(piosenka DS2,siostry Leo i jej przyjaciółki)
Leo:
Obudziłem się w gabinecie higienistki.Rozejrzałem się po pomieszczeniu.Nikogo nie było oprócz mnie.Było pusto.Usiadłem i mierzyłem wzrokiem drzwi czekając aż ktoś je otworzy.Nie myliłem się,zaraz do pomieszczenia wparowała szkolna "pielęgniarka" z jakąś uczennicą,która miała silny krwotok z nosa.Rozpoznałem ją.To była ta nowa koleżanka Emily.Usiadła we wskazanym miejscu przez P.Beth (czyt. Bef) i patrzyła się ślepo w ziemię.Położyłem się ponownie i przymknąłem oczy.Ten strach,który we mnie tkwi znowu narasta.Nie mam siły.
Alex:
Trzy....dwa....jeden.....Nareszcie...ufff.Dzwonek podczas ostatniej lekcji.Leo był w "śpiączce" już z dwa dni.Znaczy budził się,ale nie rozmawiał tylko ciągle mrużył oczy i znowu usypiał i tak w kółko.Co przerwę siedziałam w gabinecie lekarki i czekałam na to aż otworzy oczy.Wybiegłam z sali jak jakaś głupia i skierowałam się w stronę higienistki.Stanęłam przy drzwiach i zapukałam trzy razy.Zaraz pojawiła się czerwono-włosa (odcień ciemnego rudego) kobieta.Uśmiechnęła się do mnie łagodnie i zachęciła ręką do wejścia.Odwzajemniłam uśmiech i weszłam do sali.Leo chyba nadal się nie obudził,bo leżał w bezruchu z zamkniętymi oczami marszcząc czoło.Ja tak mam kiedy śni mi się coś strasznego.Usiadłam koło niego i dotknęłam jego ciepłego policzka.Jeszcze nigdy nie był taki ciepły.Nagle jego oczy zaczynały się powoli otwierać.
-Leo...-szepnęłam cicho.Zostałam z nim sama,bo pielęgniarka gdzieś poszła.Panowała okropna cisza,ale wreszcie...otworzył oczy.To dobry znak.Jego wzrok nie wyrażał żadnych uczuć.
-Już jestem przy tobie Księżniczko.-odpowiedział niepewnym głosem.Był strasznie ospały,wystraszony.Już nie mam pomysłu jak mu pomóc.Boję się,że coś może mu się stać.
-Leo c-co się stało.-głos mi się na chwilę załamał.Spuściłam wzrok na podłogę.Chłopak usiadł i podrapał się po karku.Nie wiedział co odpowiedzieć-Leo...proszę powiedz mi....czy to przez Matt'a?-zapytałam niepewnie.Chłopak pokiwał głową.-Leo...on nie może ci nic zrobić,rozumiesz? To tylko niewyżyte dziecko,a ty masz wszystko.On nic.-uśmiechnęłam się.Brunet przytulił mnie mocno i pocałował w policzek.
-Zawsze potrafisz mi poprawić humor.-powiedział,a jego kącik ust delikatnie uniósł się.
-Czym ci tak poprawiam humor?-zapytałam kpiąco
-Tym,że jesteś.-powiedział już dużo pewniej,ale zaraz jego mina spoważniała.Skierował swój wzrok na kostkę.
-Czy z twoją kostką wszystko w porządku?-posmutniałam trochę
-Tak,źle stanąłem.Jutro nie powinna mnie już boleć,a to wszystko...to ze strachu.-usmiechnął się do siebie
-Leo,nie możesz się bać,rozumiesz?-przewróciłam teatralnie oczami
-Wiem,przepraszam.-powoli wstał i wyprostował się.Podszedł kulejąc do stolika,na którym stała szklanka z wodą.Sięgnął po nią.
-Czemu nie powiedziałeś? Przyniosła bym ci tą szklankę.-złożyłam rękę na rękę
-Próbuję rozchodzić tą nogę,ciągłe wyręczanie mnie w niczym nie pomoże.
Emily:
Ostatnia lekcja,nareszcie.Grałyśmy w siatkówkę.Nigdy nie zachęcał mnie ten sport jakoś specjalnie do siebie,ale szczerze polubiłam go.Z moją klasą fajnie się grało.Tylko jedynie Matt i jego głupi koledzy wybijali piłkę w nauczycielkę.Idioci.Niestety Zoey dostała od niego mocno w nos i przez to leciała jej krew,a mi nie pozwolono opuścić zajęć by pomóc jej dojść do higienistki.Gdy była zmiana postanowiłam zejść.Chciałam już się przebrać i móc zobaczyć co z moją przyjaciółką.Usiadłam na chwilę na ławce wiążąc sznurówki od moich butów,które ciągle się rozwiązywały.Po chwili dosiadł się do mnie Thomson.Uniosłam wzrok ku niemu.Uniósł jeden kącik ust.
-Odsuń się ode mnie.-przesunęłam się w prawą stronę ławki z dala od niego
-Co takiego zrobiłem?-zapytał zdziwiony.
-Co takiego zrobiłeś Leo? To jest powód.-mruknęłam i podniosłam się kierując w stronę szatni,złapał mnie za nadgarstek nie pozwalając dalej iść.-Czego ty ode mnie do cholery chcesz?-krzyknęłam z pretensjami
-Albo przestaniesz się kolegować z Devries'em i tą jego bandą albo ta twoja buźka nie będzie już taka ładna.-pogładził mój policzek,przyłożyłam mu natychmiast w tą rękę
-Wal się.Ja nie mam zamiaru przestawać się z nim przyjaźnić.Lecz się człowieku! Jak mnie wkurzysz to pójdę do dyrektorki i wszystko jej powiem!-uniosłam głos
-Cii..bo nas ktoś usłyszy.-zatkał mi usta swoją ręką,próbowałam mu przyłożyć z liścia,ale był silniejszy.Obrócił mnie tak mocno,że aż ugięłam się w pół z bólu-Nadal masz ochotę pójść do dyrektorki?-zapytał pewny siebie odsłaniając mi usta.Spojrzałam się na niego i uciekłam do łazienki zamykając sie w jednej z kabin.Myśl Emi....myśl...
Charlie:
~Kilka godzin później~
Siedziałem u Leondre.Nadal był jakiś dziwny.Nie chciał gadać o tym co się stało.To dziwne.Zawsze mówiliśmy sobie co i jak.Ale dzisiaj....ehhh sam już nie wiem.
-Leo?-spojrzałem na niego,chłopak spuścił wzrok
-Jeśli masz zamiar spytać mnie o to co się dokładnie działo to lepiej nie pytaj.-odparł-Idziemy do skate parku?-szybko dodał
-Ehhh....jak tam chcesz,możemy pójść.-powiedziałem zrezygnowany-bierzemy ze sobą dziewczyny?-zaproponowałem po chwili
-Oki,to ty idź po nie,a ja zadzwonię do mamy na chwilę.-wyjął telefon,a ja posłusznie wyszedłem na zewnątrz kierując się w stronę domu naprzeciwko rodziny Devries'ów.Zapukałem ostrożnie czekając na znajome twarze.Jednak usłyszałem zza domu piski Alex.Szybko pobiegłem w tamtą stronę i oberwałem.....wodą z węża ogrodowego.Emi biegała jak głupia z wężem i lała wodą blondynkę.No tak,czego mogłem się spodziewać po dwóch wariatkach.
-Ej,co wy wyprawiacie?-krzyknąłem mokry ledwie dusząc się ze śmiechu
-Alex mi nie chciała oddać mojej książki,jakaś kara musiała być.-zachichotała Emi
-Idziecie z nami do skate parku?-zapytałem wyłączając źródło wody
-Ej,zepsułeś mi zabawę.-mruknęła blondynka
-Tak idziemy.-odpowiedziała szybko Mała
Emi:
Pierwsze piętnaście minut w parku biegaliśmy jak kompletni idioci.Charls ciągle brał mnie na ręce i nie chciał puścić.Aww....to takie słodkie uczucie jak ktoś cię nosi na rękach i nie marudzi,że jesteś za ciężka.Miałam w podstawówce kolegę,co lubił mnie nosić na rękach,ale chodził i później marudził,że go ręce bolały i,że powinnam schudnąć.Nie lubiłam go.Był takim dziwnym cwaniaczkiem co miał ściągę na każdy test ,a nie chciał się podzielić.Leondre wreszcie się wyluzował.No i dobrze.Alex już nie miała pomysłu jak go odciągnąć myślami od tego złego.Postanowiłam,że pójdę do pobliskiej toalety.
-Alex ja idę do toal...
-Ja też.-powiedziała nie dając mi dokończyć-Chłopaki idziemy na chwilę do sklepu.-skłamała śmiejąc się.Okej...popatrzyli się na nas jak na idiotki,ale tak to wszystko pod kontrolą.Zaczęłam się uśmiać pod noseem.Zbliżałyśmy się do galerii handlowej.To już wiem o co chodziło Alex.Dobrze myśli jak na ten wiek.Zaraz zatrzymała się jak wryta.Spojrzałam na nią zdziwiona,ale zaraz rozumiałam o co chodzi.W naszą stronę szła banda Thomson'a.No to pięknie.Blondynka szukała wzrokiem dobrej kryjówki,ale za późno.Chłopak nas zauważył i automatycznie podbiegł.
-Hmmm.....a gdzie Devries i Lenehan? Nie są już z wami?-zakpił
-Kpisz sobie,nadal się przyjaźnimy.-powiedziałam chamsko,Alex była zbyt wystraszona by cokolwiek powiedzieć.
-Alex widzę,że wie,że nie powinna się odzywać.Dobrze mnie zrozumiałaś.-zaśmiał się pod nosem.Moja przyjaciółka nadal stała w bezruchu,ale zaraz się odwróciła i uciekła.Cudownie....
~Następnego dnia w szkole~
Alex:
Szłam z Rose rozmawiając o wszystkim i o niczym.
Wczoraj musiałam dużo naściemniać Leo o tym,że te łzy co miałam w oczach to nic nadzwyczajnego.Mam tego dosyć...udawania,że wszystko w porządku.Matt był okropnym człowiekiem.Nie dziwię się dlaczego Leo jest gotowy poświęcić wszystko by ten dał mu spokój.
-Wiesz Alex nie pogniewasz się,ale...mam teraz zajęcia karate i muszę nadrobić ostatnią nieobecność.-powiedziała skrępowana brunetka
-Spoko,nie przejmuj się mną.Pójdę do Abby i Julie.-uśmiechnęłam się łagodnie
-Dzięki.-odparła i mnie mocno przytuliła.Odwzajemniłam uścisk.
-No,a teraz leć,bo pewnie Sebastian na ciebie czeka.-ponagliłam ją
-Dobrze mamo.-zachichotała odchodząc.Odwróciłam się w stronę sali gimnastycznej,gdy ktoś mi zakrył oczy.
-Leo?-zapytałam śmiejąc się
-Nie.-odparł lodowaty głos zakrywając mi usta.Próbowałam krzyczeć,ale napastnik był silniejszy.Nic nie widziałam.Wiem tylko,że dostałam porzadnie w głowę.Gdy się obudziłam,raziło mnie bardzo jasne światło.Byłam przywiązana do krzesła.Miałam na ustach jakąś szmatę.Było pusto i cicho.Stawiam na piwnicę szkolną.Zaczęłam szarpać się próbując odluzować nieco sznur,który wżynał mi się w skórę.Jednak to nie przyniosło oczekiwanych skutków.Postanowiłam zostać w bezruchu nie mając siły dalej się szarpać z tymi zabezpieczeniami.Po chwili ktoś wszedł.Był to nie kto inny jak....Matt.
-Obudziłaś się.-zaśmiał się szyderczo,a ja próbowałam krzyczeć chociaż wiedziałam,że to nic nie da
Leo:
Matematyka dłużyła się w nieskończoność.Rose była na zajęciach karate,a Alex nie było.Martwiłem się,bo zazwyczaj nie opuszczała zajęć,a nawet jak miała to nauczycielka przy wyczytaniu listy zawsze mówiła kto był zwolniony z jakiejś godziny.Pistacja siedziała z Willem przede mną.Kopnąłem delikatnie jej krzesło.Odwróciła się szybko.
-Gdzie Alex?-zapytałem szeptem
-Nie mam pojęcia,Rose też pewnie nie.-powiedziała zdziwiona moim pytaniem.Odwróciłem się do Sebastiana i Julie.
-Widzieliście gdzieś Alex przed lekcją?-wznowiłem pytanie
-Ja nie.-odparł Seba drapiąc się po karku
-Nic mi o jej nieobecności nie wiadomo.-odparła blondynka
Świetnie...jeszcze bardziej się boję.Podniosłem rękę.
-Tak Leo?-zapytała nauczycielka poprawiając okulary
-Jakoś źle się czuję,mogę iść do higienistki?-spytałem udając zamulonego
-Pewnie Leo,proszę idź.-wskazała mi drzwi,no kurcze jak bym nigdy drzwi nie widział do wyjścia...te nasze nauczycielki to kompletne bezmózgi...Dokuśtykałem do drzwi i wyszedłem za nie.Na korytarzu było bardzo cicho.Postanowiłem zajrzeć do klasy Emi.
-O witaj Leo,coś chciałeś?-zapytał Pan Cramp (nauczyciel geografii)
-Pani Lee (nauczycielka matematyki) kazała mi sprawdzić czy jej syn nie ma lekcji w tej sali.-zacząłem szybko zmyślać.Rozejrzałem się po sali.Jedno miejsce było puste.Dokładnie koło Luck'a.Nie było tylko jego na lekcji.... nijakiego Matt'a Thomson'a.-Ale widzę,że to nie ta klasa.-wysiliłem się na uśmiech-Przepraszam,do widzenia.-zamknąłem drzwi i postanowiłem przejść przez całą szkołę.Zostało mi jeszcze 20 minut do końca matematyki.Czyli niewiele.Tworzyłęm w głowie już najgorsze scenariusze.Zajrzałem do sali komputerowej.Nikt w niej nie miał lekcji.Tak samo w chemicznej,jedynie w fizycznej miały jakieś młodsze klasy.Przemknąłem się do magazynku na sali gimnastycznej-też pusto.Tak samo w kantorku woźnych.Nie mam do tego głowy,ale nie sprawdziłem jeszcze jednego miejsca.....piwnicy szkolnej.Ale czy to możliwe by tam się chować? Jednak to nie daje mi spokoju żeby tam nie zajrzećOtworzyłem drzwi.Było zapalone światło.Czyli ktoś tam był.Nie ważne ,że mogę mieć przez to problemy.Zszedłem po stromych schodach.Na środku siedziała moja Księżniczka przykuta do krzesła.Siedziała w bezruchu z zamkniętymi oczami.
-Alex!-podbiegłem do niej próbując wybudzić z "drzemki".Gdy blondynka otworzyła oczy ulżyło mi.Miała je czerwone od płaczu.Co ten idiota jej zrobił? Zacząłem ją odwiązywać,jednak dziewczyna miotała się i próbowała coś powiedzieć,zdjąłem chustę z jej ust.
-Leo uważaj za tobą!-krzyczała ochrypniętym głosem.Automatycznie odwróciłem się.Stał za mną trzymając jakiś kij.
-Ty jesteś jakiś nienormalny?!-krzyknąłem na niego.Po raz pierwszy podniosłem na niego głos.
-Widzę,że chcesz oberwać Devries.-zakpił mierząc się do uderzenia.Wyrwałem mu ten cholerny kij i złamałem na pół.
-A ja widzę,ze to właśnie ty chcesz oberwać.-mruknąłem
-Albo porzucisz swoją nędzną karierę albo buźka tej młodej nie będzie już taka ładna.-ten śmiech zabierał moją pewność siebie,ale nie mogę dać mu wygrać
-Leo zostaw mnie.Fani i to wszystko ...wiem ile oni dla ciebie znaczą.-Alex ledwie powiedziała cokolwiek
-Chyba kpisz myśląc ,że rzucę to wszystko? -uniosłem jedną brew-Dzisiaj za szkołą o 15 tchórzu.-warknąłem.Nie mam zamiaru więcej chodzić i przez niego lękać się czego kolwiek.
-Oooo Devries widzę,że zrobiłeś się jeszcze większym idiotą niż rok temu.-nadal drwił-Zmiażdżę cię rozumiesz.-wytykał mi palcami,a potem wyszedł.Odwiązałem blondynkę z uwięzi.Rzuciła mi się w ramiona z płaczem.
-Leo nie rób tego.-wychlipiała
-Robię to dla twojego dobra.Nie chcę byś przeze mnie cierpiała.-powiedziałem stanowczo.Dziewczyna zaniosła się jeszcze większym płaczem.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz