to wszystko ...wiem ile oni dla ciebie znaczą.-Alex ledwie powiedziała cokolwiek
-Chyba kpisz myśląc ,że rzucę to wszystko? -uniosłem jedną brew-Dzisiaj za szkołą o 15 tchórzu.-warknąłem.Nie mam zamiaru więcej chodzić i przez niego lękać się czego kolwiek.
-Oooo Devries widzę,że zrobiłeś się jeszcze większym idiotą niż rok temu.-nadal drwił-Zmiażdżę cię rozumiesz.-wytykał mi palcami,a potem wyszedł.Odwiązałem blondynkę z uwięzi.Rzuciła mi się w ramiona z płaczem.
-Leo nie rób tego.-wychlipiała
-Robię to dla twojego dobra.Nie chcę byś przeze mnie cierpiała.-powiedziałem stanowczo.Dziewczyna zaniosła się jeszcze większym płaczem.

piątek, 22 stycznia 2016

#16."Każdy się czegoś boi"


~Leo~
~Kilka godzin temu~
Wszyscy dobrze się bawili.Jedynie Alex....nie wyglądała na zadowoloną z wolnego wieczoru.Wiem,że teraz.Tak,właśnie w tej chwili nie okazuję jej żadnej czułości.Wtuliła się w moje ramię i usnęła.Przeglądałem co chwila telefon.Polskie Bambinos były wspaniałe.Stworzyły kolejną akcję.Tym razem przeciw przemocy w szkołach.Zastanawiam się czy udzielić się ku temu wydarzeniu,ale mój Polski był naprawdę kiepski.Hmmm....mam kolejne postanowienie.Tak.Nauczę się więcej Polskiego.Znam tylko kilka pojedynczych słów.Przydałoby nauczyć się więcej.Alex i Emi są Polkami,może mi pomogą?Zapytam je jutro o to.Moje niesłyszalne przemyślenia przerwało drżenie telefonu.Włączyłem wiadomości:
Nieznany:
Witaj Leoś ;) Jak minęły ci wakacje? Lepiej ciesz się każdą spokojną chwilą,bo w szkole jej nie zaznasz.Dopilnuję cię do tego byś rzucił swoją nędzną karierę i byś znowu wracał z siniakami do domu.Do zobaczenia wkrótce :) 
Matt
Nie wierzę w to co przeczytałem.Matt wrócił...był w zawieszeniu przez jakiś rok,w tym czasie rozwinąłem swój talent muzyczny i jest tak jak jest.Czyli jednym słowem mam wspaniałe życie.Kochającą dziewczynę,najlepszych fanów,przyjaciół,którzy mnie nie zostawią (chyba),kochających rodziców.Jest cudownie...ale przed tym był Matt...i banda jego umięśnionych i twardych jak skała kolegów.Codziennie bili mnie,wyzywali i zabierali pieniądze.Bolało...A myśl o tym,że powróci do mojego życia i znowu go zniszczy strasznie przygnębiała.Boję się,że będzie gnębił też moich przyjaciół.Nie chcę by przeze mnie ich życie tak się zrujnowało przez jednego człowieka tak jak moje.
~Alex~

Kiedy się obudziłam znowu go nie było przy mnie.Właściwie tylko ja spałam.Ziewnęłam cicho i przeciągnęłam się leniwie.Wstałam na nogi.Świetnie...usnęłam na podłodze.Nigdy mi się to nie zdarzyło,ale to co wczoraj mi opowiedział Leo całkowicie pogrążyło mnie w okropnym zmęczeniu.Martwię się o niego...znowu nie mógł usnąć.Ten tydzień muszę go odciągnąć myślami od tego wszystkiego.Niech spędzi te wakacje najlepiej jak się da,w końcu znając go będzie wracał do złych wspomnień,gdy tylko wrócimy do szkoły.Okryłam się jego bluzą,czy on mi czyta w myślach?Przewidział,że jak wstanę to nadal będzie mi zimno.Kochany...Tylko,gdy by nie smutał ciągle ach....
~Emily~
Cały dzień spędziłam świetnie w towarzystwie mojego chłopaka.Tak.Lubiłam mówić "Mój Chłopak".Właściwie kochałam to robić.Charlie był jak książe z bajki.Tylko najgorsze w tym wszystkim jest to,że będę musiała porozmawiać o tym z Chloe.Zdążyła już pewnie obrazić się na mnie....Coż...nie zawsze wszystko idzie po własnej myśli.Pogrążona w myślach robiłam tosty dla wszystkich.Charls wyszedł z Leondre na zewnątrz,bo chcieli o czymś porozmawiać,a Alex jeszcze spała.A ja? A ja robię te głupie tosty i ziewam nad nimi.Co prawda przespałam 8 godzin może i więcej,ale nadal odczuwałam silną potrzebę snu.Nagle ktoś mnie złapał od tyłu.Podskoczyłam w miejscu i szybko odwróciłam się.Chłopak natychmiast złączył nasze wargi.
~Półtora tygodnia później~
~Alex~

Dzisiaj pierwszy dzień w szkole...no nie licząc wczorajszej akademi,na której Leo był już bardzo spięty,ale na szczęście nie spotkał oprawców.Martwię się o niego.Jedynie podczas sobotniego spaceru w parku.Wtedy wydawał się być spokojny.Był tym Leo co robił to co kochał-rapował.Nie robił tego już dla ucieczki od problemów tylko dla przyjemności i chciała bym żeby tak zostało.Jego teksty podobały mi się coraz bardziej.W każdym był jakiś przekaz.Nie wiedziałam,że w moim życiu spotkam kiedyś kogoś tak wrażliwego i to płci przeciwnej.Osoby tak otwartej i związanej w więzi.Ubrałam się najszybciej jak potrafiłam,nie chciałam się spóźnić już w pierwszy dzień szkoły.Uczesałam włosy i zrobiłam delikatny makijaż.Emi była już dawno  ogarnięta.Zazdroszczę jej takiego wczesnego wstawania.Trzeba mieć do tego głowę.Zeszłam do kuchni i zasiadłam do stołu,wszyscy już zajadali ciepłą zupę mleczną.Dołączyłam do nich.Miałam równe pięć minut.bo dokończyć spożywanie posiłku.Pani Karen (mama Charlsa) już pewnie czekała na nas przed domem w aucie.
~Emi~
Założyłam moje nowe buty,które specjalnie kupiłam sobie w środę na zakupach z moją mamą.Bardzo mi się spodobały,co mnie zdziwiło,bo miałam dość kapryśne nastawienie do sportowych butów.Ale tym razem było inaczej.Założyłam kurtkę i plecak.Zaraz z kuchni wybiegła Miśka i zrobiła dokładnie to samo co ja tylko,że nałożyła torbę na ramię.Wyszłyśmy zgodnie z mieszkania.Pani Karen już czekała na nas z chłopakami.Wsiadłyśmy do srebrnego auta i przywitałyśmy się ze swoimi Księciami.Brooke i Tilly (siostra Charlsa i s iostra Leo) miały za dobrze.Zaczynały lekcje dopiero za godzinę.Farciary.Nie znałam Tilly,jedynie z opowiadań Leondre.To było smutne,że przez rozwód rodziców rodzeństwo było rozdzielone i mogło jedynie porozmawiać przez kamerkę.Zaś Brooke znałam bardzo dobrze,za każdym razem,gdy przychodziłam do blondyna witała mnie wesołymi okrzykami.Była strasznie słodka.Zresztą jak jej brat.
~Alex~
Na całe szczęście nie spóźniłam się do szkoły.Mieliśmy z Leo jeszcze 20 minut do pierwszej lekcji.Usiedliśmy na ławce.Brunet założył kaptur,nałożył słuchawki na uszy i złapał mnie za rękę.Spinał się...i to bardzo.Co chwila kątek oka zerkał na wyświetlacz telefonu.Nie podobało mi się to.Tak cholernie martwię się o niego .Nim się spostrzegłam podbiegła do nas grupka dziewczyn,które wychwalały Leo za napisanie z Charlsem "143" i "Shining Star".Chłopak rozchmurzył się nieco i zdjął kaptur.Przywitał się z każdą z dziewczyn.Gdy skończyły go chwalić spojrzały się na mnie.Zaczęły mierzyć mnie wzrokiem od stóp do głów.
-A to...kto to jest?-zapytała niska piegowata brunetka,włosy miała związane w luźnego koka.
Miała na sobie strój na w-f.Widać,że była jedną ze sportsmenek.
-To jest Alex.Moja dziewczyna.-Leo uśmiechnął się sam do siebie.Złapał mnie mocniej za rękę.Jeśli to pomaga mu zachować pewność siebie to niech ściska mi tą dłoń do końca świata i niech jej nie puszcza.
-Jej jakie masz śliczne włosy.-zaczęły komentować.Nie ukrywam...Poczułam się niezręcznie w tej sytuacji...
~Emily~
Pierwsza lekcja okazała się być matematyką.Pięknie...Nie na widziłam tego przedmiotu.Moja nowa klasa wydawała się być w porządku,ale bez Charlsa trudno było mi się zakolegować z kim kolwiek.Chloe mierzyła mnie wzrokiem z ostatniej ławki.To było okropne uczucie czuć sie obserwowaną.Moja klasa była dziwnie zresztą tak jak zawsze pogrupowana na plastiki,dziwaki,sportsmenów,muzyko znawców i imprezowiczów.Szczerze?Nie zapowiadało się ciekawie.Wcale mi się to nie podobało.Usiadłam do ławki z jednym z plastików.Mogłam tego się spodziewać...przeszywała mnie wzrokiem sprawiając,że nie mogłam się skupić na lekcji.Gdy usłyszałam dzwonek odetchnęłam z ulgą.To był jakiś koszmar....Wychodząc z klasy ktoś mnie zaczepił.Odwróciłam się .Była to mojego wzrostu dziewczyna o kasztanowatych włosach i zielonych oczach.Uśmiechnęła się niepewnie.

-Hej.Jestem Zoey.A ty jesteś?-zachwiała sie nieco na nogach.Nie dziwię się,bo była strasznie chuda jak anorektyczka,a na buzi była jak słodka,mała dziewczynka.Wlosy miała spięte w krótki koński ogon.
-Emily-szybko wyciągnęłam rękę w jej stronę.-ale dla przyjaciół Emi.-uśmiechnęłam się łagodnie
-Możemy się zaprzy...
-No pewnie.-przerwałam jej szybko i pociągnęłam w stronę stołówki.Byłam bardzo głodna i...stęskniłam się za Charlsem.Niby godzina,ale i tak się stęskniłam.
~Alex~
Pierwszą mieliśmy biologię.Nudziłam się jak nigdy,ale mimo tych 45 minut lekcja upłynęła bardzo szybko.Szłam w stronę stołówki,Leo rozglądał się się w każdą stronę,obok nas szła jego paczka,z którą mnie zdążył już zapoznać.Była w niej nijaka Rose-brunetka nosząca dwa wysoki sięgające jej do  bioder.Miała zielone oczy i okulary w czerwonych oprawkach,była wzrostu Leo.

Julie-miała włosy w kolorze mysiego blondu,były krótkie,proste i rozpuszczone.Bardzo mi się spodobały jej błękitne oczy-były jak u aniołka.Była dość wysoka i szczupła.

Abby-czyli krótko mówiąc szalona optymistka o długich,kręconych,blond włosach.Była średniego wzrostu.Wszyscy mówili na nią Pistacja.Na początku nie wiedziałam o co chodzi,ale jak zobaczyłam ile je pistacji to już wiedziałam.To było coś takiego jak moja miłość do truskawek.Kochałam je jeść i tyle.
Will-brunet o zielonych oczach.Wysoki i elegancko wystrojony.Miał prostą opadającą na czoło grzywkę.Był bardzo miły i widać było,że był chłopakiem traktującym każdego z szacunkiem.


Sebastian-średniego wzrostu blondyn o brązowych oczach z grzywką postawioną na żel.Miał identyczny styl jak Leondre,ale jedno go odróżniało.Było to jego podejście do życia.Był osobą,która paliła i był kimś w rodzaju Bad Boy'a.Miał kolczyk w brwi i w wardze.Nie liczył się z żadnym zdaniem,nie należał do osób wrażliwych.Prędzej do pewnych siebie.

Bardzo ich polubiłam,ale najbardziej przekonały mnie do siebie Rose i Abby.Były szczere i mówiły otwarcie to co myślą.Spodobało mi się to.Gdy weszliśmy do stołówki była masa wygłodniałych uczniów,każdy wyglądał zupełnie inaczej.Przy jednym ze stolików zobaczyłam Emi i jakąś bardzo chudą szatynkę.Pomachałam jej,blondynka natychmiast odmachała.Usiedliśmy przy ostatnim stoliku.Zaczęliśmy rozmaiwać o meczu piłki nożnej dzisiejszego dnia,w którym mieli brać udział Leondre i Sebastian.Will niestety miał w tym czasie kółko teatralne z Julie.Pasowali do siebie.Ona taka skromna kochająca sztukę,a on taki elegancki popierający jej pasję.Czułam na sobie czyiś wzrok.Zignorowałam to nieprzyjemne uczucie i wysiliłam się na uśmiech.
-Ja chyba pójdę do łazienki,zaraz wracam.-zawiadomiłam ekipę.Rose przyglądała mi się zdziwiona.
-Trafisz? Bo jak coś to..-zaczął brunet
-Tak,nie martw się o to.-odpowiedziałam dając mu buziaka w policzek
Skierowałam się do wyjścia,gdy ktoś mnie złapał za nadgarstek.Automatycznie odwróciłam się spodziewając się,że to był mój chłopak.Jednak myliłam się,bo był to nieco wyższy od niego brunet o zielonych oczach.
-Znamy się ?-zapytałam wystraszona nieco sytuacją
-Nie,Ale możemy się poznać.-uśmiechnął się szarmancko-Jestem Matt.-wyciągnął do mnie rękę.To imię....to było imię jednego z oprawców Leo.Bałam się tego imienia jak ognia.
-A ja...
-Alex.Tak wiem.-przerwał mi,cofnęłam się wystraszona do tyłu
-Miło było,ale...musze już iść.-głos mi się załamał,odwróciłam się na pięcie i szłam spięta tak jak nigdy.
~Emily~
-To może opowiesz mi coś o sobie?-zapytała z nadzieją w głosie
-Jasne.-próbowałam wzmocnić jej pewność siebie uśmiechem,bo kasztano-włosa nie wyglądała na zbyt pewną siebie.-No to tak...przeprowadziłam się z Polski do Walii i to już będzie moje stałe miejsce zamieszkania.Mieszkam z moimi rodzicami oraz Alex i jej rodzicami.Alex to moja najlepsza przyjaciółka,znamy się z nią od pieluch.-uśmiechnęłam się do siebie-Podczas tych wakacji poznałam też Leondre i...-nagle blondynka przerwała mi
-Devries'a?-zapytała zdziwiona na co pokiwałam głową
-Jej dziewczyno...musisz być cudowną osobą!Leo nikomu nie ufa.Jest wrażliwy....i taaki słodki.-zaczęła skomleć tak jak częśto robiły to polskie Bambinos
-Nie myślałam o nim w ten sposób.-uśmiechnęłam się delikatnie.-poznałam też Charlsa.-zarumieniłam się momentalnie
-O bosze?! Chodzisz z nim?!-jeszcze nigdy nie widziałam tak ekscytującej się odoby
-Czytasz mi w myślach?-zachichotałam
-Raczej nie.-odparła
-Poznałam też Chloe i Becky,no i w sumie na razie tyle.-spuściłam wzrok
-Słabo trafiłaś.-dziewczyna spoważniała-Becky jest w miarę jak jest sama z tobą,ale Chloe....-zacięła się i sprawnie próbowała dobrać słowa-jest mściwą osobą,należy do tych laleczek,które mają na buzi kilo tapety.Uwiodła chyba każdego chłopaka z liceum.-zerknęła kątem oka na szatynkę,która siedziała nieco dalej z jakimś chłopakiem i Becky.
-Jej...szybka jest.-odchrząknęłam niepewnie
-Wile osób nabrało się na jej szczerość i prawdziwość.-kontynuuowała-Ale dobra ,nie obgadujmy innych i chodźmy już na w-f,a po lekcjach pójdziemy na mecz-pociągnęła mnie w stronę wyjścia
~Kilka godzin później~
Wyszłyśmy na boisko szkolne i usiadłyśmy na trybunach.Obok mnie zaraz pojawił się Charls i pocałował mnie czule w usta.Dwa rzędy przed nami siedziała Alex z jakąś brunetką ,blondynką i Mattem z mojej grupy....ale jak to możliwe,że ona już go poznała? Jest w zupełnie innej grupie.To źle wróży....Matt ciągle skłócał wszystkich i straszył młodszych uczniów.Chłopak uporczywie coś jej mówił.Wyglądała na przestraszoną.Jeśli ją straszy tak jak każdego ucznia...to mnie popamięta.
Starałam się nie zwracać na to uwagi,bo chłopak w końcu odpuścił i wrócił do swoich kolegów.Mecz się zaczął.Chłopaki z naszej szkoły świetnie grali w przeciwieństwie do szkoły z Brighing House (nazwa zmyślona).Leo kilka razy dał się wykiwać.Widać było,że nie mógł się skupić na grze
-To nie podobne do niego.-odezwał się blondyn
-Do Leo? Też mi się wydaje,że coś jest nie tak.-powiedziałam z przekonaniem przyglądając się grze
-Boi się.-wyszeptał.Spojrzałam na chłopaka mrużąc oczy.
-Nie rozumiem.-powiedziałam przygryzając wargę
-Niedawno przed końcem wakacji do Leo napisał jeden z oprawców,którym okazał sie być Matt Thomson..-przerwałam mu
-Matt?-zapytałam by się upewnić-Nie nawidzę go.Straszy wszystkich i gnębi.-dodałam szybko
-Wiem o tym,kiedyś ja nie umiałem mu się sprzeciwić,ale teraz jest dobrze.-uśmiechnął się niepewnie
-Dobrze,wracając do Leo...
-Napisał,ze zniszczy mu ponownie życie i Leo od tamtej wiadomości nie może się skupić na niczym.-westchnął ciężko.Nagle dało się usłyszeć burzliwe krzyki Thomsona.
-Co za chała! Devries nauczył byś się grać!-krzyczał
Wszyscy zwrócili na niego swój wzrok.Sędziowie również.
-I co się patrzycie?! Nie powiecie chyba,że nie mam racji?-warknął groźnie
Leondre słysząc obelgi na swój temat biegnąc z piłką przewrócił się kiwając się z jakimś chłopakiem.Złapał się mocno za nogę i długo nie wstawał.Gra została wstrzymana.Jeden z sędzi podbiegł do niego,a potem zebrał się niezły okrąg.Biedny...pewnie strach dał za wygraną.
~Leo~
Żyję chwilą.Tak cholernie boję się zrobić jakiegokolwiek błędu.Kilka razy prawie wywaliłem się grając,ale starałem się nie dać się strachu.Odwaga musi mi pomóc.Chociaż ten jeden cholerny raz! Sebastian podał mi piłkę,biegłem równo widząc przed sobą ją.Podbiegł do mnie jakiś chłopak i zacząłem go kiwac próbując pozbyć się go z drogi do bramki.Nagle usłyszałem ten przeszywający moją głowę głos Matta.Co prawda był słabo słyszalny,ale na tyle głośny bym usłyszał.Spanikowałem wewnętrznie i poniosłem się strachu.Nie panowałem nad emocjami i krzywo stanąłem wybijając piłkę tam gdzie nie trzeba.Przewróciłem się sycząc z bólu.Kotka bolała jak nigdy.Sędzia podbiegł,a potem....pamiętam tylko to,że widziałem Alex nad sobą,która panikowała jak nigdy.
--------------------------------------------
Hej Kochani! ;* 
Podobał wam się rozdział? Co prawda jest to takie wprowadzenie do życia szkolnego bohaterów,ale może wam się spodobać ta akcja i rutyna związana z szkolnymi problemami Leo i zbliżającymi się też innych bohaterów.Piszcie komentarze,one dużo dla mnie znaczą.Naprawdę :)
Komentarz=motywacja
Buśka Alex ;*
















piątek, 15 stycznia 2016

#15."Gdy się potkniesz,wstawaj i wracaj znowu do biegu!"

~Alex~
Minął tydzień odkąd wróciliśmy z trasy chłopaków.Emily nadal źle to wszystko odbierała.Czemu ona jest tak uparta? Zawsze miała ciężki charakter,ale bez przesady.Charls biegnie na każde jej zawołanie,a ona to zwyczajnie olewa.Jest godzina 14:45.Jak na tą godzinę to zawsze z Leo siedziałam w parku,ale tym razem siedzieliśmy u niego.Chłopak brzdąkał coś na gitarze,a ja przeglądałam telefon.Zastanawiałam się czy nie zadzwonić do Dominika.Tak...uważam,że to wszystko przez niego.Emi źle to odebrała i dlatego nie odsunęła blondyna kiedy ją pocałował.Czy tylko ja mam taką zrytą psychikę? Zaśmiałam się do siebie.Brunet podniósł na mnie wzrok i przestał grać.

-Co cię tak śmieszy?-zapytał unosząc jedną brew.
-Ty głuptasku.-zaśmiałam się ponownie,a chłopak przewrócił oczami.Zamyśliłam się przez chwilę.-Niedługo szkoła....-westchnęłam.tak dokładnie.Rozpoczęcie było za półtora tygodnia.
-Będziemy w tej samej klasie.-powiedział entuzjastycznie-Nic ci nie grozi.-dodał
-No tak,ale z tego co czytałam o waszej szkole to będziemy różnie pogrupowani.-mruknęłam
-Naprawdę? Boisz się o to?Będziemy cały czas razem,tylko możliwie nie na w-f lub Biologii.-tłumaczył-Nam się fartnęło,bo będziemy w pierwszej grupie,a Emily z Chloe i Becky w trzeciej grupie,a Charls w innej klasie.
-Hmmm...nie zrozum mnie źle Leo,ale bez Emily czuję się bezbronna.-wyjąkałam
-W mojej paczce są trzy dziewczyny,na pewno je polubisz.-uśmiechnął się delikatnie
-Hmmm...skoro tak mówisz to musi tak być.-odwzajemniłam uśmiech i włączyłam blokadę od mojego telefonu,wybrałam numer Emci i kliknęłam zieloną słuchawkę.
-Hallo?-usłyszałam ledwie słyszalny głos,który musiał należeć do mojej Miśki
-Emily nie możesz tak siedzieć w domu przez całe wakacje! Idziemy z tobą i Charlsem na polanę,czy tego chcesz czy nie.-powiedziałam pełna pozytywnej energi.Leoś znowu zaczął coś brzdąkać,a ja go uderzyłam w nogę.
-Ejjj!!-krzyknął,a ja sie zaśmiałam
-Widzę,że Leo już ma jakieś wąty,że rozmawiasz z kimś poza nim.-głos w słuchawce rozchmurzył się
-Nieee,przeszkadza mi w rozmowie.-zadrwiłam-Zaraz wyjdziemy do was.-powiedziałam i się rozłączyłam.Charls był powiadomiony wcześniej i zapewne już jeździł po drodze na deskorolce.Pociągnęłam Leo za rękę,a on prawie się wywalił.Moja kochana niezdara.Heh...
~Emily~
Wcale nie podobał mi się pomysł,długo unikałam Charlsa i nie chciałam go spotkać.Nie wybaczyłam sobie,że zniszczyłam ich związek.To wszystko moja wina.Byłam i nadal jestem głupia.Przeczesałam reką włosy i wyszłam z budynku.Usiadłam na chodniku.Blondyn jeździł sobie na deskorolce.Postanowiłam mu nie przerywać rozrywki i wgapiałam się w niego jak w obrazek.Wiem to trochę nie na miejscu,ale...nie mogłam oderwać od niego wzroku.Po chwili z mieszkania na przeciwko wybiegł Leo,a za nim Alex,która była cała potargana.Chłopak śmiał się,a dziewczyna tylko go ganiała.Tak...żyje w świecie wariatów.Zaśmiałam sie pod nosem..Alex ucieszyła się na mój widok.
Kto by się nie ucieszył? Nie wychodziłam w końcu z domu przez kilka dni.W końcu przestała gonić Devriesa i chciała podejść do mnie,ale chłopak przucił ją przez ramię i sam doszedł do mnie.
-Nie za bardzo dzisiaj wariujecie?-zapytałam uśmiechając się do chłopaka
-Emmm..raczej nie.-brunet wybuchł śmiechem
-Leooo puść mnie głupku!!-blondynka próbowała się wyrwać Leo z rąk,ale widać było,że nie miała w porównaniu do niego zadnych szans.
-Czekaj zastanowię się...nie.-powiedział nadal się śmiejąc
Wyglądali tak słodko,byli razem tak szczęśliwi.Chciała bym żeby ze mną i Charlsem tak było,ale to ja mu wszystko popsułam.O wilku mowa...właśnie podjęchał do nas na desce.Złapał ją i uśmiechnął się na powitanie.Świetnie? Nie...nie wyraziła bym tego w ten sposób.
-Heja wszystkim.-powiedział nie spuszczając wzroku ze mnie.
Wszyscy odpowiedzieli mu łącznie ze mną.Nie lubię jak ktoś mnie mierzy wzrokiem,ale czułam,że on właśnie to robi....Jechałam powoli na deskorolce.Leo prowadził,obok mnie jechała ledwie utrzymująca równowagę Alex,a obok bruneta ON.
~Alex~
Hmmmm....nie podobają mi się relacje między Charlsem i Emi,ale z Leosiem wykombinowaliśmy genialny plan.Nareszcie ruszył główką. Mój Misiaczek....awww...nie wierzę,że to wszystko tak się potoczyło.Ale my z Leo zajmiemy się tym,zostawimy ich specjalnie samych.Dokładnie to nie wiem gdzie jest ta spokojna polana,o której mówił Charls,ale zaraz się przekonamy.Szliśmy po nierównej piaskowej drodze,bo raczej ciężko by było poruszać się po niej na deskorolkach.

-Już jesteśmy.-powiedzieli chórem chłopcy,stanęliśmy na niewielkim pagórku.Wokół nas rozlegał się piękny krajobraz.W oddali były rysy jakiegoś miasteczka,którego nigdy nie widziałam na oczy.Uśmiechnęłam się i już miałam coś powiedzieć,gdy Leo i Charlie zepchnęli mnie i Emi z pagórka.Sturlałyśmy się z niego krzycząc jak głupie.Emi tak się zdenerwowała,że próbowała wejść z powrotem na pagórek i pokazać im jak się spycha,jednak nie udało jej się i wywaliła się na tyłek.Wszyscy wybuchli śmiechem.Świetnie się bawiliśmy w owej dolinie,było tam spokojnie.Żadnych fanek,ludzi,a przede wszystkim wścibskich dziennikarzy.Usiedliśmy pod jednym z drzew i gadaliśmy o wielu sprawach.
-Hmmm...Alex..musze ci coś koniecznie pokazać.-brunet mrugnął do mnie porozumiewawczo okiem i pociągnął za rękę.Czyli wprowadzamy nasz plan.Poszliśmy w nie wiadomo,którą stronę,ale później okazało się że poszliśmy do niewielkiego lasku w ich pobliżu.Spacerowaliśmy w niezręcznej ciszy.Próbowałam ją przerwac,ale Leo zatkał mi buzię.Oburzyłam się,co on znowu wymyśla?!
-Ciii,słyszysz?-zapytał mnie uśmiechając się słodko
Rzeczywiście...w oddali było słychać śmiech naszych blondasów.Aż sama się zaśmiałam na widok ganiającej się pary.
-Gorsi niż małe dzieci.-westchnęłam
-I kto to mówi?-zapytał chłopak uśmiechając się głupawo
-Też cię kocham.-powiedziałam i stanęłam na palcach by go pocałować,gdy chciałam się odsunąć chłopak uniósł mnie w talii i złączył nasze wargi.
~Emily~
Świetnie! Po prostu genialnie! Zostawili nas i to w dodatku samych.....ehh....nie mam siły.Co ja mam do niego powiedzieć? Co ja mam zrobić? Brzuch mnie ściskał od tego myślenia.Pięknie....
-Czemu się nie odzywasz?-blondyn uniósł jedną brew,wyglądało to przekomicznie
Przypomniała mi się scena z "Hopeful".Zaśmiałam się sama do siebie.


-I jeszcze się ze mnie śmiejesz...-mruknął
-Nie,Charls... to nie tak....-powiedziałam przygryzając wargę
-Emi,chciałem z tobą o czymś porozmawiać...-zaczął.Dobrze...teraz mnie przeraża.
-A więc...?-spojrzałam na niego pytająco
-Zerwałem z Chloe.-zaczął
-Co zrobiłeś?-nie dowierzałam w to co słyszę,to było jakieś chore....Przecież niedawno obydwoje chcieli do siebie wrócić,a teraz?
-Wiem,że postąpiłem w tym wypadku nie najlepiej,ale....uwierz zrobiłem to dla nas.-uśmiechnął się
-Chwila,chwila....jakich nas?-zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona
-Emi...-wstał i pomógł mi również wykonać tą samą czynność.Gdy również podniosłam się na nogi złapał mnie za ręce i patrzył się głęboko w oczy.-Ja....zakochałem się w tobie....na początku nie dostrzegałem tego,ale teraz jestem tego pewien.-pogładził mój policzek
-Charls....-jedna...dwie...trzy...nie wiem ile ale spłynęło ich bardzo dużo.To były łzy szczęścia.Jestem tego prawie,że pewna.-Ja też coś do ciebie czuję,ale ....boję się,że mnie zranisz...tak jak inni.-spuściłam wzrok.Otworzyłam się przed nim,straciłam szansę na normalną przyjaźń.Znowu wszystko pieprze....
Podniósł mój podbródek i przybliżył się znacznie.Już miał przybliżyć swoje wargi do moich.Zamknęłam oczy,ale po chwili je otworzyłam.Chłopak patrzył się na mnie wyczekująco,tak jak by czekał na pozwolenie.
-Możemy spróbować od nowa.-wyszeptałam i wreszcie mnie pocałował.Gdy oderwaliśmy się od siebie nadal gładził mój policzek.
-Dziękuję.-powiedział-Kocham Cię.
Te słowa były piękne....jeszcze nigdy nie myślałam,że moje serce wyskoczy,ale chyba do tego zmierzało,bo tętno nie zmniejszało się ani trochę.Czułam to....to rozrywające uczucie.
Usiedliśmy ponownie na pagórku i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym.Charlie nie zamierzał puścić mojej ręki.Był taki słodki...ach....Nagle wpadłam na genialny pomysł,zepchnęłam chłopaka z pagórka i zaczęłam się śmiać jak głupia skacząc jak pajacyk z pudełka.
-Osz ty!-krzyknął i zaczął mnie ganiać,musiało to śmiesznie wyglądać bo w dodatku jeszcze wywaliłam się kilka razy.#NIEZDARNOŚĆ.
~Alex~
Brunet złapał mnie za rękę,chodziliśmy przy jedynym zbiorniku wodnym w tym lasku i gadaliśmy.Spojrzałam na godzinę.Była 18.No to nieźle....trzeba się zbierać,bo już wieczór.Ruszyłam w odwrotną stronę,chłopak chyba zrozumiał o co mi chodzi,bo zrobił dokładnie to samo.Rozglądaliśmy sie za naszymi Blondasami,ale nigdzie nie mogłam ich wypatrzeć.
-Gdzie oni są?-zapytałam zmieszana trochę
-Buu!-głos Blondyna sprawił,że podskoczyłam jak nigdy.Wrzasnęłam i wywaliłam się...ehhh...ta moja niezdarność już mnie wkurza.Chłopaki z Emi oczywiście śmiali się jak nigdy.Jak zwykle to ja jestem pośmiewiskiem.To nie fair.
-Dobra,dobra koniec tych śmiechów,bo mama mnie zabije!-krzyknęłam próbując się podnieść
-Za śmianie się?-zadrwił Leo
-Nie,za spóźnianie się.-mruknęłam-O mój bosz....ale mnie nogi bolą.-wyjąkałam ledwie podnosząc się z trawy.Nogi ledwie stały,tak jak by zapomniały jak utrzymać równowagę.
-Wskakuj.-mój Miś nachylił się do mnie tyłem
-Ale jestem ciężka...-zaczęłam marudzić jak zwykle.Kurczę zawsze byłam taką głupawą marudą i niezdarą,a Emi w porównaniu do mnie zawsze była idealna....
-Wcale nie,przesadzasz...znowu-dodał po chwili
-Ejjj!-krzyknęłam,tym razem nic mnie nie uratowało,bo chłopak oderwał mnie z ziemi i niósł na ręcach.Pięknie....czuję się jak księżniczka.Ale taka marudząca księżniczka.
Całą drogę śpiewaliśmy piosenki chłopaków.Tak najbardziej to chyba "143" i "What Do You Mean" lubiłam te piosenki.Tak najbardziej to chyba "My Shining Star",bo przypominało mi się to,gdy pierwszy raz Leoś zarapował kawałek "Kocham Cię my polish queen" i patrzył się na mnie...było cudownie i ...nadal jest.Jest za spokojnie.Boję sie,że coś może sie między nami popsuć.Tak cholernie się tego boję.
Emi trzymali się z Charlsem całą drogę za rękę,czyli nasz plan wypalił? Tak! Jestem tego prawie ,że pewna.
Wyglądali ze sobą tak słodko...awww....Wróciliśmy o 18:50 na naszą dzielnicę.Zastanawiałam się co powiedzieć,bo nastała wreszcie ta niezręczna sytuacja,w której milczałam i nie wiedziałam co powiedzieć do mojego Księcia z Bajki.
-Robimy maraton filmowy?-wtrąciła się moja Blondynka
-Jestem za.-powiedzieli chłopcy równocześnie,zmarszczyłam czoło i się zaśmiałam
-Chyba nie mam innego wyboru?-zapytałam sarkastycznie
-Nie!-cała trójka krzyknęła chórem,znowu się wywaliłam
Roześmiałam się na dobre.
-Okej,ale pójdziemy się przebrać.-zadecydowałam patrzac na Emi,która pokiwała odpowiadająco głową,że zgadza się ze mną
-To czekamy na was u Leo.-powiedział Charls i przytulił mnie a potem Emi.Brunet podszedł do mnie i pocałował delikatnie w czoło.Wtuliłam się mocno w niego.Dzisiaj większość dnia był jakiś nieobecny.Porozmawiam z nim o tym później.
~Pół godziny później~

Nareszcie się ogarnęłam.Znaczy...10 minut temu.Emi nadal siedzi w łazience.Bosze...ile można siedzieć w łazience?Biedni chłopcy...pewnie się niecierpliwią już.Uśmiechnęłam się sama do siebie gdy utworzyła mi się w głowie scenka jak Leo siedzi na kanapie,a Charls sprawdza co chwilę telefon czy nie ma żadnych powiadomień od Emci.Moją niecodzienną głupawkę przerwało skrzypienie drzwi.Wreszcie..

.blondynka rzuciła niepotrzebne ubrania na łóżko i chwyciła torebkę.
-Idziemy?-zapytała śmiejąc się
Spojrzałam na nią spode łba.
-Dłużej w tej łazience siedzieć nie mogłaś?-zapytałam po chwili
-No nie.-przewróciła teatralnie oczami i pociągnęła mnie na dół.Zbiegłyśmy po schodach prawie wywalając się przy ostatnim stopniu.Znowu mnie dopadała znana głupawka.
-Mamo idziemy do Leo.-zawiadomiłam głośno
-Dobrze,nocujecie u nich?-zapytała troskliwie
-Planujemy.-uśmiechnęłam się,Emi właśnie uniosła jedną brew...zboczuch już myśli o planach tej nocy...ehhh...
-Dobrze,to miłej zabawy.-powiedziała moja rodzicielka
-Dobranoc.-powiedziałam i wyszłyśmy nie czekając na odpowiedź mojej Mamy.Po 5 minutach bicia się o to kto będzie pierwszy stanęłyśmy pod drzwiami i czekałyśmy na chłopaków.
~15 minut później~
Co mogliśmy oglądać jak nie horror? No co?! Kurczę trochę mnie to irytowało,bo chłopaki robią nam to jak zwykle na złość.Emi i Charls byli wtuleni w siebie.Leo ciągle grzebał w telefonie....hmmm....to mnie też irytuje....nie podoba mi się to.Ciągle szpera w telefonie i nie ma czasu spojrzeć na mnie.Odłożył wreszcie swojego IPhone'a.No nareszcie...jednak nic mu się nie stanie jak zobaczy jak ja się czułam.Założyłam słuchawki na uszy i puściłam jedną z ich piosenek.Wsłuchiwałam się w każde słowo,jak zawsze zresztą słuchając muzyki.

Nawet nie wiem kiedy.Usnęłam.Gdy się obudziłam było już ciemno.Leosia nie było koło mnie.Blondynki spały wtulone w siebie.Gdzie on mógł być?Rozejrzałam się po pokoju.Siedział przy oknie i ślepo wpatrywał się w niebo za szybą.
-Leo?-zapytałam niepewnie.Chłopak spojrzał się na mnie zdziwiony.
-Już nie śpisz?-zapytał
-Nie.A ty...czemu nie śpisz?-dziwię się,ale głos mi się załamał...
-Nie mogę usnąć.Przepraszam.-wyszeptał
-Za co?-uniosłam brew
-Za to,że wcześniej siedziałem w telefonie,ale napisała do mnie pewna osoba....która jest związana z moja przeszłością.-oczy mu się zaszkliły,to musiał być jeden z oprawców.Jestem tego w stu procentach pewna.Biedny Leo.Nie lubię go widywać smutnego...Usiadłam koło niego i wtuliłam się.Był ciepły.
~Emily~
~Kilka godzin wcześniej~
Cały wieczór układał się pomyślnie,no poza tym horrorem.Myślałam,że się tam zesram ze strachu,ale Charls mnie mocno przytulał jak zatykałam sobie oczy rękoma.To było miłe...poczuć się w jego objęciach.Obróciłam się na chwilę.Alex usypiała,a Leondre siedział zamyślony wpatrując się jak głupek w podłogę.Dziwne...może się pokłócili? Zastanawia mnie to.Cóż...pogadam o tym z Miśką rano.Film wkrótce się skończył Charlie położył się na łóżku i przesunął klepiąc w miejsce obok siebie.Uśmiechnęłam się sama do siebie i położyłam się obok niego.Blondyn oplótł mnie swoim ramieniem i przybliżył bardzo do siebie.Czułam każdy jego oddech.Złączył nasze wargi....to sen....nie wierzę w szczęśliwe związki....
-----------------------------------------------
Hej Misie ;* Kolejny rozdzialik.Pamiętajcie aby dać po sobie znać w postaci komentarzy.
Komentarz=motywacja
Dziękuję wam Kochani! Na blogu wybiło równe 1000 wyświetleń! <3
Pozdrawiam Alex ;*


sobota, 9 stycznia 2016

#14."Proszę zdejmij maskę z twarzy,chcę widzieć prawdziwą Ciebie"

Przeczytaj notkę pod rozdziałem!
 
~Alex~
Czy dzisiejszy dzień nie może być piękniejszy? Nie rozumiem siebie...Czemu tworzę czarne scenariusze? Nigdy chyba nie dojdę do odpowiedzi w tej zagadce.Leo jest moim prawdziwym Aniołkiem,sprawił,że moje serce mocniej zabiło...Dzięki niemu czuję się bezpieczna.Już mnie nie męczy obawa,że to WSZYSTKO wróci.Ten strach...on odszedł.Miejmy nadzieję,że na zawsze.Nie chcę już więcej cierpieć.

Gdy maluję świat na szaro
zabierasz mi kredki
i malujesz ten świat na kolorowo

Szłam z Leosiem trzymając się za rękę.Po raz pierwszy...nie było mi zimno.Przypadek? Nie sądzę...Albo moje dziwne przeczucia.Nagle Leo mnie zatrzymał w ramionach i pociągnął za drzewo.
-Leo co ty odwalasz?-oburzyłam się
-Cii...bo nas usłyszą.-uciszył mnie momentalnie.O kogo mu chodzi?
-Kto nas usłyszy?-wyszeptałam z niekrytym zdziwieniem
-Emi i Charls....-powiedział i kiwnął głową w stronę pary,która siedziała przy fontannie życzeń.Chłopak pocałował dziewczynę.Hmmm....całowali się dość długo jak na pierwszy raz,ale....Leoś ma rację.To przecież Emi i Charls?!Przecież Chloe się załamie.Bosze....ciekawe jak będą się z tego tłumaczyć.
~Emily~
Patrzył mi w oczy,spuściłam wzrok.Nie powinnnam...
-Przepraszam.-wyszeptał i również spuścił wzrok
-Charlie....co to było?-zapytałam siebie,jednak było to także skierowane w stronę blondyna.Chłopak wahał się co powiedzieć.Było mu trudno się z tego wytłumaczyć.No tak....Logika myślenia.Zapominam czasem,że chłopcy nie nadążają za wszystkim i poddają się emocją.
-To był impuls...wybacz,nie chciałem zepsuć tej przyjaźni...-wreszcie odezwał się jego głos,który zamroził moje serce na równe pięć sekund.Westchnęłam,nie chciałam słuchać tych jego tłumaczeń.Chcę poznać prawdę.
-Charlie?-zapytałam unosząc jedną brew
-Czemu to zrobiłeś?-łzy skapywały mi na ziemię
-Emily,nie chciałem cię skrzywdzić.Ostatnio coraz mniej się rozumiem z Chloe.To był impuls...naprawdę nie chciałem.-te jego tłumaczenie...nie wiem czy sie otworzyć przed nim czy...
-W porządku,załóżmy że tego nie było.-wysiliłam się na sztuczny uśmiech.Tak to chyba najrozsądniejsze rozwiązanie.Znowu założyłam tą maskę.Jestem dobrą aktorką.Zawsze tak robiłam od urodzenia.Ukrywałam swoje ja.Tylko Alex wiedziała jaka naprawdę jestem.To chore,że nawet moi rodzice tego nie zauważali.
-Okej.Przepraszam.-patrzył mi się głęboko w oczy,próbował na mnie wysilić wybaczenie czy co? Pfff....Nie jestem taka łatwa,ale niech mu będzie.
-Nie przepraszaj,jest okej!-powiedziałam nieco zdesperowana tą sytuacją
-To może....chodźmy już.Powiemy Leo i Alex,że jesteśmy za bardzo zmęczeni na więcej atrakcji...-westchnął i wyjął telefon
-Tak,w sumie to dobry pomysł.-moja maska nadal została na twarzy.Lubię udawać kogoś kim nie jestem.Przynajmniej nie będę musiała okazywać jak bardzo mnie zranił.Wyjęłam z kieszeni mój czarny jak nie wiadomo co telefon i włączyłam boczny przycisk.Blokada...hmmmm...zakryłam dłonią tak by chłopak nie widział jej,chociaż pewnie to nie dało żadnego skutku bo był wyższy ode mnie.Weszłam w KONTAKTY i wybrałam nazwę ALEX.Nie musiałam długo czekać,dziewczyna odebrała po dwóch sygnałach,choć wyraźnie gdzieś słyszałam jej telefon,może była gdzieś w pobliżu.
~Alex~
-Wyłącz go wyłącz!-własnie rzucaliśmy moim telefonem w tę i we w tę.Gdy brunet go złapał szybko odebrał.Zaśmiałam się,ale cóż.Ma jak na razie do tego prawo.
-Halo?-zapytał do słuchawki
-Leo? Gdzie jesteście? Czekamy na was jakieś pół godziny i już nieźle zmarzliśmy.-chłopak przestawił na głośno mówiący.Ehhh...Leo ty głupku...
-Już blisko,my też jesteśmy zmęczeni.Znaczy ja nie,ale Alex...
-Ej!-wcięłam mu się w słowo-Nie jestem zmęczona! To tobie oczka się kleją...-oburzyłam się
-Niech będzie,w każdym razie.Idziemy do hotelu,zaraz do was dojdziemy i wracamy.-te jego przywódctwo...ehhh....padam...
-To my już idziemy w strone hotelu,widzimy się za chwile.Bay.-blondynka rozłączyła się,spojrzałam na chłopaka,a on wybuchł śmiechem.
-Leooo....powinnam ci teraz porządnie przyłożyć.-zakpiłam
-Za co? Jak chcesz to mogę ci dać mój telefon na jeden dzień,a ty mi swój.Taka wymianka.-wyszczerzył swoje białe ząbki
-Ehhh...pogadamy o tym jak wrócimy,a teraz chodź...-pociągnęłam go za rękę w stronę pary
Doszliśmy do nich,wyglądali na zmieszanych.Hmmm....nie podoba wcale mi się ta sytuacja z tym pocałunkiem.Musze o tym pogadać z Emi,ale to zrobię później.
-To idziemy?-zapytał entuzjastycznie Charls
-Taaa...-powiedział brunet i wziął mnie na ręce
-Leooo głupku...-krzyczałam,ale zaraz mnie postawił.Całą drogę staraliśmy się z Leo zagadywać parę.Nie chcieliśmy by czuli się niezręcznie po czymś takim.Mam nadzieję,że niczego nie podejrzewają.Jednak sis przyglądała mi się dziwnie.Bosze...tylko żeby się nie domyśliła,że my z Leosiem widzieliśmy to co się niedawno wydarzyło.
~Emily~
Nim się spostrzegłam byliśmy już w hotelu.Alex i Leo cały czas nas zagadywali.Coś się stało?Nawet nie mam pojęcia,ale się nie pokłócili,więc musi być okej.Stanęłam przy windzie,odwróciłam się przez ramię w stronę Alex.Patrzyła na mechanizm z przerażeniem.Tsa....wygląda na to,że znowu wybierzemy opcję schody.Niech będzie.W sumie nie powinnam się temu dziwić,co gdy bym to ja utknęła w windzie? Ehh....zaśmiałam się pod nosem.Chłopaki włóczyli się za nami,a my szłyśmy na przodzie,jeszcze dwa stopnie....jest! Wreszcie dotarliśmy.Pożegnałyśmy się z chłopcami.Ja oczywiście musiałam unikać wzroku Lenehana.Boję się spojrzeć w jego błękitną falę w oczach.Gdy weszłyśmy do pokoju dziewczyny już spały.Chwyciłam piżamę i ruszyłam do toalety.
Długo w niej nie siedziałam,zajęłam się najważniejszymi czynnościami i wyszłam.Alex siedziała na łóżku,oczy już jej się kleiły.Uderzyłam ją w ramię.
-Ej Miśka,najpierw sie przebierz potem idź spać.-zachichotałam
-Przepraszam...jestem bardzo zmęczona.-ziewnęła i weszła do toalety.Ułożyłam się wygodnie na łóżku,nawet nie wiem kiedy usnęłam.

~SEN~
-Alex?-głos mi drżał tak jak nigdy,dziewczyna odwróciła się w moją stronę.Potok łez mimowolnie sprawił,że moje oczy szczypały jak nigdy.
Patrzyła się na mnie niemym wzrokiem ,próbowała mi coś nim przekazać,ale nic nie umiałam zrozumieć.
-Wiem wszystko.-wyszeptała.Jej głos sprawił,że moje tętno podskoczyło tak jak nigdy.Sceneria się zmieniła.Znowu las....biegłam przed siebie,czując na swoim karku ten oddech.Przybliżał się bardziej.Wycie psów stało się hipnotyzujące w tym czasie.Odwróciłam się.ON stał za mną.Wpatrywał się we mnie tym samym wzrokiem co Alex we wcześniejszej zajawce.
-Oni wiedzą.-Podskoczyłam w miejscu,łzy sprawiły,że wybuchłam donosnym płaczem.
-Aaaaa!!-krzyczałam jak nigdy.Mój głos odbił się echem po strasznym lesie.

~Świat realny~
Obudziłam się nieświadoma tego co się dzieje,siedziałam na łóżku.Rozejrzałam sie po pokoju,było ciemno.Godzina na wyświetlaczu mojego pokoju pokazywała późną godzinę.Wszyscy spali.Pot i łzy spływały mi po ciele.Teraz na bank nie usnę.Wyszłam na balkon z laptopem.Weszłam na wideo czat.Dominik był aktywny.Kolejny potok łez.Na szczęście nie tylko on był aktywny.Była też Allice...Moja przyjaciółka,która została w Polsce.Kliknęłam natychmiast słuchawkę.
-Emily?-jej głos był tak samo słodki jak zawsze,pełen miodu i tego co najsłodsze
~Leo~
~Następnego dnia~
Tym razem usnąłem i nie obudziłem się ani razu w ciągu nocy.To było niewątpliwie dziwne.Cóż...ale Alex przynajmniej nie będzie się martwić.Uśmiechnąłem się sam do siebie.Charlie i nasze mamy oraz dziewczyn były już na nogach.Niewątpliwie ja tez musiałem wstać,bo zaraz będziemy jechać na lotnisko.Przebrałem się szybko i wyszedłem z pokoju.Na korytarzu siedziała Emily i zastanawiała się czy wejść do windy.Trzymała dwie walizki.Wziąłem od niej jedną.
-Winda nie gryzie.-uśmiechnąłem się lekko
-Wiem,ale zastanawiam się czy jednak nie potrafi gryźć.-roześmiała się,miała zapłakane oczy.
-Wszystko w porządku?-zapytałem wchodząc do windy,blondynka zaraz dołączyła do mnie
-Tak,a czemu pytasz?-stała w bezruchu,tak jak bym spytał o nie wiadomo co.Ja tylko spytałem czy się trzyma,a to wygląda tak jak bym ją spytał czy całowała się z Charlsem.
-Hmm...upewniam się czy wszystko okej Księzniczko.-odpowiedziałem bez namysłu-Masz podpuchnięte oczy.-ugryzłem się po tym w język.Devries ty idioto!
-Zapewniam cię ,że nie mam żadnych problemów.-odpowiedziała w miarę spokojnie.-Dziękuję Miś.-przytuliła mnie mocno,odwzajemniłem uścisk.
~Chloe~
~Kilka godzin później~

Charls i Emi unikają siebie.Coś się stało....tylko nie wiem co....Właściwie wydaje mi się ,że wszyscy kryją to co się stało za moimi plecami.Byliśmy już od godziny w samolocie.Nałożyłam słuchawki na uszy.Musiałam się wyciszyć i zastanowić co tak naprawdę Charls czuje do mojej przyjaciółki.Nie zachowują się jak przyjaciele,tylko tak jak by byli kimś ważniejszym dla siebie.Hmmm...a może tylko mi się tak wydaje,a prawda jest inna? Ehhh...przez to wszystko głowa mnie boli.
Mimo moich złych przypuszczeń lot trwał przyjemnie.Tylko,że....Charls cały czas odwracał się do Emi.....Zazdrość? Tak,najbardziej...byłam bardzo zazdrosna o niego.Nie chcę go stracić.Już raz straciłam i nie chcę powtórki.
~Emily~
Odkąd widzę dzisiaj Chloe i Charlsa to ani razu nie przyłapałam ich na trzymaniu się za rękę czy całowaniu.Dziwne? Tak.Coś sie dzieje.Najchętniej pogadała bym teraz z Charlsem i omówiła to,ale ten cholerny strach...mi nie daje spokoju...
Podczas lotu blondyn niezliczenie wiele sie do mnie odwracał.Ciągle starał się utrzymywać kontakt wzrokowy i mówić .Heh...przypomniało mi się to jego zacięte komentowanie w kinie.Zaśmiałam się do siebie.Holly postanowiła wymienić się z nim miejscami.Znowu musiałam założyć maskę.Lubię to robić,tylko tak nikt nie dowie się o wewnętrznym ja.Co do Holly...polubiłam ją nawet.Nie jest aż taka zła jak myślałam,na poczatku była trochę wścibska i przyczepiała się,al.e teraz jak spojrzeć na to z innej strony to nie może być aż taka zła.
-Emi czemu udajesz kogoś innego?-jego pytanie spiorunowało mnie,osłupiałam zastanawiając się nad doborem słów.
-Przecież....nikogo nie udaję.-zacięłam się w połowie zdania,jednak szybko dokończyłam.
-Właśnie widzę.-zamyślił się nieco-Czemu ciągle mnie okłamujesz?-wznowił pytanie
-Nie okłamuję cię !-prawie krzyknęłam.Alex i Leo spojrzeli się na nas zdziwieni.Odwróciłam się w stronę okna i nałożyłam kaptur na głowę.Postanowiłam,że pójdę spać

.Nie chcę teraz z nim się o to kłócić.Po jakiejś godzinie wybudził mnie.Byłam zła,że odkrył moje zamiary.Otrząsnęłam się jednak i postanowiłam udawać normalną.Bez słowa wyszłam z samolotu zresztą zabierając nasze bagaże.Znaczy ja wzięłam swój,a reszta zajęła się swoimi.Rozdzieliliśmy się z chłopakami i Holly.My z Chloe i naszymi mamami pojechałyśmy do kolejnego hotelu,który musze widzieć w tym tygodniu.Tym razem budynek zachęcał mnie do wejścia,a nie jak tamte,które wyróżniały się tym,że były zbyt luksusowe nie lubiłam takich.Denerwowały mnie....Ale ten...był idealny.Przytulny i nie za bardzo naćkany tak jak na większości budynków,wszędzie miliony okien jakieś pierdoły itp.A ten był innny...Byliśmy w Krakowie,to był chyba ostatni przystanek na tej trasie koncertowej,a reszta raczej jest na miejscu w Angli i Walii.Gdy byłyśmy już rozdzieleni w pokojach postanowiłam się przebrać.To mi dobrze zrobi.Chwyciłam z walizki nie wiadomo którą część ubrań i wbiegłam do łazienki.Nie siedziałam w niej długo.Po prostu nie potrzebowałam dzisiaj aż tyle czasu co zawsze.
Pomimo zapłakanych oczu wyglądałam nierealnie dobrze.Trzeba na tym skorzystać.Wysiliłam się na uśmiech do mojego odbicia.Widziałam tą maskę.Za nią był smutek i rozpacz.Dziewczyna,która sama nie wiedziała co chce,ale wiedziała jedno.Chciała być kochana,a nie sama przy tym cierpieć oddając swoje uczucia.Wyszłam z toalety.Wszyscy spali oprócz Chloe.

-Emily?-odwróciła się momentalnie w moją stronę
-Hmmm?-spojrzałam na nią pytająco
-Co się dzieje pomiędzy tobą,a Charlsem?-była skrępowana zadając mi to pytanie,wysiliłam sie na ten znany sztuczny uśmiech
-Nic,my się tylko przyjaźnimy.-ledwie przeszło mi to przez gardło,dziewczyna zauważyła to
-Przecież widzę,że mnie okłamujesz.-do jej oczu napłynęły łzy,nie wiedziałam co zrobić,jak zareagować
-Chloe ja....nie chcę sie mieszać w wasze sprawy.Naprawdę.Nie chcę wam niczego psuć.-tłumaczyłam sie bezsensownie
-Co się stało?-powtórzyła pytanie
-Charls....no bo on....mnie ...pocałował.-łzy spływały jej jak nigdy,mi tym bardziej..Nie mogę tak żyć! Nie chcę nic nikomu schrzaniać,ale prędzej czy później i tak sprawa by się wyjaśniła.Położyłam się zapłakana na łóżku,Chloe gdzieś wyszła.
~Alex~

Obudziłam się o 13.No to sobie pospałam.Chloe i Holly dawno nie było w pokoju.Koncert miał być już za godzinę.Emi leżała bezwładnie na kanapie.Podeszłam do niej i próbowałam obudzić.

-Emi wstawaj! Za godzinę koncert.-męczyłam ją dopóki nie otworzyła oczu
-Nigdzie nie idę....-wyszeptała i odwróciła się w drugą stronę
-Emily nie wydurniaj się i wstawaj!-podniosłam ton głosu.Dziewczyna nic sobie z tego nie robiła.Była bez życia.Kompletnie tak jak bym mówiła do słupa
-Nie chcę....-wyszeptała.Miała czerwone oczy.Znowu płakała.
-Emi...-zatkałam sobie usta-Co się stało?-zapytałam kucając przy niej
-Nic! Chcę świętego spokoju!-oburzyła się i zakryła kołdrą.Wyszłam z pokoju.Cóż.Nie będę jej do niczego zmuszać.Tylko przykro mi,że jestem jej przyjaciółką i praktycznie nic nie mogę od niej wyciągnąć.Weszłam do windy,zdaję sobię sprawę,że zaraz będę w niej panikować,ale okej.Trzeba przezwyciężyć swój strach.Jednak zanim mechaniczne drzwi się zamknęły wbiegł brunet.Złapał mnie w tallii i uniósł do góry.
-Witaj Księżniczko.-pocałował mnie delikatnie w usta
-Hej Leoś.-powiedziałam wtulając się w chłopaka
-A gdzie Emi?-zapytał zdziwiony
-Chyba źle się czuje i nie ma siły się ruszyć.-westchnęłam spuszczając wzrok,złapał mój podbródek i znowu "kazał" patrzeć sobie w oczy.Zbliżył się do mnie.
-Nie przejmuj się.-i pocałował delikatnie
~Charls~
Leo leciał jak na skrzydłach do tej windy.Zaśmiałem się pod nosem i poszedłem do pokoju dziewczyn.Zastałem tam tylko Emi,która leżała w bezruchu na kanapie.Wpatrywała się w podłogę.Była bez życia.Pokłóciłem się pół godziny temu z Chloe.Hmmm...może to o to chodziło.Usiadłem obok niej.Blondynka nie podniosła wzroku.Tak jak by była zahipnotyzowana w tej podłodze.
-Emi...-nim cokolwiek powiedziałem przerwała mi
-Proszę....nie chcę tego słuchać.Wiem,że schrzaniłam wasz związek,więc wyjdź i nie wypominaj mi tego!-mruknęła.Nadal nie odważyła się podnieść wzroku.Łzy skapywały na podłogę.Co ja zrobiłem....Byłem głupi....gdy by nie doszło do tego cholernego pocałunku to to nie odbiło by się tak na niej.
-Przepraszam,że cię w to wszystko wmieszałem.-szepnąłem i pocałowałem ją w policzek.Zacisnęła rękę i zamknęła oczy.Walczyła ze sobą.Widzę to,nie będę ukrywać.-Proszę zdejmij maskę z twarzy,chcę widzieć prawdziwą Ciebie.
Otworzyła oczy,były czerwone od płaczu.Podniosła wzrok.Patrzyła mi się w oczy,nadal bez życia.
-Proszę.-powtórzyłem.-tym razem to mi się zaszkliły oczy.
-A ja cię proszę żebyś już szedł,bo się spóźnisz na m&g.-mruknęła i odwróciła się w drugą stronę
Zacisnąłem pięść i wyszedłem z pokoju.Byłem zły na siebie.To wszystko przeze mnie.
~Chloe~
Okropnie się z tym wszystkim czułam,pokłóciłam się na dobre z Charlsem.Odechciewało mi się żyć.Na koncercie cały czas trzymałam za rękę Holly.

Charls nawet nie odważył się spojrzeć na mnie ani razu.Bolało...Leo za to był w jak najlepszym stanie.Bambinos obserwowały ich jak jakiś obrazek.Ciekawe jakie to uczucie.Nagle Charls złapał mikrofon i spojrzał się gdzieś w dal.Ten koncert był transmitowany do telewizji.Co on wyprawia?
-Chciał bym przeprosić pewną Bambinos.Wiem,że ją zraniłem.Nie ma jej tutaj z nami,ale wiem,ze na pewno bardzo cierpi.Przepraszam.-powiedział smutno
Nie patrzył się na mnie....nie chodziło mu o mnie,a więc? O Emi....
~Emily~
Włączyłam telewizję.Akurat było na przestawione na ten kanał na którym był relacjonowany koncert na żywo.

-Chciał bym przeprosić pewną Bambinos.Wiem,że ją zraniłem.Nie ma jej tutaj z nami,ale wiem,ze na pewno bardzo cierpi.Przepraszam.-łzy stanęły mi w oczach.zatkałam usta i ponownie zamknęłam oczy.Potrzebuję ciszy i spokoju....
--------------------------------------------------
Hej Lale ;* 
Tak wiem,rozdział nie jest z jakąś specjalną akcją,ale staram się by zawierał też morał,że nie warto ukrywać prawdziwą siebie,bo to tylko pogorsza sprawę.Dziękuje wam wszystkim za te ok.700 wyświetleń <3 Jesteście wspaniali.Chciała bym tylko byście komentowali :) każdy komentarz jest motywacją dla mnie.Dzięki nim,wiem,że ktoś będzie czytał moje "wypociny".Dziękuję <3 
Jeśli ktoś chce się ze mną skontaktować to proszę pisać na alexx365@wp.pl .Na pewno odpiszę.
Buźka Alex ;*










środa, 6 stycznia 2016

Przesunięcie terminu wstawienia kolejnego rozdziału + podziękowania za 500 wyświetleń

Hej Miśki 💌 🐻
Kolejny rozdział pojawi się dopiero w piątek lub sobotę ze względów na szkołę. Mam kilka przedmiotów do poprawienia dlatego będę poświęcała czas wolny w 100% na naukę, postaram się jednak nie zaniedbac bloga i wstawić coś w piątek lub sobotę oraz w niedzielę. Dziękuję za 500 wyświetleń w tak krótkim czasie,Kocham was mocno Alex❤❤❤

wtorek, 5 stycznia 2016

#13.Obudzę się,znów popatrzę na Twoje zdjęcie i stwierdzę,że mam wszystko czego można chcieć i nie chcę nic więcej.

~Emily~
-Czemu nie odebrałaś?-blondyn spojrzał na mnie zdziwiony
-Nie chcę teraz z tą osobą rozmawiać.-z moich oczu popłynęło kilka łez
Charls zamyślił się przez chwilę i mnie mocno przytulił.
-Pamiętasz jak kazałaś mi do niej zadzwonić?-zapytał wskazując zdjęcie Chloe na jego szafce nocnej
-Pamiętam.-przygryzłam wargę
-Nie pozwól by ten ktoś zabierał ci minutę szczęścia.-ten cytat  był piękny,a z jego ust był jeszcze piękniejszy.Aż zabrakło mi słów by powiedzieć cokolwiek.-Idziemy po koncercie na spacer?-zaproponował
-A nie wolisz tego czasu spędzić z Chloe?-zdziwiła mnie propozycja blondyna,rozumiem wyjść czasem ze znajomymi,ale tak sam na sam? I to w dodatku kiedy ma dziewczynę?
-Nie,spędzam z nią wystarczająco czasu,a z tobą i Alex mi go brakuje.Tylko,że Alex jest zbyt zajęta..
-Leo.-dokończyłam za niego,chłopak wysilił się na delikatny uśmiech-Ja też ostatnio nie mam czasu by z nią porozmawiać w samotności na spokojnie,bo Leo ją ciągle gdzieś zabiera..-westchnęłam
-Ciekawe czy wytrzymali by bez siebie jeden dzień?-zakpił Charlie
-Wątpię Lenehan,oni świata poza sobą nie widzą.-zachichotałam-"Zakochani są wspaniali"
Nagle naszą niecodzienną rozmowę przerwało pukanie do drzwi.Cudownie,nareszcie ktoś nauczył się pukać.W drzwiach ukazała się wysoka blondynka,zapewne mama Charlsa.
-Charls zawołaj Leo i wychodźcie już na zewnątrz.Zaraz macie próbę.-zawiadomiła
-A kto nas na nią zawiezie?-zapytał chłopak
-Victoria. (mama Leo)-odpowiedziała krótko i wyszła
Blondyn spojrzał się na mnie.
-Spoko,leć już po Leo.-powiedziałam bez namysłu
-Dzięki,fajnie się z tobą rozmawiało.-przytulił mnie mocno.Nie chciałam go puszczać,ale musiałam...coż...życie.Nim się spostrzegłam jego już nie było w pokoju.Wstałam na nogi.Jednak szybko usiadłam,jedno kolano mnie bardzo bolało.Możliwe,że jeszcze nogi się nie zrehabilitowały tak jak myślałam albo nie wygodnie się położyłam.Śmiesznie się spało we czwórkę w jednym pokoju.Musiałam spać z  Leo w jednym łóżku.....na szczęście go zepchnęłam i pół nocy spędził na podłodze.Heh...te moje niezawodne sposoby są po prostu najlepsze.Aż sama się dziwię,że to przyznaję.A Chloe spała z Charlsem....zazdroszczę jej.Czuć to ciepło codziennie od samego rana,bezcenne! Gdy bym mogła to zamieniła bym się z nią miejscami.Zrobiłam kolejną próbę,kolano już tak nie bolało.Wróciłam do naszego pokoju.Były w nim Holly i Chloe.Alex jak zwykle gdzieś wywiało.
-Hej Lale,jak się spało?-zapytałam z entuzjazmem mierząc wzrokiem Holly.Jeszcze nie przekonałam się do niej zbytnio.
-Mhmmm....dobrze.-odpowiedziała szatynka ziewając
-A mi nie,nie wyspałam się.-mruknęła Holly
-Heh...zapytaj Leo jak mu się dobrze spało.-zaśmiałam się
-Aż tak dobrze?-zapytała zdziwiona
-Holly,ten potwór zepchnął Leo na podłogę.-Chloe wybuchnęła śmiechem
-Ejj! Potworem jeszcze nie jestem.-oburzyłam się
-No właśnie widzimy skarbie.-szatynka zatkała sobie usta by nie wybuchnąć niekontrolowanym smiechem.
-Tsaaaa.....-przewróciłam oczami i podeszłam do walizki.-Ej a kolejny lot jest jutro rano?-zapytałam przewalając połowę ubrań
-No tak.-odpowiedziała mi Holly
Złapałam garstkę ubrań i weszłam do łazienki.Rozczesałam moje niesforne włosy i zrobiłam delikatny makijaż.Spojrzałam na moją rękę miałam na niej tatuaż.Przypomniało mi się jak musiałam męczyć rodziców  by się zgodzili na tak poważne ryzyko.Tak samo było z rodzicami Alex tylko,że z nimi było ciężej,bo nie chcieli córki oszpecać,a w rzeczywistości Alex chciała tylko jeden mały tatuaż i jest to krzyż na karku.A ja za to już mam z dwa tatuaże.
 Wiem,że nie potrzebnie oszpecam swoje ciało,ale przywiązałam się do tatuaży.Bardzo mi się spodobały jak byłam w salonie fryzjerskim mojego wujka.Muszę przyznać nie wyglądałam najgorzej.


Dzisiaj było bardzo ciepło,chociaż wczoraj było dość chłodno.
~Chloe~

Siedziałyśmy z Holly 15 minut czekając na Alex i Emi.Planujemy pójść na porządne śniadanie na miasto.Jak się tak zastanowić to my mamy zawsze szczęście.Albo powinnyśmy dziękować mamom chłopaków,które wybierając hotel uwzględniały wszystkich i ich zapotrzebowania.Głównie Holly,która ciągle jadła.Mój mały smakosz.
W końcu w pokoju pokazała się blada blondynka.Wyglądała na szczęśliwą.

-Jak tam dziewczyny?-zapytała na wstępie
-A jak może być?-roześmiała się Holly,teraz widzę,że one się do siebie przywiązały po tej akcji z windą.Odetchnęłam z ulgą,no bo martwiłam się ,że nic z tego nie będzie.Że jej nie polubią tak jak w nowej szkole.Tylko....Emi...nie wyraża jakoś zbytnio chęci do tego by ją chociaż poznać.Zaraz z łazienki wyszła moja przyjaciółka.
-To co....idziemy na śniadanie?-zaproponowałam
-Ja jestem chętna.-powiedziała z entuzjazmem Mała-słyszałam jak czasem Emi tak na nią mówiła,no bo akurat Alex była najniższa z całej naszej paczki.Nawet Leo i Holly byli od niej wyżsi choć też wydawało się,że są niscy.
-Jak Mała też to i ja.-zaśmiała się Emi
-Ej!!-oburzyła się  blondynka
-Tak?-zakpiła Green
-Miałaś tak na mnie nie mówić!-powiedziała drwiąc
-Czemu? Pasuje do ciebie.-dodała Holly
-Właśnie,a małe jest przecież piękne.- uśmiechnęłam się
-I tak mi nie pasuje.-Jackson wyglądała na rozbawioną,to dobrze,że się uśmiecha.Jak Emi mi opowiedziała jej przykrą przeszłość to skojarzyło mi sie od razu z Leo.Pasowali do siebie.Zeszłyśmy po schodach.Niestety...Dziewczyny tak się bały wejść do windy,że musiałyśmy z nimi zejść po schodach,a mieliśmy przed ostatnie piętro.Jakaś masakra...
Gdy byłyśmy na samym dole przy recepcji to dziewczyny zaczęły świrować.Widzę,że ta winda daje po sobie znać.Mają niepotrzebne  głupawki jak ominą tą windę.Wyszłyśmy na zewnątrz.Brakowało mi tego świeżego powietrza,zwłaszcza po wczorajszym ciężkim dniu.Minęłyśmy kilka sklepów i zostało nam jeszcze trzy,by dotrzeć do jakiejś kawiarni,której nie znałyśmy.Miała napis "Cafe Czekolada".Nie rozumiałam co to oznaczało.Było w języku Polskim.Przynajmniej tak mi się wydaje.
-Ten napis jest w języku Polskim?-wskazałam na tabliczkę
-Tutaj większość kawiarni jest w napisach Polskich.-słusznie zauważyła Emi
Weszłyśmy do ładnie wystrojonej kawiarni,panował tu duży porządek i było dużo ludzi.Holly wypatrzyła wolne miejsca i poszła je nam zająć,a my chwyciłyśmy Menu.
Wszystkie zdecydowałyśmy się na grzanki z beconem i serem.
~Alex~
Zjadłyśmy pierwsze danie śniadaniowe.Wszystkie postawiłyśmy na to samo czyli grzanki z bekonem i serem.Gdy zjadłyśmy ,nie wszystkie jeszcze zreszta,bo Emi się tym razem guzdrała z jedzeniem.Postanowiłam zamówić sobie jakiś deser.Stanęłam w kolejce po wybraniu z Menu Malin w białej czekoladzie na ciepło.Jakaś grupka dziewczyn mnie zaczepiła.Spojrzałam się na nie z uwagą.
-To ty jesteś Alex Jackson? Tą nową dziewczyną Leosia?-zapytała jedna,osłupiałam.Jej...skąd ludzie tak szybko się dowiedzieli?
-Tak,to ja.-wszystkie nagle zapiszczały,bosze...zatkałam uszy na chwilę.Wszyscy patrzyli się w naszą stronę.
-Zrobisz sobie z nami zdjęcie?-odezwała się brunetka
-No dobrze...-jej...staram sie nie okazywać swojego zdziwienia,ale to chyba jest niemożliwe w tej chwili.Stanęłam według instrukcji między Bambinos i jedna wyjęła swojego selfie sticka i zrobiła kilka zdjęć.Popytały jeszcze o Leo i Charlsa i poszły w swoje strony.Z tego wszystkiego odechciało mi się deseru i zawróciłam na swoje miejsce.
-Co to było?-spytałam się sama siebie
-Wow,Alex robi się sławna.-zaśmiała się Chloe
-Bosze...ten pisk...myślałam,że mi uszy odpadną.-powiedziałam patrząc na podłogę a wszystkie wybuchnęły śmiechem
~Charlie~
Próba trwała pomyślnie.Pomyliłem się tylko dwa razy,ale to przez to,że myślałem o Emi...Wiem,że nie powinienem,ale jakoś nie umiem się powstrzymać.Uwielbiam z nią rozmawiać.Jest naprawdę miłą osobą,a odkąd ją znam....mam już tyle wspaniałych wspomnień i wszystkie dzięki niej.
-Charlie?!-Leo wyrwał mnie z zamyśleń
-Przepraszam,mówiłeś coś?-zaśmiałem się
-Mówię już do ciebie kilka minut i nadal nie słuchasz.-przewrócił teatralnie oczami
-Przepraszam,ja....
-Myślisz o Emi? Tak zauważyłem.-przerwał mi brunet,ale skąd on to wiedział?
-Skąd wiedziałeś?-zapytałem zdziwiony
-Stary...widać,że ostatnio zwracasz uwagę tylko na nią,a nie na Chloe.Chloe czuje się przez to pokrzywdzona,ale wiesz przecież jaka ona jest...Będzie cię upewniać,że wszystko jest. okej.-Leo powiedział mi bardzo istotną rzecz,której nie dostrzegałem odkąd wróciłem do Chloe.Miał całkowitą rację.Przydało by sie jeszcze pogadać na ten temat z Chloe.
-Naprawdę widać? Aż tak?-zasypywałem go kolejnym polem pytań,to było jedyne co mogłam teraz zrobić by odwrócić jego uwagę od mojego zamyślenia
-Tak.Gdy by nie było widać aż tak to bym ci chyba tego nie powiedział.-uśmiechnął się łagodnie
-Ehh...musze coś z tym zrobić.-westchnąłem
-Może pogadaj z nimi?-zaproponował
-Zobaczę może nie będzie takiej potrzeby.-odpowiedziałem krótko
Siedzieliśmy w wynajętym koncertowym pokoiku,który miał nam zapewnić komfort podczas trasy koncertowej.Na każdym koncercie był taki pokoik. Siedzieliśmy w nim z naszym menagerem i naszymi mami.Dorośli rozmawiali o czymś w drugim kącie pokoju pijąc kawę i jedząc jakieś ciastka.Ja z Leo próbowałyśmy się odstresować przed koncertem,który miał być już za 30 minut.Za równe 15 minut musimy się przebrać w naszykowane ubrania przez Panią Victorię i miałyśmy 10 minut by styliści ułożyli nam szybko włosy.Co prawda były już ułożone,ale trzeba zrobić małe poprawki.Leondre zaczął robić snapy i wysyłał je dla Bambinos.Ja słuchałem muzyki Sylwii Przybysz,Polskiej mało znanej piosenkarki.Ma być z nami dzisiaj na YSoT.Chciał bym ją poznać.Nim się spostrzegłem minęło to 15 minut wolnego czasu.Styliści zaczęli poprawiać nam włosy.Leo oczywiście próbował sam.To dobrze,że się usamodzielnia,
~Holly~
Wróciłyśmy do hotelu dość późno.Szybko wbiegłyśmy na górę,z tego,że każda chciała się wyrobić na koncert panowało niezłe zamieszanie,w którym ja też brałam udział.Szybko ubrałam wybrany zestaw i uczesałam włosy,nie musiałam się malować albo jakoś specjalnie układać włosy jak Alex i Chloe.
Emi była drugą osobą,która wydostała się z łazienki.Miała zrobione loki.Kiedy ona zdążyła je zrobić? Ja nigdy bym w tak krótkim czasie nie zrobiła loków tak perfidnie i porządnie ułożonych.
Po niej okazała się być Alex,a myślałam,że to Alex będzie najdłużej siedzieć w łazience.Usiadła koło mnie i łagodnie się uśmiechnęła.
Ostatnia wyszła Chloe,jak zwykle moja kuzynka była świetnie i idealnie przygotowana na każdą okazję.Wyglądała uroczo w sukience,którą wybrała,a jej włosy...zawsze do wszystkiego pasowały.Zazdroszczę jej tak idealnego wyglądu i takiej urody! I to jak!
-Ej Miśki jak byłam w łazience dzwonił do mnie Charls.Ja i Alex będziemy z nimi też na m&g,bo ich menager i fanki chcą mieć też z nami zdjęcia.-zawiadomiła moja kuzynka
-Co?-blondynka zbladła momentalnie
-Nie martw się Alex.Tylko,ze my musimy wejśc wcześniej na halę koncertową.-mruknęła szatynka
-Dobra,nie traćmy czasu już na gadanie i pakujmy swoje tyłki do auta!-krzyknęła Emi i wybiegła z pokoju,spojrzałyśmy wszystkie na siebie i się rozesmiałyśmy podążając za nią.
~Alex~
Byłyśmy już na miejscu.Dziewczyny poszły jeszcze do Starbucks'a kupić sobie late.Miały jeszcze pół godziny do rozpoczęcia koncertu.Ja z Chloe zaś musiałyśmy pójść o te pół godziny wcześniej na to m&g.Nie chciałam tam iść,ale menager chłopaków by się zezłościł.Gdy weszłyśmy za kulisy odetchnęłam z ulgą chociaż zaraz i tak będziemy musiały iść z chłopakami robić zdjęcia z ich Bambinos.Dziwne,że ich fanki chcą z nami zdjęcia,ale nie wnikam w to.Zaraz przyszedł mój Misiek i mnie wyściskał jak nigdy,poczucie strachu w jednej chwili ulotniło się.Poszliśmy an m&g.Poznałam mnóstwo wspaniałych Bambinos chłopaków.Byłam dumna z mojego Leo,że sobie tak radził i był taki kochany w stosunku do nich i z Charlsa również,tylko że on okazywał to o wiele mniej niż Leoś.Koncert się zaczynał.Weszłyśmy z Chloe w pierwszy rząd obok Holly i Emily.Było tam kilka nieznanych nam Bambinos,które rozmawiały z nami na temat chłopaków.Chłopaki tak jak zawsze na początku przytulili się i zaczęli witać się z fanami ciepłymi słowami.
Leondre wziął mikrofon i spojrzał się na mnie.
-Zanim zaczniemy...podszedł do lewego rogu sceny.-Chciał bym powiedzieć kilka słów.-w ręce trzymał różę.
Wszystkie Bambinos zapiszczały.
-Alex...chcę żebyś wiedziała,że KOCHAM CIĘ.-"kocham cię" powiedział w języku Polskim,był taki słodki.A to co teraz zrobił było naprawdę miłe z jego strony.-Chcę żebyś nigdy o tym nie zapominała.-powiedział i kucnął przy mnie dając mi różę.-fanki piszczały głośno.Znowu mnie uszy bolały,ale wysiliłam sie na uśmiech.Na koniec pocałował moją dłoń i wrócił na scene zaczynając śpiewać "Hopeful" tak jak na większości koncertów,która rozpoczynała koncert.
Było świetnie.Cały koncert jak zwykle był cudowny! A polskie Bambinos były najlepsze! Muszę zachęcić Leo by częściej wybierali trasę w Polsce.Wydawało mi się albo było dwa razy więcej fanek niż we Wrocławiu.Ale starałam się nie zwracać uwagi na dwa razy głośniejsze piski,które zakłócały moje normalne funkcjonowanie.
~Emily~
Koncert bardziej mi się spodobał niż we Wrocławiu.Leo świetnie zaczął go piękną przemową skierowaną do Alex.Chciała bym być teraz na miejscu Alex,tylko żeby zamiast Leo był Charls...Gdy wróciliśmy do hotelu poszłam spać usnęłam ledwie na godzinę.Gdy się obudziłam ściemniało już się na dworze.Dziewczyny spały jak zabite.Były wszystkie oprócz Alex,która też spędzała gdzieś czas z Leondre.Weszłam do łazienki i przebrałam się w cieplejsze ubranie.Na dworze musiało być chłodno.Tak jak wczoraj.
Wzięłam śmieszną bluzę,ale bardzo ciepłą.Przynajmniej nie będę musiała krasć kolejnej bluzy Charlsowi...Heh...Wyszłam na zewnątrz.Chłopak na mnie już czekał.
-Mrr..jaki kotek z ciebie-zażartował
-Ciii...-przynajmniej mi ciepło-zgasiłam go
Szliśmy przez chwilę w milczeniu,potem poruszylismy temat koncertu.Było cudownie móc spędzić z nim trochę czasu.W pewnym momencie złapał mnie na ręce i zaczął biec.
-Charlie puść mnieee!!-krzyczałam przez śmiech
-Nieee,po co?-zadrwił
-Charlieee...-zaczęłam chichotać
Chłopak mnie postawił i zaczął łaskotać.
-Ale nie o to mi chodziło.-roześmiałam się na dobre
-Idziemy do kina?-zaproponował
-Okej,pójdziemy na jakiś angielski film.-powiedziałam uśmiechając się szeroko
Gadaliśmy jak nieogarnięta młodzież przez całą drogę do kina tylko blondyn cały czas mi przerywał i brał na ręce.Śmiać mi się chciało z tego wszystkiego.Zachowywaliśmy się jak dzieci.Hah....Obejrzeliśmy jakiś film,który Charlie jak zwykle zacięcie komentował.Powstrzymywałam się by się nie  roześmiać,bo było dość dużo ludzi.Gdy wyszliśmy z budynku nie wytrzymałam,zaczęłam śmiać się z blondyna jak głupia.Nagle moją głupawkę przerwał sms  od Alex.Zaczęłam jej szybko odpisywac.
Alex:
Gdzie jesteście?
Emily:
Właśnie wracamy z kina i mamy zamiar iść jeszcze do parku,a wy?
Alex:
Byliśmy z Leosiem w Starbucks'ie i skate parku,a teraz nam się nudzi.Spotkamy się w parku pod fontanną życzeń?
Emily:
Mi pasuje.To widzimy się za 15 minut.Bay.
Alex:
Cześć Misia ;*
-Jest z Leo,chcą się z nami spotkać w parku.-powiedziałam szybko patrząc na blondyna
-Oki,ale będzie szybciej jak....-wziął mnie znowu na ręce i zaczął biec
-Charlieeee nooo....-krzyczałam jak głupia
Dzięki tej adrenaminie dotarliśmy za 5 minut ,a nie 15.Mieliśmy równe 10 minut żeby zostać w samotnosci i sie jescze powygłupiać.
-Wrzuć monetę.-chłopak dał mi monetę-I wymyśl jakieś życzenie.-uśmiechnął się łagodnie.Aww.....zakochałam się w tych oczach.Wzięłam tą monetę i wrzuciłam do wody.Spojrzałam się na Charlsa.
-A ty nie wrzucasz monety?-zapytałam
-Skoro nalegasz...-wyjął monetę i wrzucił do fontanny.-Jesteś głodna?-zapytał po chwili
-Już wiem jakie masz życzenie.-wybuchłam niekontrolowanym śmiechem
-Tak? Jakie?-przewrócił oczami
-Żeby coś zjeść .-zachichotałam
-Skąd wiedziałaś?-zadrwił i mnie pociągnął za rękę w stronę budki z lodami.Charls wybrał o smaku waniliowym,a ja o smaku kakaowym.Usiedliśmy przy fontannie i zajadaliśmy śmiejąc się przy tym.
-Czekaj,ubrudziłaś się tutaj.-dotknął moich ust i momentalnie się przybliżył,czułam jego oddech przy sobie.Cudowne uczucie! Nawet nie wiem kiedy....pocałował mnie,a ja odwzajemniłam pocałunek.Gdy się oderwaliśmy od siebie osłupiałam.Przecież Charlie ma dziewczynę!