sobota, 6 lutego 2016

#18."Będę walczył,będę kochał,będę się o ciebie bił!"

Alex:

Wielkimi krokami zbliżała się 15.Bałam się.Tak cholernie się o niego bałam.Spojrzałam ponownie na wyświetlacz telefonu 14:15.Nie najgorzej.Siedziałam u Devries'ów w domu wtulona w Leo.Jedyne co mnie teraz uspokajało to bicie jego serca.Była jak jego rap.Bezcenne dla ucha.Zamknęłam oczy.Otworzyłam dopiero,gdy brunet głaskał mnie po głowie.Czyli już się obudził.
-Leo?-ziewnęłam zatykając buzię ręką
-Tak?-zapytał przytulając mnie mocniej
-Proszę...Nie rób tego.
-Czemu?-przerwał mi zdruzgotany
-Leo martwię się.-wyszeptałam
-Wiem,ale nie mogę mu pozwolić...po tym co zrobił tobie.Nie wybaczę mu tego i pozbędę się z tej szkoły.-zacisnął pięści.Wiedziałam,że teraz mówi o swoim czułym punkcie.Przypomniał sobie o przeszłości....ehh...
-Leo.Było minęło.Trzeba z tym iść na skargę do dyrektorki,a nie.-westchnęłam
-Alex,proszę cię.On przecież cię więził.Ja bym to najchetniej zgłosił na policję,ale wiesz,że to i tak żadnych skutków nie przyniesie.-podrapał się po karku
-Leo,jak pójdziesz to ja coś sobie zrobię....-spuściłam wzrok na moją rękę
-Jeśli coś sobie zrobisz to nie wybaczę tego sobie,rozumiesz?-odwrócił moją głowę tak bym patrzyła mu w oczy,z których ciekły łzy
-Leo...ja nie mam siły.-to jedyne co mi przyszło do głowy w tej niezręcznej chwili
-Proszę...nie zrób nic głupiego.-wstał i wyszedł.Pięknie.Nie wiem co zrobić,boję się.
Emily:

Gdy Leo dotarł na umówione miejsce za szkołą,gdzie była już spora grupka uczniów wzdrygnęłam się.Przyszłam tu żeby ich powstrzymac.Wiem jak to odbije się na Alex jeśli cokolwiek się stanie Leondre.
-Leo.-pociągnęłam go na stronę-Co ty odwalasz?Odwołaj tą dziecinną bójkę i lepiej zadzwoń na policję.-powiedziałam z pretensjami.Zaraz do mnie dołączył Charlie.
-Oszalałeś?! Przecież on jest od ciebie dwa razy większy!-zaczął wymachiwać rękoma w każdą stronę,złapałam go za rękę i trochę uspokoił narastające w nim emocje
-Robię to w słusznej sprawie.-odpowiedział -Jeśli nie macie ochoty mnie wspierać w tej chwili to dajcie mi spokój.-dodał zrezygnowany
-Leo..to nie tak.Po prostu martwimy się.-zaczęłam tłumaczyć
-Alex mówiła to samo.-słusznie zauważył
-No bo jest twoją dziewczyną do cholery jasnej!-nie wytrzymałam i podniosłam głos,wszyscy zebrani spojrzeli się w naszą stronę.Thomson'a nadal nie było.Mieliśmy jeszcze kilka minut na odwołanie tego wszystkiego.
-Emily ma rację! Odwołaj to!-wtrącił się blondyn
Po chwili doszła paczka naszego przyjaciela.Pistacja (nie mam pojęcia czemu ją tak przezywają) rzuciła się natychmiast na Devries'a.
-Leo czy ty postratałeś rozum?!-zaczęła wypytywac i krzyczeć na niego,zaraz dołączyła reszta jego ekipy.
-Emily?-spojrzał na mnie
-Słucham.-założyłam ręce na wysokości piersi
-Proszę możesz zostać z Alex? Martwię się o nią,bo powiedziała,że coś sobie zrobi.-spuścił wzrok.Tak,to był ten prawdziwy Leondre.Ten,który wreszcie miał choć trochę rozumu.
-Dobrze.-westchnęłam ciężko-Tylko proszę odwołaj to.-przytuliłam go i ruszyłam w stronę bramy szkolnej,zatrzymała mnie ciepła ręka Charlsa.Spojrzałam się na chłopaka.
-Proszę dopilnuj by mu nic nie było.-mruknęłam.Mimo uporu Leo...on był dla mnie jak taki wkurzający brat.Przypomniały mi się najlepsze wspomnienia związane z nim.W głowie został mi obraz jak rzucaliśmy się popcornem.Oczy zaszkliły mi się na samą myśl,że mój braciszek może być w niebezpieczeństwie i,że postratał racjonalne myślenie.-Proszę.-dodałam tylko i spojrzałam mu się w oczy
-Obiecuję,że nic mu nie będzie.-wysilił się na uśmiech i pocałował mnie w usta.Odwzajemniłam pocałunek.
Charlie:
Jedyne co mi przychodziło na myśl w tej chwili to było to by złapać dyrektorkę jeszcze przed wyjazdem ze szkoły.Dyrektorka najpóźniej wyjeżdżała z grupy nauczycielskiej.Miałem dużo szczęścia,bo właśnie wsiadała do samochodu i miałem okazję ja zatrzymać.Pobiegłem jak najszybciej w stronę auta.
-Proszę zaczekać!-krzyczałem najgłośniej jak się dało.Kobieta na szczęście usłyszała moje wrzaski i wysiadła z pojazdu.
-Coś się stało Charlie?-zapytała zdziwiona
-Matt z Leondre...-próbowałem złapać powietrza-chcą się bić za szkołą...
Dyrektorka zatkała tylko sobie usta ręką i szybko biegła na swoich czerwonych szpilkach za mną.Obydwaj już byli.Mierzyli się wzrokiem i widać było,że bijatyka zaraz się zacznie.Wszyscy widząc kobietę niemile się zdziwili.Leo patrzył na mnie zdesperowany.
-Co tu się wyprawia?!-zapytała zdenerwowana kobieta-Leo,Matt idziecie ze mną! A wy do domów!-zarządziła
Alex:
Siedziałam nadal u niego w domu.Nie wiedziałam co zrobić ze sobą.Byłam tak wystraszona tym,że mój Aniół Stróż może wrócić cały w siniakach albo,że mogę zastać go w szpitalu.Tak się o to boję.Jedyne co mi przyszło teraz na myśl to rysowanie żyletką po skórze,ale Leo się  nie bawi żyletkami tak jak ja.Przejrzałam jego szafki.Moją uwagę zwrócił mały kuferek.Otworzyłam go ostrożnie.W środku była jakaś karteczka,a pod nią żyletka.Rozłożyłam papierek,na którym cienkim markerem było napisane "Przepraszam za wszystko".Przeraziło mnie to okropnie.Złożyłam z powrotem świstek papieru i wsadziłam do kieszeni od spodni.Chwyciłam ostrze i usiadłam na łóżku.Patrzyłam się ślepo w odbijającą światło żyletkę.
Przełknęłam ślinę.Dawno nie robiłam tego.Przyłożyłam ostrze do skóry i powoli jeździłam po niej robiąc mnóstwo kresek.Krew leciała jak nigdy dotąd.Łzy mi ciekły jak z wodospadu.Nie mam siły do siebie.Mogłam go powstrzymać.Przymknęłam oczy.Obraz zaczął mi się rozmywać.Wstałam na nogi i próbowałam złapać równowagę.Zaczęłam szukać bandażu w szufladach.Gdy znalazłam opatrzyłam rękę i zakryłam rękawem swetra.Złapałam się szafki kurczowo próbując utrzymać równowagę.Gdy wreszcie udało mi się to zrobić wrzuciłam żyletkę w krwi do kuferka i schowałam go na swoje miejsce.Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.No tak...Leo mnie prosił bym otworzyła drzwi jego Mamie,bo dzisiaj pojechała z koleżanką do pracy i nie brała kluczy od mieszkania.Zbiegłam po schodach prawie kończąc tę czynność upadkiem przy ostatnim stopniu.Obraz mi się ponownie zaczął rozmywać.Zaczęłam się chwiać na nogach,ale dałam radę.Podeszłam do drzwi i próbowałam wcelować klucze w dziurkę.Gdy udało mi się to przekręciłam go i ujrzałam po chwili przed soba twarz rodzicielki mojego Aniołka.
-O witaj Alex.Leo jeszcze nie przyszedł ze szkoły?-zapytała zdziwiona kobieta patrząc na zegarek na swojej ręce,który jasno wskazywał 15:45.
-Nie,jeszcze nie wrócił.Ma dodatkowe zajecia.-nazmyślałam zamykając drzwi za brunetką.Patrzyłam przez chwilę jak zdejmuje kurtkę i buty na małej koturence.Chwyciłam torebkę stojącą koło niej i weszłam do kuchni stawiając ją na swoim miejscu.Po chwili usłyszałam kolejny dzwonek.Kobieta była już gdzies na górze,więc musiałam znowu przywłóczyć się do drzwi.Otworzyłam je niechętnie i popatrzyłam na zmieszaną twarz przyjaciółki.
Leo:
Byłem zły jak nigdy na Charlsa.Ale z jednej strony może to dobrze,że zawołał dyrektorkę? Przecież to mogło nie najlepiej się skończyć.Siedzieliśmy w gabinecie dyrektorki czekając na przyjazd naszych rodziców.Kobieta wypytywała o wszystko.Musiałem jej opowiedzieć o tym co ten palant zrobił Alex.Po prostu musiałem.Thomson nie odzywał się.Nie odpowiadał na pytania.Po prostu miał to gdzieś.Alex z rodzicami również mieli przyjechać.To oczekiwanie nie trwało jakoś szczególnie długo.Do gabinetu pierwsza wparowała moja Mama.
-Leo synku wszystko w porządku?-obsypała mnie milionem pytań,na które w stanie byłem tylko pokiwać głową.Alex stała pod ścianą.Była bledsza niż zwykle.Co chwila chwiała się na nogach.Martwię się o nią.Zostaliśmy na chwile wyproszeni z gabinetu.Zostali w nim tylko rodzice Thomsona i sam on.
-Alex,dobrze się czujesz?-natychmiast do niej podeszłem.Blondynka pokiwała głową,jednak po chwili złapała mnie mocno za bluzę unikając upadku.Wziąłem ją na ręce i zacząłem głaskać jej włosy.Martwię się....A co jak wzięła jakieś tabletki nasenne ?Przeciez sama mówiła,że może sobie coś zrobić jak pójdę.-Alex nie kłam.-tylko to byłem w stanie powiedziec
-Tak,wszystko w porządku.Tylko trochę zakręciło mi się w głowie.-powiedziała tak cicho,ze tylko ja usłyszałem.Jej Tata (Mama okazała się być w pracy i nie mogła się zwolnić) siedział zniecierpliwiony przy drzwiach,które ponownie się otworzyły.
-Alex,możesz przyjść?-zapytała okularnica.Dziewczyna pokiwała delikatnie głową.Postawiłem ją.Zachwiała się ponownie i doszła z trudem do drzwi.
Alex:
~20:00~
Dzisiaj okropnie się czułam,gdy wróciliśmy z tego całego cyrku cieszyło mnie to,że nie doszło do żadnej bójki.Matt został wysłany do poprawczaka po dyskusji z policją na temat tego porwania.Leo nie oberwał na szczęście za to,że chciał się bić.Jedynie godzina dodatkowej matematyki.Siedziałam wtulona w niego u mnie w domu.Mama nadal nie wracała.Pewnie pojechała do cioci do Polski.Już przysypiałam.Nawet głośny telewizor teraz był w stanie mnie uśpić.
-Alex?-usłyszałam cichy głos bruneta
-Tak?-spytałam zachrypnięta
-Powiedz,że nic sobie nie zrobiłaś jak mnie nie było.-powiedział stanowczo
-Nie.Jedynie martwiłam się.-wyszeptałam
-To dobrze.-złączył nasze usta.Odwzajemniłam pocałunek,który stawał się namiętniejszy.Żyłam chwilą.Jego usta były delikatne i miękkie.A jego ręce na moich plecach dawały przyjemny dreszczyk.To poczucie bezpieczeństwa...ono wróciło.Ta chwila była cudowna.Dla takich chwil warto żyć.Oderwaliśmy się od siebie próbując złapać powietrze.Ponownie się do mnie przybliżył.Wyrwałam mu się i zaczęłam śmiać biegając po pokoju.
-Ejj!-krzyknął i zaczął się śmiać próbując mnie złapać.
Gdy w końcu udało  mu to się ,zaczął całowac mnie w szyję.Znowu przeszył mnie przyjemny dreszcz.
-Leoooo nooo...-zaczęłam chichotać
-Kocham Cię,wiesz?-zapytał biorąc mnie na ręce
-Wiem,ale ja i tak Kocham Cię bardziej.-wyszeptałam.Usiedliśmy z powrotem na łóżku
Przytulił mnie mocno.Wtuliłam się w jego ciepłe objęcia.
-Robisz się coraz drobniejsza.Niedługo mi znikniesz i nie będę miał kogo przytulać.-posmutniał
-Zdaje ci się.-mruknęłam
-W takim razie...ile ważysz?-zapytał bawiąc sie moją grzywką
-40 kg.-odpowiedziałam zdecydowanie
-A ile masz wzrostu?
-1.65 m.-spojrzałam mu się w oczy.Wyglądał na smutnego.
-Alex...za mało ważysz.-westchnął.-Znikasz mi z dnia na dzień.Jesz w ogóle coś?
Przygryzłam wargę na to pytanie,szukałam szybkiej propozycji do zmyślenia.
-Nie...-westchnęłam spuszczając wzrok na podłogę
Uniósł mój podbródek tak bym patrzyła mu w oczy.
-To wszystko przeze mnie.-powiedział zrezygnowany-Naprawie to,dopilnuję byś jadła.-pocałował mnie w policzek
-Leo,ale....-przerwał mi pocałunkiem,który odwzajemniłam
----------------------------------------
Kolejny krótki rozdzialik.Jak myślicie:Alex będzie więcej jadła? ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz