piątek, 19 lutego 2016

#19."Przeprowadzam się."

Alex:
Dni mijały,wszystko układało się.Było zbyt dobrze.Kolejna sobota.Postanowiłam tym razem odprężyć się i poleżeć do 10.Tak dobrze mi się spało jak nigdy,dopóki ...nie zaczęły mnie budzić cieple pocałunki złożone na mojej szyi.Uniosłam delikatnie powieki ,a kąciki moich ust lekko uniosły się.
-Cześć Księżniczko.-brunet złączył nasze usta na chwilę i pozwolił mi wreszcie wybudzić się w swoim powolnym tempie.
-Miś,a ty nie powinieneś być na próbie?-spojrzałam na zegarek na ścianie jego pokoju (Alex nocowała u Leo).Była 8:34.Już od ponad pół godziny powinien być w studiu obok Charlsa i trenować.Mieli nagrać nowy cover dla Bambinos.
-Przełożyliśmy to z Charliem na jutro.-uśmiechnął się szeroko-Chcę spędzić ten dzień z tobą.-uniósł mnie delikatnie i usadził na swoich kolanach składając czuły pocałunek w moje czoło
-Ale Leo...próby są ważniejsze.-westchnęłam ciężko
-Charlie tez ten dzień chciał spędzić z Emi.-pogłaskał mnie po głowie
-No to trzeba było tak od razu.-uśmiechnęłam się szerzej i pocałowałam go w usta-Ale teraz pozwolisz,że się przebiorę.-powiedziałam śmiejąc się patrząc na moją torbę w rogu pokoju.
-A co jak nie pozwolę?-zapytał podnosząc jedną brew
-Chcesz się przekonać?-wyrwałam mu się z rąk i podbiegłam szybko do mojej torby szukając ubrań,które chciałam na dziś założyć.
-Owszem.-złapał mnie od tyłu i uszczelnił w mocnym uścisku
-Leoo nooo...-westchnęłam zmęczona
-No dobrze...odpuszczę ci...tym razem.-pocałował mnie w policzek i wyszedł z pokoju.Poszłam do toalety i szybko ogarnęłam się ubierając naszykowane ubrania.
Emily:
Wstałam dość późno jak na moją niecodzienną manię wczesnego wstawania w soboty.Przetarłam oczy i przeciągnęłam się leniwie.Coś czuję,że to będzie dzień pełen pozytywnej energii.Szybko przebrałam się i zbiegłam do kuchni,gdzie zastałam płaczącą mamę.
-Co się stało?-zapytałam zdziwiona jej stanem.Miała rozmazany tusz i ogromne sińce pod oczami.Wyglądała jak by całej nocy nie przespała i spodziewam się,że tak było.
-E-emily t...twój....t-a-t-a...on.....nas zzzdradził..-wychlipiała.To co usłyszałam było dla mnie szokiem patrzyłam z otwartą buzią na moją rodzicielkę,która trzęsła się cała z nadmiaru emocji.Mama Alex dzielnie przy niej siedziała i ja pocieszała.Łzy wezbrały mi w oczach i nawet nie wiem kiedy wypłynęły mi na policzki i kapały na płytki w kolorze brzoskwiniowym.Stałam jak słup soli i czekałam na dalszy rozwój zdarzeń,którego pewnie nie będzie.
-Córcia...wy-yprow-ad-zamy s-się..-kolejny potok łez jak i szoku nie dały mi upustu
-Jak to?! Gdzie?! -zaczęłam krzyczeć niedowierzając
-Do Paryża do ciotki.-powiedziała obgryzając nerwowo paznokieć
-Ale mamo?! Czemu?!-teraz już szlochałam jak nigdy,nie panowałam nad emocjami
-Dla świętego spokoju.-powiedziała poważniejąc choć łzy nadal jej spływały po policzkach
-Nie zdajesz sobie sprawy,że ja mam tu przyjaciół i chłopaka?!-zaczęłam krzyczeć jak nigdy
-Zdaję,ale Emi proszę cię...robię to dla twojego dobra!-wychlipiała
-Chyba dla swojego!-warknęłam i wybiegłam z domu chwytając deskorolkę ,którą zostawiłam w ogrodzie.Za kilka minut mam spotkać się z Charliem w parku.Boję się,że nie wytrzymam i wybuchnę przed nim z nadmiaru emocji.Wskoczyłam na mój "środek transportu" i ruszyłam w drogę.
Alex:
Zeszłam do kuchni gdzie pachniało naleśnikami.Nie myliłam się.Na stole była taca z naleśnikami z nutellą.Leo siedział i przeglądał telefon wyraxnie czekając na mnie.
-Ile można siedzieć w łazience?-zapytał podnosząc wzrok i unosząc kąciki ust
-No nie wiem...może mi powiesz?-spytałam ironicznie.Chłopak uniósł jedną brew i podszedł do mnie biorąc na ręce.-Ale wiesz,że ja umiem chodzić?-Leo przewrócił oczami,a ja się zaśmiałam
-Siadaj i jedz bo ci wystygnie.-zarządził sadzając mnie na krześle
-A co jak mi się nie chce?-wyjęłam język śmiejąc się jak głupia
-Naprawdę? Chcesz żebym cię karmił?-zapytał zdziwiony
-Nie...Mamo.-zasmiałam się
-Też Cię Kocham.-złączył nasze usta
Po około pół godziny wreszcie skończyłam jeść to śniadanie,które ciągle się nie kończyło,bo Leo męczył mnie żebym zjadła jeszcze "jednego naleśnika" co skończyło się na czterech.Brzuch mnie bolał z przejedzenia,ale....czego się nie robi dla swojego chłopaka?
-Alex?-Mój Miś spojrzał sie na mnie z szerokim uśmiechem
-Tak?-zapytałam patrząc raz na wyświetlacz telefonu raz na niego
-Pójdziemy na spacer?-zapytał,a jego chytry uśmieszek nie schodził z buzi
-Co ty tak się szczerzysz? Czegoś nie wiem?-zapytałam zdziwiona
-Nie.Skąd? Wszystko wiesz.-uśmiech nadal trwał,a oczy błyszczały jak nigdy
-Leo...boję się.-udałam przestrach
-Schrupię cię!-złapał mnie na ręce i zaczął biec do wyjścia z mieszkania całując w szyję
-Leoo...-zaczęłam śmiać się jak głupia
Charlie:
Przyjechałem na umówioną godzinę  do parku.Emily siedziała już przy jednej z ławek wlepiając swój wzrok w telefon.Wyglądała prześlicznie.Jej włosy były ładnie zakręcone puszczone luzem na jej zgrabne ramiona.Jej oczy błyszczały choć nie wyrażały żadnego entuzjazmu.Jej nogi...ponętnie mnie zachęcały bym wziął ja na ręce i nie puścił.Była smutna.Coś było nie tak.
-Hej Kochanie.-powiedziałem,dziewczyna uniosła wzrok i lekko uśmiechnęła się.Był to uśmiech sztuczny,bo wyszedł jej z tego grymas.
-Hej Charls.-pocałowałem ją w usta.Miała zaszklone oczy,coś było na rzeczy.
-Co się stało?-patrzyła na mnie zdziwionym wzrokiem nie wiedząc co powiedzieć
-Nic...-westchnęła ciężko
-Przecież widzę.-powiedziałem stanowczo
-Przecież mówię,ze nic.-uparła się na swoim jednak po chwili wybuchła płaczem.Przytuliłem ją mocno i zacząłem gładzić po głowie próbując uspokoić.
-Ciii...będzie dobrze.-pocałowałem ją w policzek .Zmęczona wtuliła się we mnie i zaraz uspokoiła się.-Co się stało?-zapytałem znowu zachowując swoją stanowczość
-Mój ojciec zdradził moją Mamę i ....wyprowadzamy się.-patrzyła mi w oczy,w których był smutek,żal i brak wewnętrznego spokoju.Kolejne łzy wypłynęły na zewnątrz.Przytuliłem ją ponownie mocno.
-Ehh..a to świnia.-powiedziałem z przekąsem-No ale cóż....jakoś damy radę,gdzie się wyprowadzasz?-zapytałem ze smutkiem w głosie.Miałem ochotę płakać mimo tego,ze jestem chłopakiem bardzo mnie to zraniło.Nie chciałem jej mieć daleko od siebie.Chcę mieć ja ciągle przy sobie.Tak by mogła usłyszeć jak szalenie wali moje serce,gdy mam ją w swoich ramionach.
-Do Paryża....-trzęsła się.Widać,ze bardzo była poruszona tym wszystkim
-Damy radę,damy.-pogłaskałem ja po głowie i złożyłem na niej pocałunek
Leo:
Szliśmy w ciszy,ale to nie była typowa nieznośna chwila ponieważ obydwoje cieszyliśmy się swoim towarzystwem.Trzymaliśmy się za ręce i nie mieliśmy zamiaru się puścić.Mimo tego,ze byłem wyższy od niej o głowę...lubiłem patrzeć na nią z góry.Była taka niska i słodka.Nikt nie potrafił mnie teraz tak uszczęśliwić jak ona.Jedyne co mnie martwiło to to,że była przeraźliwie blada.
-Leo ja....
-Wszystko w porządku?-zapytałem przerywając jej nagle
-Nie czuję się najlepiej...-powiedziała bardzo cicho i zachwiała się na nogach.Chciałem jej wziąść na ręce,ale nie zdążyłem,bo zaczęła lecieć do przodu.Była już metr od upadku na ziemię,ale zaasekurowałem jej upadek.
-Alex?Słyszysz mnie?-zapytałem wystraszony.Zacząłem modlić się w duchu by wszystko było w porządku.Wyjąłem telefon i wybrałem numer "112".Czekałem na połączenie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz